The first road trip of the summer started on a rainy day in Vancouver with the chilly 56F weather (13C).  This was supposed to be remedied as we headed south. Unfortunately, the weather has never ever improved, and the 11:00 AM departure from home, turned out futile. First, at the Canada-US border, where we spent an hour and 45 minutes to cross it, and then we hit the Memorial long weekend traffic through Seattle at the exact time when all the folks were leaving their jobs to hit the road and to get out of the city. Our first stop was planned for Portland, Oregon, where we planned to stop at the Apple store and purchase an IPad for A., but we never made it to Portland on Friday. The traffic was insane, suffice to say, the trip to somewhere 80 miles before Portland, was taking us already nine hours, while we should have gotten to Portland in five. We quit driving at that point and spent the night in the vicinity of Vancouver, WA. The next morning, we drove to the Apple store in Portland, to learn that Apple had no inventory of IPads for sale – nowhere in the whole USA, for another month of so. Bummer! This was a long, tiring day, with not many pictures to be snapped – a thorny kind of the day. Thankfully, I still had enough positive energy left in me to hope that this little vacation of ours was going to turn out great.

Pierwsza wycieczka samochodowa tego roku rozpoczęła się w deszczowy dzień w Vancouver, gdzie temperatura nie przekraczała 13 stopni Celsjusza. Problem podody, wierzylisśy, miał być rozwiązany z naszym przemieszczaniem sie na południe Stanów. Niestey, pogoda nigdy się nie poprawiła, a nasz nieco opóźniony wyjazd z domu o 11-tej rano, okazał się nieszczęsny, jako że granica kanadyjsko-amerykańska była zapakowana po uszy, i staliśmy w kolejce przez prawie dwie godziny. A potem, jak już wjechaliśmy do Stanów, to trafiliśmy do Seattle dokładnie w piątkowe popołudnie przed długim weekendem, kiedy to cała ludność wypadła z biur, żeby czym prędzej wsiąść do samochodu i ruszyć za miasto. Naszym pierwszym planowanym postojem był Portland w Oregonie, gdzie A. miał zakupić w Apple IPad. Normalnie, dojechalibyśmy do Portland w pięć godzin, tymczasem, my już byliśmy w podróży dziewięć godzin i do Portland jeszcze mieliśmy jakieś 130 km. Zarzucilśmy więc dalszą podróż i zostaliśmy w okolicach Vancouver, w stanie Washington (tak, jeszcze jedno Vancouver). Następnego dnia rano, dotarliśmy wreszcie do Apple, żeby usłyszeć, że brakuje IPad’ow w całej Ameryce. Oj, byliśmy potężnie zawiedzieni. Cała ta podróż, jak do tej pory, była tylko długa i męcząca – taki sobie kolczasty dzień. Do tego okazje na robienie zdjęć, też były rzadkie. Na szczęście, nadal tkwiła we mnie jeszcze duża doza pozytywnej energii i moja wiara, że te male wakacje będą jeszcze warte wspomnien, nadal we mnie uparcie tkwiła.

Related Posts with Thumbnails