Posts tagged ·seasons·...

How I Know the Spring Is Coming

Simply said, I engage in odd, brought by the promise of spring behaviours. To name a few of my quirky things, I’d start with the excitement that blooming flowers generate. I go and visit flower shops or florist departments in supermarkets, and stay there for long times. I smell, I touch, I admire the beauty. Occasionally, I buy a bloom or two (guilty of buying these gorgeous ranunculi in the picture), but the flowers are so expensive here and there is no custom of buying flowers for your home that usually I leave empty-handed. But then it’s friends and neighbours to the rescue, from whom I’ll receive a branch, a twig, or two. Who wouldn’t give the flower to a woman who stands at their fence and admires everything and anything blooming in their garden, most likely everyone – just to get rid of her. This tactics works every time. I renovate. Last year it was the bedroom overhaul, this year it’s the refinishing of our office furniture. It’s always lots of work and once I start, I curse the moment my judgement lapsed. Once I’m done though, I’m happy to have the work completed. I organize. For most people the New Year triggers this behaviour, but I only start to feel the need in late February or March. This year I signed up for the workshop that apparently will help me to control the paper clutter that surrounds me – receipts, magazine clippings, notes, recipes took over my desk and the shelves nearby. Major control is required. And lastly, I turn my face to the sun – like a sunflower. Sun screen, or no sun screen, it matters not. I know it’s not esthetically wise at my age, but there is no convincing me on this one. Being sun-deprived all winter, this is what we, the hibernating ones, do when the spring is coming.
Do you have your own, invoked by spring, weird behaviours you wish others didn’t notice? Please share.

Wiem, że idzie wiosna, bo oddaję się zajęciom, które dziwią nieco. Pierwszą rzeczą jest ekscytacja jaką odczuwam na widok kwiatków. Odwiedzam kwiaciarnie i spędzam tam godziny tylko przyglądając się, dotykając i wąchając. Od czasu do czasu uda mi się kupić jakąś roślinkę, ale są one tak nadzwyczajnie drogie, że zwykle wracam do domu z pustymi rękami ( wyjątkiem tych cudnych jaskrów azjatyckich widocznych na zdjęciu, którym nie mogłam się oprzeć). Wtedy na pomoc zdają się przychodzić znajomi i sąsiedzi, od których udaje mi się dość często wyłudzić kwiatka lub gałązkę stojąc przy ich płocie i wzdychając do wszystkiego co u nich kwitnie w ogrodzie. Wcześniej czy później, zostaję obdarowana kwieciem, co robią by się mnie szybko pozbyć – metoda ta działa znakomicie na korzyść obu stron. Remontuję. W zeszłym roku był remont sypialni, w tym roku jest odnawianie mebli w biurze. To zajęcie wiąże się właściwie z ciężką pracą i jak zaczynam to przeklinam moment podjęcia takiej nierozsądnej decyzji. Ale jak już robota jest zrobiona, to błogie uczucie zadowolenia oplata moją duszę i cieszy mnie świeżość jaka nagle zapanowuje w domu. Organizuję. Dla większości ludzi ten moment przychodzi już z Nowym Rokiem. Mnie on dopada pod koniec lutego kiedy to nagle zdaję sobie sprawę z chaosu jaki mnie otacza. W tym roku takim wyrzutem sumienia są papiery – rachunki, wycinki z gazet, notatki, przepisy, które zawładnęły moim biurkiem i każdą półka w pobliżu. Zapisałam się więc na internetowe warsztaty, które mają mi pomóc zapanować nad tą plagą – a pomocy wymagam solidnej. No i na koniec jeszcze jest mój zwyczaj wystawiania twarzy do słońca – jak słonecznik obracam głowę, z filtrem słonecznym na twarzy, czy bez niego, i tak wyciągam szyję choć z kosmetycznego punktu widzenia, ten zwyczaj powinnam zarzucić. Tak trudno jest jednak to zrobić, bo po bezsłonecznej zimie, każdy jasny promyk przynosi radość i wielką dozę nadzieji, że wiosna jest już blisko.
A jakie są Twoje, te dziwne, wiosną spowodowane zachowania, których, masz nadzieję ludzie wokół nie zauważają?

Reflections in the Water

The weather has basically been stunning these last few days.  The brisk air with lots of sunshine makes you want to get out and walk somewhere. We hit a walking trail in the Garibaldi Provincial Park leading to Cheakamus Lake along the Cheakamus River.   The landscapes are punctuated with colours that only this season brings together in such combinations, rusty yellows and burgundy reds.  The rain-forest itself was so luscious, with moss covering the grounds by acres – just a picture to behold and I’ll share some of them next time. For the time being, I’ll let you “reflect “a little, as these reflections in the water were equally magnificent.

Przez ostatnich kilka dni pogoda wynagradza nam wszystkie poprzednie pogodowe zawody. Powietrze jest rześkie i słońce nas obłaskawia jak jeszcze żadnej jesieni, więc aż korci żeby gdzieś pospacerować. Wyruszyliśmy więc na pieszą wędrówkę nad jezioro Cheakamus wzdłuż rzeki o tej samej nazwie, w Prowincjonalnym Parku Garibaldi. Widoki były niezapomniane, z kolorami, które tylko jesień potrafi razem zestawić – ach te żółtości i te głebokie czerwienie. W środku lasu z zachwytem podziwialiśmy puszyste mchy pokrywające wielkie połacie ziemi – podzielę się tymi widokami przy następnej okazji. Tymczasem tutaj kilka obrazków z odbiciem w wodzie – natura jest najlepszym malażem.

Signs of Fall

Though I’m going to show a few of the pics of the early Polish fall here, I couldn’t be happier to be here at all. A.’s computer wizardry breathed some life into my lifeless laptop and I can blog again, maybe even report on some events from the last few weeks… about that tomorrow. For the time being, we’re in Jodłów again, reluctantly accepting the autumn that befalls us. The afternoon walk in the forest eases me softly into the season with leaves turning yellow, last berries on the bushes, wild mushrooms and pink heathers everywhere. Only the slow motion of the Roman snail trailing across the path is a bit surprising in this fall landscape. The forest is bright with sunlight and devoid of rain. This little fact alone should keep the smile on my face, as the Vancouver rainy season has already begun and we’re going to be experiencing it soon enough.

Zamierzam, przede wszystkim, pokazać kilka zdjęć polskiej wczesnej jesieni, ale tak naprawdę, to najbardziej cieszy mnie fakt, że jestem ponownie w Majologii. Talenty komputerowe A. są niekwestionowalne i mój laptop ożył na tyle za jego sprawą, że mogę znów blogować, a może nawet opisac wydarzenia minionych kilku tygodni… no ale o tym jutro. Tymczasem, jeszcze raz zawitaliśmy w Jodłowie, gdzie z pewnym oporem godzimy się z nadejściem jesieni. Popołudniowy spacer po lesie jakoś tak łagodnie wprowadza nas w ten jesienny klimat. Gdzie nie spojrzymy widzimy żółknące liście, nie zebrane jagody wiszące jeszcze na krzaczkach, wrzosy i grzyby. Tylko ten spóźniony winniczek, wolno ciągnący się w poprzek leśnej ścieżki nie bardzo pasuje do jesiennego krajobrazu. Las jest jeszcze pełen słonecznych promieni i pozbawiony deszczu. Ten brak deszczu cieszy mnie ogromnie, bo pora deszczowa w Vancouver już się zaczęła i tylko patrzeć jak będziemy jej doświadczać osobiście.

Returns

After the seaside adventures in Egypt and Crete, we return to the Polish country side. It’s the combination of coming home and returning, all mixed in one, and none of it would be that significant if it weren’t for the calm feeling that envelops us. We settle into the quiet house, experience definitely cooler days, along with considerably chillier nights. Everyone is speaking of fall arriving… but I stay hopeful that there is still more summer to come.

Po nadmorskich przygodach w Egipcie i na Krecie powróciliśmy na polską wieś. Doświadczamy powrotu do domu za dala od domu, więc jest to dość wyjątkowe odczucie, zwłaszcza, że pozwalamy się opanować spokojowi i nudzie wiejskiego życia. Na nowo okupujemy dom na wsi i nadwyrężamy maminą gościnność. Dom jest cichy i rozprężający, chociaż dni już są zdecydowanie chłodniejsze, a noce wręcz zimne. Wszyscy mówią o jesieni, a ja wciąż jeszcze marzę, ze lato jeszcze gdzieś na mnie czeka.