Posts tagged ·postanowienia noworoczne·...

My Bit in Fit

New Year’s resolutions craze time notwithstanding, I’m feeling mightily proud that I haven’t succumbed to them this January. But I’m staying quite active in the first few days of this splendid New Year. Hiking, walking, biking and counting the steps with my beloved FitBit – the brilliant Christmas present from Filip and Sara that makes the effort just plain fun. I can’t imagine not feeling energized in this awesome sunny weather with the saguaro cacti greeting me at each trail’s bend. Our Arizona winter vacations might be slowly coming to the inevitable end, but the enormous energy I draw from this environment has to be paying forward, I hope, once we’re back to the sun-deprived British Columbia.

Dumna jestem z siebie, że mimo czasu na noworoczne postanowienia, nie dałam się w tym roku wciągnąć w żadne przyrzeczenia. Jeszcze bardziej zadowala mnie to, że aktywnie spędzamy ten początek roku w Arizonie łażąc po górkach i na przejażdżkach rowerowych, wyliczając dokładnie każdy krok przeze mnie uczyniony dzięki temu niesamowitemu urządzeniu FitBit, który to przypadł mi w udziale jako świąteczny prezencik od Filipa i Sary. Tyle radości spowodowanej taką miniaturową rzeczą może oszołomić, naprawdę. Pogoda też dopisuje i tylko pomnaża pokłady energii w ciele. Kaktusy saguaro witają mnie na każdym zakręcie górskiej trasy a słońce mobilizuje bez ustanku. Mam ogromną nadzieję korzystać z tych energetycznych zasobów jak już wakacje w Arizonie miną i trzeba będzie powrócić do pozbawionej słońca Kolumbii Brytyjskiej.

This Christmas, the Hind Sight

So what, it’s December 29th and the Christmas is over. It still looks like Christmas around here, even though the good spirit of Christmas is gone. I blame it on A., as he is off work and instills this ever present holiday atmosphere, which was still thrilling yesterday, but today it’s just like pushing it with the white table cloth still sitting on our dining table, biscotti and other treats shamelessly displayed in the living room, and whimpering Christmas greenery. When is it that we go back to our, you know, normal life? I find this time between Christmas and New Year’s quite stifling. We’re hanging on to the notion of time off, suspension in the holiday-ever-after, but our real life screams loud demanding attention in the plain form of dirty floors, overflowing laundry baskets, cats’ litter desperately needing change. I’m attempting to strike a balance to gracefully ease into life’s demands, but I can’t quite shake the feeling that I’m stalling the life’s natural flow by waiting for the New Year suspended in the holiday glow. So let’s reminisce about the lovely Christmas time, let’s talk about it, review the pictures, look again at the Christmas presents – let’s do whatever we need to do, so nothing will hold us back to think big thoughts for 2010. I say, be done with Christmas now. Get ready for the New Year’s without hanging onto the Christmas magic that has passed now. Instead promise yourself the most outlandish, the most improbable resolution ever. Have visions how you will achieve the most of unlikely affairs in 2010 and then… don’t be afraid to break this promise by February either. It’s YOUR life after all.

20091224_Wigilia-2

Images by J.

29 grudnia, po Świętach, świąteczne natchnienie przeminło, ale dom zamarł w światecznym nastroju. Obwiniam A. za to pomieszanie z poplątaeniem, jako że on ma wolne od pracy i napawa ten dom atmosferą świąteczną, która się nie ulatnia. Wszystko było jeszcze do wytrzymania wczoraj, ale już od dzisiaj zdecydowanie jakby nie na miejscu był ten biały obrus na stole, ciasteczka porozstawiane po kątach, powoli umierające choinkowe gałązki. Czy juz nie czas przypadkiem, żeby powrócić do naszego “normalnego” życia? Ten czas pomiędzy świętami i Nowym Rokiem jest jakby czas stanąl w miejscu. Wiadomo, że dni przesuwaja się w kalendarzu, ale nastawienie domowników zdecydowanie przemawia za utrzymaniem tej niezwykłej atmosfery, przyrzekającej blask, cuda, smakołyki. Tymczasem życie domaga się umycia podłogi, prania, wymiany piasku w kociej kuwecie. Więc jak to zrobić, żeby zgrabnie wkomponować sie na nowo w życia naturalny tryb z zapewnieniem, że te świąteczne cuda nas nie ominęły? Czas docenić tych Świąt unikalny nastrój, opowiedzieć wszystkim o ich najlepszych chwilach, przeglądnac ponownie zdjęcia i prezenty, uczynić wszystko co należy, żeby uczciwie doświadczyć ich urok. Ale to wszystko. Teraz czas na wielkie mysli o roku 2010. Nie bójmy się ryzykownych postanowień noworocznych. Wierzę, że czym one większe i czym bardziej nieprawdopodobne, tym łatwiej jest nam żyć z rozmachem… i równie łatwiej i bezkarniej bedzie te postanowienia złamać, gdzieś koło lutego. W końcu to jest mała dziedzina naszego życia, o której SAMI decydujemy.