Posts tagged ·wspomnienia·...

Memory is Berried in My Mind…

I’ve come across this image this afternoon from way back in August, at the time when I quoted Sylvia Plath. I remember disliking how this picture turned out – the background was too busy for my liking and I complained about a myriad other things. There is something to be said about the change in one’s perspective, when one has such a need. Today, just looking at the multitude of summer pictures, all of the sudden I instantly liked this one. Why, on Earth, I rejected it before? Does the feel for summer, and the taste for blackberries have anything to do with it? Can anyone tell me?

Natknęłam się dzisiaj na to zdjęcie, które zrobiłam dawno temu, w sierpniu, kiedy to cytowałam Sylvię Plath. Pamiętam, jak krytycznie podeszłam do niego – tło było zbyt krzykliwe, brakowało tu i tam ostrości, i jeszcze kilka innych rzeczy. Dzisiaj dochodzę do wniosku, że perspektywa oglądania, zmienia się wprost proporcjonalnie do pozycji i potrzeb oglądającego. Patrzę na ten obrazek dzisiaj i raduje mnie on bez miary. Co to jest do licha? Zmienność i niestałość kobiecej natury, czy tylko tęsknota za wszystkim, z czym lato się kojarzy? Jeśli tak, to dlaczego? Niechże mi to ktoś wytłumaczy.

The Remains of the Summer

How many days are left till summer? Too many, I know. I suddenly felt a pang of summer nostalgia while cleaning the balconies for winter yesterday, and finding this forgotten twig I scooped while on a walk with A. in early September. At the time it seemed the summer would never end. It did, however, leaving me with a few precious memories and a fancy cob web. Hope your weekend is going well. Mine is remarkably quiet.

Ile dni pozostało do lata? Niestety, zbyt wiele. Wczoraj, sprzątając balkony na zimę, znalazłam tę zapomnianą gałązkę i poczułam ogromną tęsknotę za latem. Znalazłam ją na spacerze z A. jeszcze we wrześniu, kiedy to zdawało się, że lato się nigdy nie skończy. Jak wszystko co dobre, co kończy się wcześniej niż byśmy sobie tego życzyli, skończyło się też lato, pozostawiając mnie z kilkoma słodkimi wspomnieniami i tą dziwną pajęczyną.
Mam nadzieję, że weekend mija Wam miło. Mój jest nadzwyczajnie cichy i spokojny.

On Entry

Who and what greets you when you come through the door entering your home? Your love, your kid, or is it your dog? I miss the times when F. would run to the door when I came home from work. Nothing felt lovelier than seeing his bright face. These days, when the boy is a man, A. is there almost every time, with a smile and a warm embrace causing my heart to leap. One of the kitties will also come to the door, apparently, hearing and sensing my presence when I’m still making my way up the staircase. But when no one is home, and the kitties are napping, all I see when I enter are memories, life’s moments materialized. They are pictures, old and new, they are objects collected, they are little vignettes that mean nothing to an accidental onlooker, but are infinitely meaningful to me. On a single entry, I catch myself noticing just one one of the things, or focusing on a single picture. The rest of them somehow fades into the background. This one item will grab my attention and will steer my mind to the time and the moment when the event took place. The feeling is both reassuring and soothing. Tomorrow, another sight will take its place, invoking resurgence of new emotions. I rely on that little ritual. Walking through that door says I’m home and my Mom’s smiling face only confirms the notion that I’ve arrived.

Kto Cię wita, gdy otwierasz drzwi? Partner? Dziecko? A może pies? Z tęsknotą wspominam czasy, gdy F. gnał do drzwi witając mnie z promienną buzią. Dzisiaj, A. stoi dzielnie w drzwiach z uśmiechem i ciepłym objęciem, i to wystarczy, żebym poczuła szczęście i zadowolenie z chwili. Również kicia majestatycznie nadchodzi, bo ponoć słyszy i wyczuwa moją obecność na długo przed tym zanim stanę pod drzwiami. Gdy jednak w domu nie ma nikogo, a koty podsypiają, witają mnie wspomnienia. Zmaterializowane w zdjęciach, starych i nowych, w przedmiotach pozbieranych po świecie, nic nie znaczących dla przypadkowego gościa, a dla mnie bedących masą wspomnień i znaczeń. Przy każdym otwarciu drzwi jedna tylko rzecz przykuje moja uwagę, natychmiast przenosząc mnie w przestrzeni i czasie do tego jednego wydarzenia i tej jednej doświadczonej chwili. Wielce kojące jest to uczucie i poddaję się temu rytuałowi z ochotą. Jutro, pewnie inny obiekt wpadnie mi w oko i wrzuci mnie w wir zupełnie nowych emocji. Ta wycieczka w czasie jest sygnałem, że jestem w domu a uśmiech Mamy ze zdjęcia tylko mnie upewnia, że dotarłam.

Comments Off

Collections: Seashells

Do you own any collections? What do you collect? You see, I think, these are possibly more complicated questions than they seem at first. Why do you collect these objects? What are you thinking while seeking your answers? Are you digging in your memory, your heart, maybe even your soul? Whatever the answer, I’m sure it’s deeply personal and full of meaning. My favourite pass time of all times is wandering beaches with no other purpose than to just be. The salty breeze or the miracles of the marine life are mere bonus points added to the perfection of the moment. The feeling of total and complete relaxation is what makes the experience so blissful. The seashells are the memories of that bliss.

Czy posiadasz jakieś kolekcje? Co kolekcjonujesz? Czuję, że są to bardziej skomplikowane pytania niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Dlaczego kolekcjonujesz właśnie te przedmioty, a nie inne? O czym myślisz szukając odpowiedzi? Czy próbujesz sobie przypomnieć co bylo zaczątkiem kolekcji, a może szukasz odpowiedzi w głębi serca, czy nawet duszy. Jakakolwiek jest ta odpowiedź, pewna jestem,że jest głęboko personalna i wielce znacząca. Moją najbardziej ulubioną formą spędzania wolnego czasu jest błąkanie się po plaży. Bez żadnego innego celu niż to, żeby po prostu być. Bryza i bogactwo życia morskiego to raptem korzystne dodatki do chwil, które same z siebie są po prostu idealne. To poczucie absolutnego relaksu przywołuje niepowtarzalny stan błogości, a muszle są jego miłym wspomnieniem.

Bidding Goodbyes

… is always hard. They’re even harder after a three-months stay. The time flew by and it seemed like only days had passed since we were starting the vacations and were gasping with excitement at the sheer thought of them. Well, now was time to pack up and come back home. Leaving our Moms was the toughest duty of all. But with each sad goodbye, entered the hope, the determination, and the believe that we’ll come again and rather sooner than later. Until next year my loves. Thank you for the great time. No memory will be lost. I’ll be returning to all the wonderful moments here, on Majology, so sit tight.

Pożegnania są zawsze trudne.  Pożegnanie po trzech miesiącach jest jeszcze trudniejsze.  Czas przeleciał niewiarygodnie szybko, bo wydawało się, że minęły zaledwie dni od chwili kiedy rozpoczynaliśmy te wakacje i na samą myśl o ich długości chichotaliśmy z niedowierzaniem.  Niestety, nadszedł czas pakowania i powrotu do domu.  Pożegnania z mamami były najcięższym zadaniem, ale z każdym smutnie wypowiedzianym “do widzenia”, przychodziły nadzieja, postanowienie i wiara, że przyjedziemy ponownie już niebawem.  Więc do szybkiego zobaczenia, Kochani!  Podziękowania za cudowne chwile.  Wspominać będziemy te wspólnie spędzone dni często i z radością, a ja powracać będę do tych niezapomnianych momentów na Majologii, więc czekajcie na moje wakacyjne wspominki cierpliwie.

The Ebb, and the Flow, and the Soft Curve

It’s been a week since our return from Spain. Somehow the local way of life gets in the way and we forget all about Gaudi and “les ambiances méditerranées”, or do we? I’m sure I’ll be reminiscing about the beauty I’ve encountered in Barcelona many times anew, but for the time being, we’re filling the days with the last few intensive visits with relatives and friends, throwing in an odd wild mushrooms-picking walk in the forest, and are anxiously awaiting F. to join us here. Our trip is coming to the inevitable end. We have just two days left here, so packing and fretting is in order. But when we sit down at the end of the day and remember the last three months, it all presents itself as the perfect flow of people, events, and experiences – perfect, just like Gaudi’s soft curves.

Już tydzień minął od naszego powrotu z Hiszpanii i natychmiast wsiąknęliśmy w lokalny styl życia, zapominając już o Gaudim i “les ambiances méditerranées”, ale czy naprawdę? Na pewno powrócę jeszcze do uroków Barcelony w tym blogu, ale póki co, to wypełniamy dni ostatnimi, pośpiesznymi wizytami z rodziną i przyjaciółmi, grzybobraniem, i oczekiwaniem aż F. do nas dołączy. Nasze trzymiesięczne wakacje dobiegają końca. Już pozostały nam tylko dwa dni do wyjazdu, więc poświęcam się już pakowaniu i nerwowemu przygotowaniu do podróży do domu. Ale jak siadamy wieczorkiem i wspominamy te trzy miesiące, to całość prezentuje się spójnie i gładko jako płynny ciąg ludzi, wydarzeń i doświadczeń – doskonały, jak delikatne linie Gaudiego.

Snapshots from My Hometown

It’s my birthday today, but this is not what I’ll be talking about. Instead, the trend to mull over memories  continues, and my nostalgia is not exactly subsiding. I reminisce, today, of the town I was born in, 50 years ago, lived in for 23, and love coming back to every year – Głogów, Poland.

Dzisiaj są moje urodziny, ale nie o tym chcę pisać. Natomiast, trend wspominania ubiegłorocznych wakacji nadal trwa i moja nostalgia nie koniecznia ustępuje. Dzisiaj rozmyślam o Głogowie, mieście, w którym się urodziłam 50 lat temu, w którym mieszkałam przez 23, i do którego tak chętnie wracam rok po roku.