Though I’m going to show a few of the pics of the early Polish fall here, I couldn’t be happier to be here at all. A.’s computer wizardry breathed some life into my lifeless laptop and I can blog again, maybe even report on some events from the last few weeks… about that tomorrow. For the time being, we’re in Jodłów again, reluctantly accepting the autumn that befalls us. The afternoon walk in the forest eases me softly into the season with leaves turning yellow, last berries on the bushes, wild mushrooms and pink heathers everywhere. Only the slow motion of the Roman snail trailing across the path is a bit surprising in this fall landscape. The forest is bright with sunlight and devoid of rain. This little fact alone should keep the smile on my face, as the Vancouver rainy season has already begun and we’re going to be experiencing it soon enough.

Zamierzam, przede wszystkim, pokazać kilka zdjęć polskiej wczesnej jesieni, ale tak naprawdę, to najbardziej cieszy mnie fakt, że jestem ponownie w Majologii. Talenty komputerowe A. są niekwestionowalne i mój laptop ożył na tyle za jego sprawą, że mogę znów blogować, a może nawet opisac wydarzenia minionych kilku tygodni… no ale o tym jutro. Tymczasem, jeszcze raz zawitaliśmy w Jodłowie, gdzie z pewnym oporem godzimy się z nadejściem jesieni. Popołudniowy spacer po lesie jakoś tak łagodnie wprowadza nas w ten jesienny klimat. Gdzie nie spojrzymy widzimy żółknące liście, nie zebrane jagody wiszące jeszcze na krzaczkach, wrzosy i grzyby. Tylko ten spóźniony winniczek, wolno ciągnący się w poprzek leśnej ścieżki nie bardzo pasuje do jesiennego krajobrazu. Las jest jeszcze pełen słonecznych promieni i pozbawiony deszczu. Ten brak deszczu cieszy mnie ogromnie, bo pora deszczowa w Vancouver już się zaczęła i tylko patrzeć jak będziemy jej doświadczać osobiście.

Related Posts with Thumbnails