Posts tagged ·picture a day·...

Of the Need of the Heart

Coming back from the road trip, we were greeted by the news that A.’s mom had decided to adopt a cat. Fond of cats, as we are, we thought this to be a fantastic decision. Not to give her any time to change her mind, we headed to the residence in Nowy Dwór where two ladies breed Bouvier des Flandres dogs, but in reality, any animal will find there a shelter. On arrival, we stood face to face with these incredibly huge, but gentle dogs, but also, we were joined by the group of cats – breeding class champions along with your basic roof top variety, as the formal name of this breeding house is, very appropriately, “Of the Need of the Heart”.

Witając z powrotem w Jodłowie, zastała nas wiadomość, że mama A. zdecydowała się zaadoptować kota. Jako że sami jesteśmy wielbicielami kotów, decyzja wydaje się sluszna. Nie dając jej szansy na jej zmianę, wyruszyliśmy czem prędzej do Nowego Dworu, gdzie dwie panie hodują Bouvier des Flandres czyli “Bouviery”, ale tak naprawdę, to każde zwierzę może znaleźć tam schronienie. Na miejscu przywitała nas gwardia Bouvierów, tych ogromnych, ale niesamowicie przyjaznych psów, razem z grupą kotów – od rasowych medalistów po dachowce, bo hodowla, bardzo adekwatnie, nazywa się “Z potrzeby serca”.

Comments Off

My Affinity for Beach Baskets

When I see beach baskets like these, I know, I’m on the Baltic Sea coast. They are the inseparable element of my memory of the seaside vacations where the cold, northerly winds are a common occurrence, but the sunshine has the ability to warm you up as long as you’re hidden in one of them.

Gdy widzę kosze plażowe, to wiem, że jestem nad Bałtykiem. Są one nieodłącznym elementem moich wspomnień z nadmorskich wakacji, kiedy to nigdy nie jest za ciepło z powodu zimnych podmuchów z północy, ale jeśli tylko siedzisz w jednym z tych koszy, to masz szanse, by słońce ogrzało Cię na tyle, że czujesz się jak na plaży nad morzem Śródziemnym

Comments Off

Good Friends and Tomatoes

The last four years of our life in Poland were spent in a small town of Goleniów, in north-west part of the country. Being so close to it now, warranted an overnight visit and the meeting with our friends, P. and U. I don’t think there was even one visit to the old country that we wouldn’t have met with them for at least one day, no exception this year. It was lovely to visit some of the old seaside resorts together, but especially, to stop at their country reprieve in Budzień where P. proudly grows tomatoes of every variety.

Zanim wyemigrowaliśmy do Kanady, przez ostatnie cztery lata mieszkaliśmy w Goleniowie, w północno-zachodniej Polsce. W tych naszych aktualnych, nadmorskich wojażach, dotarliśmy już bardzo blisko Goleniowa, więc z radością odwiedziliśmy stare kąty i spotkaliśmy się z naszymi przyjaciółmi P. I U. Widujemy ich regularnie przy każdej naszej wizycie w Polsce. Przemiło spędziliśmy czas odwiedzając wspólnie pobliskie, nadmorskie resorty. Wstąpiliśmy też do Budzienia, gdzie oni chętnie odpoczywają od miejskiego zgiełku a P. dumnie hoduje każdą z dostępnych odmian pomidorów.

When the Rain Comes

Rain on vacations is not exactly what you want to experience. When it’s 9 in the Beaufort scale while the sole attraction of the area is the beach and the proximity of one stormy sea, you have no other option than to turn to your adventurous side – take pictures of the shells you picked up the day before, when it was still sunny. Seeing people with long faces, soaked with rain, made us pack up, leave Mrzeżyno, and go westwards along the Baltic seaside, waiting for the sunshine to emerge again.

Trudno jest zaakceptować deszcz na wczasach. Kiedy przychodzi sztorm 9 w skali Beauforta i jedyną atrakcją regionu jest plaża i wzburzone morze, nie ma innego wyjscia, jak znaleźć sobie nowe wakacyjne zajęcie, na przykład, robić zdjęcia muszelkom zebranym dnia poprzedniego, kiedy to było jeszcze słonecznie. Przyglądając się ludziom, widzieliśmy tylko mnóstwo zawiedzionych twarzy i przemokniętych ciał, więc czym prędzej spakowaliśmy się, opuszczając Mrzeżyno i kierując się na zachód wybrzeżem, z nadzieją, że słońce wyłoni się ponownie.

The Palace in Siemczyno

On the way to Kołobrzeg, on the Baltic Sea, we made an overnight stop in the Siemczyno palace, in the Drawsko Lakeland. A comfortable hotel was built where once the barn, the granary, and the stables existed. In the meantime, the palace itself is awaiting the renovations under the care of the national curator. The palace dates from the beginning of the 18th century and throughout its existence belonged to three different German families. The last of the families lived there at the onset of the WWII. The owner renounced the rights to the land to the benefit of the Nazi Germany to ensure the survival of the family because his wife was Jewish. Listening to this story was mighty emotional, but then our emotions hit the roof when the current owners offered, handing us the keys to the palace, that we explore and photograph this almost 300 years old building.

W drodze do Kołobrzegu zatrzymaliśmy się na gruntach pałacu w Siemczynie, koło Czaplinka, na pojezierzu drawskim. Wygodny hotel został urządzony w przyległych zabudowaniach gospodarczych poniemieckiego pałacu. Tymczasem sam pałac oczekuje na odnowę pod okiem konserwatora zabytków. Pochodzi on z początku XVIII wieku i należał do trzech różnych rodzin niemieckich. Ostatnia z tych rodzin, która zamieszkiwała pałac w czasie wybuchu II Wojny Światowe zrzekła się go na rzecz III Rzeszy, aby uchronić się przed pewna zagładą, jako że żona właściciela tych ziem była żydowskiego pochodzenia. Samo słuchanie tej smutnej historri wzbudziło we mnie mnóstwo emocji, ale były one niczym w porównaniu z entuzjazmem jaki nastał, gdy obecni właściciele pałacu zaproponowali nam klucze z propozycją zwiedzenia i obfotografowania tego prawie 300-tu letniego obiektu.

Comments Off

The Village

It’s amazing, how the concept of time can be lost when you’re devoted to the task.  This has happened to me.  I  delved into the work and I forgot entirely that the time was still passing and the time stamp on my blog, actually, had the significance, which I ignored for over a week.  Today, I accumulated some of the left over images to present to you the nature, the dynamics, the smell, and the texture of the village of Jodłów in the Lower Silesia, Poland – the spot we spent the first three weeks of our vacations this year, the place I adore. Tomorrow, a short road trip along the Baltic Sea awaits – the details are coming.

Zadziwia mnie, jak koncepcja czasu umie się zagubić, gdy poświęcisz się jakiemuś zadaniu. Remonty już za nami, ale ich dokończenie wymagało uwagi i czasu, z którego to rabowałam swój blog, zaniedbując go przez ponad tydzień. Dzisiaj załączam kilka pozbieranych zdjęć, które oddają charakter, dynamikę, zapachy i tekstury Jodłowa, na Dolnym Śląsku, wsi gdzie spędziliśmy pierwsze trzy tygodnie naszych wakacji i miejsca, które mnie raduje i koi. Od jutra ruszamy na wycieczkę samochodową wzdluż Bałtyku – szczegóły niebawem.

Comments Off

Sunflowers

The renos are underway. We’re working hard. Any small break is welcome in the heat and dust. These sunflowers caught my attention, as they were set on a table outside. Giving flowers happens so naturally here. These were a thoughtful gift to my mother-in-law from the neighbour , just like that, no occasion – simply some beauty to be shared.

Renowacja łazienki nadal trwa. Każda krótka przerwa od pracy jest mile widziana w tym upale i kurzu. Te oto słoneczniki przykuły moją uwagę kiedy pojawiły się na stole pod pergolą. Obdarowywanie kwiatami zdarza się tutaj nadzwyczajnie często. Ten bukiet był podarunkiem dla Mamy A. od sąsiada, bez specjalnej okazji, tak oto naturalnie, po prostu urok, którym należy się podzielić z sąsiadem.

Comments Off

Lily Time

The lilies appear out of nowhere in the garden adjacent to the house in the country. Years of collecting seeds, seedlings, tubers and other growing things bring about the garden of surprises. You never really know what grows where, or which colour will the flower be. But then, one morning, you enter the garden and see the lilies open to the sun with brilliant colours, and their sensuous smell. Then it’s the lily time.

Lilie pojawiają się niespodziewanie w ogrodzie na wsi. Lata kolekcjonowania nasion, szczepek, kłącz, czy innych pochodnych roślin stworzyły ogród pełen niespodzianek. Nigdy nie wiadomo co rośnie gdzie, czy w jakim kolorze zakwitnie następny kwiat. Ale nagle, pewnego poranka, wchodzisz do ogrodu i widzisz lilie we wszystkich kolorach tęczy i czujesz ich upojny zapach. Wtedy nastaje czas lilii.

Comments Off