Posts tagged ·wilgotne lasy strefy umiarkowanej·...

Like a Painting

There are not many outdoor places in this climate that I’d chose to frequent at this time of the year. As the rain is coming down hard, the only spot that it doesn’t seem to matter is in the Pacific Northwest rainforest itself. It’s dripping with moisture, and yet it’s so sheltered that you actually don’t get wet there. It’s luscious, with soft green moss covering just about every available surface. Its sounds insulated by the woodchip-covered trails are nothing more but the squeeking of the hundred-year old cedar trees, the chirping of birds that opt to spend the winter here, the laughter of chipmunks, and the splattering of the rain droplets steadily falling on the inflamed leaves. It’s a symphony composed ad hoc, it’s a painting that gets painted just for you, on entry.

W tę deszczową porę, w tym klimacie, nie ma miejsc, do których tęsknię, z wyjątkiem lasu. To że deszcz leje bez wytchnienia nie ma znaczenia gdy się jest w okolicznych puszczach, bo jak dżungla ociekają wodą, ale jednocześnie chronią przed przemoknięciem grubą koroną drzew. Puszyste mchy co oblekają każdą wolną powierzchnię tworzą nadzwyczajną bajkową atmosferę, wyciszając dźwięki i tonując skrzypiące stuletnie cedry, napastliwe ćwierkanie ptaków, którym nie w głowie przeloty do ciepłych krajów, wyśmiewanie się wiewiórek tamiasów i pluskanie kropli spadających na czerwieniejące liście. To jest na żywo komponowana symfonia i obraz malowany na Twoich oczach, zaraz na wejściu, bez czekania, i specjalnie dla Ciebie.

Larrabee

Sounds like a sorcerer’s incantation, doesn’t it? Yet, Larrabee stands for the Larrabee State Park where we camped for a few days and nights last week. Situated on the Pacific Northwest coast, hugged by the luscious temperate rain forest, the place was nothing short of extraordinary. We played in the ocean, napped by the ocean, admired the ocean. We hiked a little, smelled the flowers, and sat by the campfire late into the night. In short, we did everything what should be done in the glorious time of summer.

Larrabee… brzmi jak zaklęcie czarnoksiężnika, ale to tylko stanowy park gdzie spędziliśmy kilka dni i nocy koczując pod namiotem i przy ognisku. Larrabee usytuowany jest w stanie Washington, na wybrzeżu Pacyfiku, spowity w omszonych, wilgotnych lasach strefy umiarkowanej. Jest to piękne miejsce gdzie udało nam się i pobawić w oceanie, i trochę podrzemać przy nim, i podziwiać go bez końca. Połaziliśmy po górach, wąchaliśmy wszystkie napotkane polne kwiatki i długo odpoczywaliśmy przy ognisku. Jednym słowem, robiliśmy wszystko, żeby cieszyć się pełnią cudnego lata.

Luscious

I can’t say for sure, but I repeat after a few sources of mine that the summer 2010 was warmer and sunnier in all of British Columbia than any other summer in recent memory.  The warm months are all gone now, so it’s perplexing a bit why the fall continues to be that spectacular.  When we walked to the Cheakamus Lake through the Pacific Northwest temperate rain-forest the weather was actually gorgeous, sunny with blue skies, quite unlike the local, seasonal weather conditions.  Yeah, the temps are mild here all year round, with lots and lots of rain guaranteeing plentiful humidity. When these are factored together, the flora takes off and it grows unencumbered, slowly mind you, but for a very long time. This all shows, believe me, when you walk in one of these forests. You’re immediately dwarfed by giants of the trees – western hemlock, sitka spruce, douglas fir, and western redcedar dominate the space. Their magnificence combined with the smells, the mists, and the luscious greenery create an incredible mood, akin to a fairy tale with a touch of the Jurassic Park added there for good measure.

Podobno, jak moje źródła zeznają, tegoroczne lato należało do najcieplejszych i najsłoneczniejszych w Kolumbii Brytyjskiej odkąd pamięć sięga. Skoro letnie miesiące już za nami, dlaczego jesień kontynuuje ten trend? Gdy w zeszłym tygodniu wędrowaliśmy nad jezioro Cheakamus przez północno-zachodnie wilgotne lasy strefy umiarkowanej w tej części wybrzeża Pacyfiku, pogoda była niewiarygodnie piękna – słońce i niebieskie niebo zupełnie nie przypominały typowej lokalnej aury. Rzeczywiście, klimat mamy tutaj zdecydowanie umiarkowany, z łagodnymi temperaturami, bezmroźny i bez radykalnych upałów. Za to deszcz pada u nas więcej i częściej niż w innych miejscach na ziemi. Ciepło i wilgoć – dwa czynniki, które tworzą idealne warunki dla wzrostu roślinności, powolnego raczej, ale za to przez bardzo długi okres czasu, w efekcie pozwalając jej osiągnąć gigantyczne rozmiary. Widać to po wejściu do tej pacyficznej dżungli. Natychmiast czujesz się jak karzeł przy tych ogromnych drzewach – choina kanadyjska, daglezja, świerk sitkajski i sekwoja dominują przestrzeń w lesie. Ich wspaniałość, w połączeniu z zapachami, mgłą i soczystością zieleni, tworzą bajkowy nastrój, ale taki trochę z posmakiem parku Jurassic.