Posts tagged ·Osa·...

Lost for Words…

Forgive me because I’m not myself these days. Our kitty, Osa, died suddenly two days ago and I feel so broken, but I’ll be back here in a few days when the shock wears off. Hugs.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130724_LostForWords

Wybaczcie, bo jestem jak nie ja ostatnio. Dwa dni temu, nasza kotka, Osa, nagle odeszła i coś się we mnie złamało. Powrócę niebawem, jak tylko przeminie ten szok. Uściski.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Comments Off

Rain & Repose

Have I complained enough of the rain that we have this spring? The only hint that it’s spring is the luscious greenery outside my window, one and only perk of the gargantuan amounts of rain we get. I followed the cats’ lead and spent the Saturday afternoon on my bed with a Sony reader in hand. Once again, I should learn that giving in, going with a flow, and just plain relaxing is the preferred mode of operation in life. Proving my point is the world basking in endless sunshine this morning. I see a Sunday walk in my cards. Then, in the evening, I’m throwing a small pizza party to celebrate. Wonna join?

Zazdroszczę Wam wszystkim boskiej pogody w tę Majówkę. Wierzcie mi, nawet w Kanadzie jest o tym głośno. Tymczasem, ja nadal narzekam na nie ustający deszcz. Jedynym znakiem, że wiosna panuje za oknem jest soczysta zieleń, wyłączny atut tego mokrego stanu rzeczy. Wczoraj już dałam za wygraną i podążając za kotami, spędziłam popołudnie w łóżku, z czytnikiem ebooków. Kiedyś może, wreszcie się nauczę, że najlepszą metodą na życie jest stoicyzm, pójście za ciosem, i umiejętność zrelaksowania. Dzisiejszy, niedzielny poranek, już potwierdza ten mój punkt widzenia, bo przebudziłam się do dnia skąpanego w słońcu. W planach jest spacer, a potem ‘pizza party’ na uczczenie. Jesteście zaproszeni!

Comments Off

Spring Eyes

Osa parked herself on the balcony and her eyes perfectly reflected the spring greenery around her.

Osa umościła się na słonecznym balkonie a jej oczy idealnie odzwierciedlały zieleń wiosny, która ją otaczała.

Comments Off

Photogenic

“Cats never strike a pose that isn’t photogenic.” (Lillian Jackson Braun) “Koty nigdy nie przyjmą pozy, która nie jest fotogeniczna.” (Lillian Jackson Braun)

Comments Off

Arch Enemies

I admit, having cats at home and feeding birds outside is, at best, counter-intuitive, but truly, it’s outright dangerous.  For the birds, that is.  Fortunately, today the creatures co-existed in harmony.  Birds fed on sunflower seeds and the cat lounged.  She chooses her opportune moments wisely.  This took place just when I was heading out shopping. Przyznaję, posiadanie kotów w domu i dokarmiane ptaszków na balkonie nie idzie w parze. Powiem więcej, taki układ jest wręcz niebezpieczny. Niebezpieczny dla ptaszków, oczywiście. Na szczęście, dzisiaj te stworzenia koegzystowały w pełnej harmonii. Ptaszek zajadał słonecznik, a kot odpoczywał. Osa wybiera miejsca na odpoczynek z namysłem. Prawie zawsze układa się tam, gdzie jest najmniej potrzebna. Tutaj z precyzją wpakowała się do koszyka kiedy wychodziłam na zakupy.

Picture a Day: Beached

It was sunny today. It was mild. The beaches became crowded. I say we respond to the sun in the fashion of the Pavlov’s  dogs. We get some ultra-violet, we look for a place that is associated with lying down.  Heck, even the cats reacted the same.  I don’t care if I’m repeating myself, but it felt like spring today.  A. and I went to Whiterock for a walk on the beach (no, we didn’t take any beach towels with us, but barely). Yesterday, I saw cherry trees in bloom in Delta and today a dandelion flower by the beach. Do I need to convince you any more?Swieciło słońce i temperatura była nadzwyczaj przyjazna dzisiaj.  Plaże się zaludniły.   Jestem prawie pewna, że reagujemy na słońce jak psy Pawłowa.  W chwili, gdy poczujemy ultrafiolet na skórze, szukamy miejsca na plaży.  Nasze koty reagują podobnie.  Dzisiaj zdecydowanie czuło się wiosnę w powietrzu.  Razem z A. wybraliśmy się na spacer na plażę  do Whiterock (nie, nie, ręczników plażowych jeszcze nie zabieraliśmy).  Wczoraj widziałam w Delcie kwitnące drzewa czereśni, no a dzisiaj na plaży, kwitnący mlecz.  Czy jeszcze mam Was przekonywać co do tej wczesnej wiosny?

Comments Off

Meet the Cats

co⋅ma – noun, plural -mas. – a state of prolonged unconsciousness, including a lack of response to stimuli, from which it is impossible to rouse a person.

The cat acted as if in deep coma when A. and I brought her home from the local SPCA. Lethargic and unresponsive, she slept for four days straight, and since her docile manner was the only visible attribute from which we could derive a suitable name, she became Coma. The poor thing must have gone through some traumatic events in her life, and the lengthy nap she took, when she moved to our home, must have helped her rid herself of all possible psychological damage or baggage, because she came out of it the most loving and affectionate cat we have ever met. It’s been 11 years she lives with us now. Her only shortcomings are her healthy appetite, hence her tendency for weight gain, the fact that escapes her entirely and a hard to overlook detail that she snores like a freight train.

Osa came to us a year and a half later, an adorable, 9-weeks kitten saved from the same shelter by F., our son (whom you have not yet met). We named her, what translates to English “a wasp”, for the colouring in her coat, the lovely orange and brown tones. Feisty and fiercely independent since day one, she managed to bring Coma to submission and established a clear pecking order in the household. She is the “alpha” female in this home, I am not kidding.

koma – stan długotrwałej nieprzytomności z brakiem reakcji na bodźce.

Kotka, którą z wielką radością, A. i ja przywieźliśmy z lokalnej ochronki dla zwierząt, zachowywała sie jakby leżała w głębokiej komie. Letargiczna i nie reagująca na bodźce, przespała cztery dni bez przerwy, ignorując jedzenie i wyjścia do toalety. Ponieważ jej ospałość była jedynym konkretnym wskaźnikiem jej osobowości, tak też nadaliśmy jej imię Koma. Biedactwo musiało przeżyć wiele traumatychnych momentów w swoim krótkim kocim życiu, ale ta długotrwała drzemka, zdecydowanie pomogła jej wyzbyć się ewentualnego psychologicznego balastu, bo kot doszedł do siebie i okazał się być niemożliwie kochającym i pieszczotliwym zwierzęciem, zdecydowanie najbardziej miłosnym, ze wszystkich jakie gościliśmy w naszym domu. Koma mieszka z nami juz 11 lat. Jedynymi wadami jakie niestety posiada, które z trudnością staramy się przemilczać, jest jej zdrowy apetyt z tendencją do przybierania na wadze, fakt, który ona wygodnie ignoruje, oraz mały szczegół, że chrapie jak lokomotywa.

Osa zawitała u nas półtora roku później. Rozkoszne, 9-tygodniowe kocię z tej samej ochronki, wybawione tym razem przez F., naszego syna (którego jeszcze nie poznaliście). Nazwaliśmy ją tak, jako że kolory jej futra kojarzyły nam sie z osą dzięki ślicznej pomarańczowo-brązowej tonacji.  Już pierwszego dnia, bez żadnej wątpliwości, pokazała swoją zdolność do ryzykanctwa i swoją niezależność przez najpierw, steroryzowanie Komy, a następnie upewnienie się, że tamta pozostanie na zawsze w podporządkowanej pozycji. Nie żartuję, rządzi całym domem.

Related Posts with Thumbnails