Posts tagged ·powroty·...

Sweet Returns

It’s sweet to return and bitter to wonder off, as I have, for more than a month. The days of my life passed without much significance. I dealt with life’s highs and lows in a predictably human way during that time. It was a much needed break for me and essentially, there was not much I could share with you, thus I stayed away. In a nutshell, between daily early rising hours, work, gym, ugly weather, a sick kitty, and my anemic tendencies – I felt totally uninspired and physically lethargic for most of that time. The camera stayed packed, I stayed insides, my mind stayed clogged, and my blog stayed neglected. Fortunately, the inspiration started to return and I owe it to our quick visit to warm Arizona, where I felt the warmth of the sun on my skin again and everything began to make sense anew. The hummingbirds thought nothing of returning to the sweet nectar that wasn’t there for months, so I decided to think nothing more of returning to my sweet blog as well, hoping, you’ll take me back.

Słodkie są powroty, a gorzkie odejścia. Unikałam Majologii przez miesiąc. Dni mijały nie pozostawiając za sobą żadnego konkretnego znamienia. Uporałam się z życiowymi radościami i smutkami w zwykły ludzki sposób, systematycznie i konsekwentnie, ale nie tak ulotnie, żeby o tym pisać. Przerwa zrobiła mi dobrze, bo dni wypełnione zrywaniem się ze snu na długo przed słońcem, pracą, salą, dżdżystą pogodą, chorą kotką, anemicznymi tendencjami pozostawiały mnie mentalnie – bez inspiracji, a fizycznie – bez krzty energii. Aparat pozostawał skrzętnie zapakowany, ja pozostawałam zamknięta w czterech ścianach, umysł tkwił bez ruchu, a blog stał zaniedbany. Na szczęście, inspiracja powoli zaczęła powracać, czego główną zasługą był nasz szybki wypad do Arizony, gdzie ciepłe słońce potrafi wyleczyć i ciało i duszę. Tak więc wszystko zaczęło nabierać na nowo kształtów i celu. Kolibry nie tkwiły w rozterce czy powrócić do słodkiego nektaru po dwóch miesiącach nieobecności, to i ja postanowiłam nie tkwić w rozterce czy wrócić do mojego słodkiego blogu po jednym. Słodkie są powroty!

Bye, Bye Lavender

It’s time, finally, to leave Arizona for a few months and time to go back home. I’m not particularly looking forward to returning to the damp Vancouver weather, but the lavender is making up for the sadness of our departure, bidding us goodbye by maintaining its veracious blooms. Keep it up, gorgeous, I’ll be back soon!

Wreszcie nadszedł czas powrotu do domu i czas pożegnania Arizony na kilka miesięcy. Niezbyt cieszy mnie powrót do dżdżystego Vancouver, ale na szczęście, lawenda rekompensuje mi smutek rozstania, kwitnąc bez opamiętania, i tym miłym gestem mówiąc mi ‘do zobaczenia’. Kwitnij dalej, ślicznoto, bo wracam tu już niebawem!

Returns

After the seaside adventures in Egypt and Crete, we return to the Polish country side. It’s the combination of coming home and returning, all mixed in one, and none of it would be that significant if it weren’t for the calm feeling that envelops us. We settle into the quiet house, experience definitely cooler days, along with considerably chillier nights. Everyone is speaking of fall arriving… but I stay hopeful that there is still more summer to come.

Po nadmorskich przygodach w Egipcie i na Krecie powróciliśmy na polską wieś. Doświadczamy powrotu do domu za dala od domu, więc jest to dość wyjątkowe odczucie, zwłaszcza, że pozwalamy się opanować spokojowi i nudzie wiejskiego życia. Na nowo okupujemy dom na wsi i nadwyrężamy maminą gościnność. Dom jest cichy i rozprężający, chociaż dni już są zdecydowanie chłodniejsze, a noce wręcz zimne. Wszyscy mówią o jesieni, a ja wciąż jeszcze marzę, ze lato jeszcze gdzieś na mnie czeka.