Posts tagged ·props·...

How to Explain…

It must have been one possessed sandwich maker to paint the handles of all these spread knives in the many colours. I have nothing but admiration for such a level of culinary equipment commitment, so I didn’t hesitate to grab the bag of these utensils while in the neighbourhood thrift store. Actually, the trip to this store was the one and only venture outside. Hard to believe, but our return to Vancouver coincided with the rare occurance of the massive arctic air system that parked itself over the city keeping everyone in check with snowfall, snow drifts, sub-zero temperatures, and maniacally icy-slick roads. I don’t remember the last time I felt my body was turning into an icicle (O.K., I do, hello Montreal 1991!), so this is the close second. Back to the knives then. How cool is it to have all these amazing colours to play with. Now some bread baking needs to happen, followed closely by some food photography. And I better do it fast, because if I continue letting a full week slide between the posts, soon enough, I’ll lose you all, my friends. I hope it won’t come to that. Have a relaxing Sunday!

Gdybym miała zgadywać, to pomyślałabym, że musiał to być jakiś zapalony właściciel sklepiku z kanapkami, który przemalował rączki tym wszystkim kanapkowym nożom. Jestem jednakowoż pełna podziwu dla takiego poświecenia sprzętowi kuchennemu, więc kiedy natknęłam się na torbę wypełnioną tymi kolorowymi nożami w sklepie ze starociami, to nie zawahałam się nawet przez chwilę, żeby je zakupić. Przyznaję jednak, że wyprawa do tego sklepu była jedyną na jaką się zdecydowałam (poza dojazdami do pracy) przez cały długi tydzień. Nasz powrót do Vancouver z Phoenix nałożył się z bardzo rzadkim napływem arktycznego powietrza z północy, który tkwił nad nami przez całe pięć dni, trzymając nas w ryzach obfitymi opadami śniegu, zaspami, temperaturami dużo poniżej zera i diabelsko śliskimi drogami. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz było mi tak zimno… O.K. – pamiętam, Montreal w 1991 roku, ale tych kilka ostatnich dni śmiało może z montrealską pogodą rywalizować. Wracając do noży, fajnie jest mieć je w zasięgu ręki, to i może wreszcie upiekę jakiś nowy chleb, i może też go obfotografuję z nożykami w formie rekwizytów. Dobrze też byłoby, żebym uczyniła to wkrótce, bo jak będę się tak ociągać z pisaniem na blogu, to stracę ostatniego czytelnika. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, wybaczcie więc to długie milczenia. Życzę Wam tymczasem spokojnej niedzieli.

Dishes Before Food

It happens often. I actually decide on the food presentation before I decide on the food preparation. The weekend helped to reinforce this habit. I stopped at Pier 1 Imports on Saturday and stumbled upon the cutest, coloured cups. Purchasing, I thought of all my future food styling attempts and felt quite empowered about the whole thing. Then, on Sunday, shopping mundanely for groceries, the adorable baby utensils that happened to be in exact colours of the cups manifested themselves to me, so I bought these, too. Finally I was starting to get it. The whole Easter scene was materializing before my eyes. I dutifully bought the spoons-forks ensembles and went home to set the Easter preview. Now, if only I knew what to put inside these dishes. Any Easter appetizer or dessert ideas that would nicely fit these vessels?

Zdarza mi się to dość często. Najpierw wybieram naczynia i ustalam prezentację posiłku, zanim wiem co będzie na obiad. Ostatni weekend tylko umocnił ten nawyk. Wstąpiłam do Pier 1 Imports w sobotę i tam spostrzegłam śliczne, kolorowe kubki. Zakupując je, oczami wyobraźni widziałam wszystkie fotograficzne ujęcia, których te cuda będą udziałem i czułam dumę i zadowolenie z zadania, które stało przede mną. W niedzielę, robiąc powszednie zakupy spożywcze, natknęłam się na dziecięce sztućce, dokładnie w kolorze kubków kupionych dzień wcześniej, więc zakupiłam i te. Teraz, wreszcie rozumiałam – to jest scena wielkanocna która mi się sama prezentuje. Wróciłam do domu czym prędzej, żeby przymierzyć się do tego wielkanocnego ujęcia. Żebym tylko wiedziała co włożyć do tych naczynek gdy nadejdzie Wielkanoc. Czy macie jakieś pomysły na świąteczne przystawki, albo desery?

The Supporting Role of Photo Props

I was giddy when we entered the roadside antique store and found out that the owner had so much stuff already that he no longer was able to find display spots for his treasures, nor was he motivated to tag them. As such, he piled them carelessly in the last available space he could afford and was very willing to part with the possessions practically for nothing. So I rummaged ceaselessly through the mounts of stuff until I found what I liked, even if I didn’t need what I found. But, really, does need have anything to do with it? All that is of essence, that one day, maybe, I will take a picture and the item will just belong in it, perfectly complementing the subject matter. The life of photo props – solely in supporting roles.

Aż zacierałam ręce, gdy wkroczyliśmy do przydrożnego sklepu z antykami, bo okazało się, że właściciel nazbierał tak wiele dobra, że już absolutnie nie umiał znaleźć godziwego miejsca na ich eksponowanie, a już zupełnie stracił ochotę, żeby te swoje skarby wycenić, czy ometkować. Zamiast tego, upychał wszystko już w ostatnie ciasne, przestrzenie i był pozytywnie umotywowany, żeby rozstać się z kilkoma z tych rzeczy, praktycznie za bezcen. Wobec czego zanurkowałam w te starocie i szperałam tak długo, aż znalazłam co mi się podobało, nawet jeśli nie było mi to szczęścia potrzebne. Bo od kiedy to, zakupy tego typu, mają cokolowiek wspólnego z potrzebą. Co się liczy bardziej to to, że może któregoś dnia uda mi się zrobić fajne zdjęcie, a ten czy inny z tych przedmiotów wpasuje się w tę kompozycję idealnie i podniesie walory zdjęcia w bardzo wyważony, skromny sposób, jak przystało na taki nic nieznaczący rekwizyt, który występuje wyłącznie we wspomagających rolach.

Props

Ilva at Lucillian Delights has this awesome series of posts, revealing prop secrets behind her unforgettable photography. I’ve enjoyed the series tremendously, and was thrilled to learn that she invited her readers to share their own prop stashes. I thought, I would give it a try, but first, I admit, that my collection is rather meager. I love to corral the pieces that I might use for the pictures, but it takes a huge effort to keep them contained to storage spaces, and not allowing them to clutter our limited living space. Therefore, I’m fairly disciplined not to bring home every cute dish I see on my visits to the thrift store. Nevertheless, I love playing with the few things that are in my possession.
The most excitement comes from collecting linens. The real thing that is. I’m of opinion that the supple linen texture adds the visual depth to the close-up shots and having the assortment of colours, makes it easier to match the dominant hues of the photo subject. Then come other surfaces – boards, the more weathered, the better, the tiles with all the colours and textures that one can dream of.
As for the dishes, thanks to Ilva’s photography, strictly by examining her beautiful images, I managed to conclude, a while back, that it takes the smallest dish to make the difference in the food shot. The fact she so graciously confirmed in her prop series. Thus, I started picking up the small vessels each time I came across one, and today, I amassed quite a collection.
Bottle glass is something I can’t ignore either. It’s unpretentious and environmentally-friendly, so it finds its spot throughout my house and I happily use it in photos.
The utensils are probably the most challenging finds. Rarely will I encounter silver pieces, so I focus on funky shapes and interesting handles whenever possible. Also, because I mostly shoot breads, I’m more interested in bread and butter knives more than any other cutlery piece.
Styling my own little photo shoot is enormously enjoyable, however, as I admitted in my past post titled Pizza Night, making the cooked food look good on pictures, is far more difficult than just shooting regular objects.

Ilva z Lucillian Delights napisała serię blogów poświęconych rekwizytom jakich używa do robienia swoich niezapomnianych zdjęć. Ta seria zainteresowała mnie niezmiernie, więc tymbardziej ucieszyłam się na wiadomość, że Ilva zaprosiła czytelników swojego blogu, żeby opisali swoje własne kolekcje fotograficznych rekwizytów. Postanowiłam więc wziąć udział, ale przyznaję, że moje zbiory są raczej mizerne. Zagarnianie tych wszystkich eksponatów, które w przyszłości mogą być zastosowane w sesji fotograficznej zdecydowanie należy do moich hobby, ale niestety utrzymanie ich w porządku jest poważnym wysiłkiem, ponieważ te wszystkie małe, nie od pary obiekty mają tendencję zagracać ograniczoną przestrzeń w naszym mieszkaniu. Dlatego jestem dość zdyscyplinowana jeśli chodzi o przyciąganie do domu wszystkiego co mi się podoba. Nie mniej jednak, cieszy mnie tych kilka rzeczy, które aktualnie posiadam.
Najbardziej lubię uzywać lnianych ścierek i obrusów jako tła lub powierzchni. Miekkość i tekstura lnu dodają głębi i trójwymiarowości w fotograficznych zbliżeniach, a różnorodnośc kolorów ułatwia zgranie z dominujacymi kolorami w obiekcie, który fotografuję. Innymi rekwizytami, których używam jako powierzchni są deski – im bardziej zużyte i stargane pogodą, tym lepiej, no i kafle ze swoją nieograniczoną liczbą kolorów i tekstur.
Jeśli chodzi o naczynia, to już dawno zrozumiałam, pilnie badając zdjęcia Ilvy, że używanie najmniejszych talerzyków i miseczek, jest kluczem. Ten fakt Ilva łaskawie potwierdziła w swoim blogu. Dlatego też już od dość dawna kolekcjonuję porcelanowe maleństwa i dzisiaj mam już dość pokaźną kolekcję.
Szkło butelkowe jest czymś, co trudno mi zignorować. Podoba mi się jego niepretensjonalność i to, że jest recyklowane z butelek, dlatego jest go dużo, rozsianego po całym mieszkaniu, i chętnie używam go w zdjęciach.
Sztućce są chyba najtrudniejszym rekwizytem do wynalezienia. Bardzo rzadko uda mi się wypatrzyć jakiś pojedyńczy srebrny egzemplarz, więc koncentruję się na śmiesznych kształtach i interesujących rączkach. Do tego, ponieważ większość moich zdjęć związanych z jedzeniem dotyczy chleba, to naturalnie oscyluję między nożami chlebowymi czy małymi nożykami do masła.
Stylizowanie moich własnych sesji zdjęciowych jest już moim hobby, jednakowoż, tak jak przyznałam w odcinku blogu o robieniu pizzy, fotografowanie świeżo przygotowanego jedzenia jest o wiele trudniejsze, niż fotografowanie zwykłych obiektów.

Related Posts with Thumbnails