Posts tagged ·organizacja domu·...

When It’s Snowing

When it’s snowing, thoughts, aspirations, and anxieties, all subside. The world quiets down in no time, so does my soul, and does my body. It’s the time when unhurried and dreamy become my second nature, when new books find their way into my hands, and I lose myself to reading and relaxing. I needed this downtime since our return from Arizona. The changes in climate must take a toll on one’s ability to function in drastically different environments – the sun-defined and somewhat hyper and driven attitudes of Arizona, to subdued, hibernating moods of the rainy (and sometimes snowy) British Columbia. Soon the snow will melt, and it’ll be time to get organized for the new year. It’s interesting how ‘organized’ seems to be a theme for every January. Somehow, I don’t mind. I like the cathartic feeling of the “fresh-clean-start”.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130114_WhenItsSnowing

Gdy pada śnieg cichnie cały świat. Cichną myśli, aspiracje, troski. Wycisza się też mi dusza i ciało. Z pośpiesznego trybu, wchodzę w ten raczej leniwy i trochę senny. Natykam się na nowe książki i zatracam się w czytaniu i relaksie. Zdaje się, że potrzebowałam tego zwolnienia po powrocie z Arizony. Drastyczna zmiana klimatu z pewnością wpływa na czas konieczny do przystosowania się do nowego środowiska – z dyktowanego słońcem i nieco nad-aktywnego trybu życia w Arizonie, do przytłumionego, jakby w hibernacji nastroju deszczowej (a czasem nawet śnieżnej) Kolumbii Brytyjskiej. Na szczęście, śnieg stopnieje już zaraz i trzeba będzie zorganizować się w tym nowym roku. Ciekawe jak każdy styczeń zdaje się być miesiącem na zorganizowanie sobie życia. Nie wadzi mi to ani trochę, bo lubię to poczucie “świeżego, czystego początku”.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

How I Know the Spring Is Coming

Simply said, I engage in odd, brought by the promise of spring behaviours. To name a few of my quirky things, I’d start with the excitement that blooming flowers generate. I go and visit flower shops or florist departments in supermarkets, and stay there for long times. I smell, I touch, I admire the beauty. Occasionally, I buy a bloom or two (guilty of buying these gorgeous ranunculi in the picture), but the flowers are so expensive here and there is no custom of buying flowers for your home that usually I leave empty-handed. But then it’s friends and neighbours to the rescue, from whom I’ll receive a branch, a twig, or two. Who wouldn’t give the flower to a woman who stands at their fence and admires everything and anything blooming in their garden, most likely everyone – just to get rid of her. This tactics works every time. I renovate. Last year it was the bedroom overhaul, this year it’s the refinishing of our office furniture. It’s always lots of work and once I start, I curse the moment my judgement lapsed. Once I’m done though, I’m happy to have the work completed. I organize. For most people the New Year triggers this behaviour, but I only start to feel the need in late February or March. This year I signed up for the workshop that apparently will help me to control the paper clutter that surrounds me – receipts, magazine clippings, notes, recipes took over my desk and the shelves nearby. Major control is required. And lastly, I turn my face to the sun – like a sunflower. Sun screen, or no sun screen, it matters not. I know it’s not esthetically wise at my age, but there is no convincing me on this one. Being sun-deprived all winter, this is what we, the hibernating ones, do when the spring is coming.
Do you have your own, invoked by spring, weird behaviours you wish others didn’t notice? Please share.

Wiem, że idzie wiosna, bo oddaję się zajęciom, które dziwią nieco. Pierwszą rzeczą jest ekscytacja jaką odczuwam na widok kwiatków. Odwiedzam kwiaciarnie i spędzam tam godziny tylko przyglądając się, dotykając i wąchając. Od czasu do czasu uda mi się kupić jakąś roślinkę, ale są one tak nadzwyczajnie drogie, że zwykle wracam do domu z pustymi rękami ( wyjątkiem tych cudnych jaskrów azjatyckich widocznych na zdjęciu, którym nie mogłam się oprzeć). Wtedy na pomoc zdają się przychodzić znajomi i sąsiedzi, od których udaje mi się dość często wyłudzić kwiatka lub gałązkę stojąc przy ich płocie i wzdychając do wszystkiego co u nich kwitnie w ogrodzie. Wcześniej czy później, zostaję obdarowana kwieciem, co robią by się mnie szybko pozbyć – metoda ta działa znakomicie na korzyść obu stron. Remontuję. W zeszłym roku był remont sypialni, w tym roku jest odnawianie mebli w biurze. To zajęcie wiąże się właściwie z ciężką pracą i jak zaczynam to przeklinam moment podjęcia takiej nierozsądnej decyzji. Ale jak już robota jest zrobiona, to błogie uczucie zadowolenia oplata moją duszę i cieszy mnie świeżość jaka nagle zapanowuje w domu. Organizuję. Dla większości ludzi ten moment przychodzi już z Nowym Rokiem. Mnie on dopada pod koniec lutego kiedy to nagle zdaję sobie sprawę z chaosu jaki mnie otacza. W tym roku takim wyrzutem sumienia są papiery – rachunki, wycinki z gazet, notatki, przepisy, które zawładnęły moim biurkiem i każdą półka w pobliżu. Zapisałam się więc na internetowe warsztaty, które mają mi pomóc zapanować nad tą plagą – a pomocy wymagam solidnej. No i na koniec jeszcze jest mój zwyczaj wystawiania twarzy do słońca – jak słonecznik obracam głowę, z filtrem słonecznym na twarzy, czy bez niego, i tak wyciągam szyję choć z kosmetycznego punktu widzenia, ten zwyczaj powinnam zarzucić. Tak trudno jest jednak to zrobić, bo po bezsłonecznej zimie, każdy jasny promyk przynosi radość i wielką dozę nadzieji, że wiosna jest już blisko.
A jakie są Twoje, te dziwne, wiosną spowodowane zachowania, których, masz nadzieję ludzie wokół nie zauważają?

Sit Down and Rest Awhile

I’ve decided to go back to my summer photos. We did quite a bit of traveling last summer and as I hurriedly shared some of the images in my impromptu travel posts, there were still a few that hadn’t made the first cut, but I felt, they carried some visual emotion, or a candid photographic message that might be worthwhile sharing.
To tell you the truth, I’m drowning in unsorted photos that I’ve been shooting indiscriminately for way too long. Finally, the time came that not only they’re unmanageable, boggling my hard drive, and slowing down the efficiencies of the photo-processing software I’m using, but my reckless approach is generally making A. lose his cool, as he is the only person I know who will methodically collect all the photos, gather them on an external disk, catalog, tag and back them up without one complaint. Yes, my lack of cooperation is reprehensible. So here I’m going to start solving this problem. As I go back to some of the past shots that might turn out note-worthy, I also, commencing today, sort, delete, tag and submit for storing my daily takes. Faithfully, every day, one shooting day at the time, they will slowly but surely disappear from this hard drive and will rest peacefully to be cherished, or trashed, by posterity. Uff! Hard work! I better sit down and rest awhile.

Zdecydowałam powrócić do co niektórych zdjęć z lata 2010. Udało nam się trochę popodróżować w zeszłym roku, i chociaż podzieliłam się niektórymi z tych zdjęć w szybkich blogach z podróży, to zostało jeszcze wiele tych, które choć nie zaliczyły pierwszej selekcji, to wydaje mi się, wyrażają trochę emocji, lub fotograficznie komunikują to co zdaje się przyciągać moją uwagę, gdy dane mi jest poruszanie się po świecie (otoczeniu) z aparatem w ręce.
Przyznaję się, że tonę w nieposortowanych zdjęciach, które strzelam bez kontroli już od bardzo dawna. W końcu musiał nadejść czas, kiedy nie mogę sobie już z nimi poradzić, ponieważ zaśmiecają mi dysk, spowalniają programy do obróbki, i do tego, moje lekkomyślne podejście do rzeczy powoduje, że A. zaczyna tracić cierpliwość, jako że on jest jedyną osobą jaką znam, która z rozmysłem zbiera, składa na zewnętrznym dysku, kataloguje, taguje, i cierpliwie tworzy zapasowe kopie wszystkich zdjęć jakie wpadną mu w rękę. Zdecydowanie mój brak kooperacji jest niewybaczalny, wiem. Dlatego wreszcie nastał moment, kiedy to przyłożę się do rozwiązania problemu, a nie do jego tworzenia. Począwszy od dzisiaj, codziennie, wiernie, sesja po sesji, moje zdjęcia powoli zaczną znikać z tego laptopa, i zostaną złożone dla potomstwa, ku jego radości, lub przekleństwu. Przyszłość pokaże. Uff! Odwaliłam kawał dobrej mentalnej roboty. Czas żeby przysiąść na krzesełu i odpocząć chwileczkę.

High Tea

Only it was quite low.  Nothing special, really, but I managed to sort through my tea stash finally and I moved all them lovely teas to matching containers.  They present themselves so… royal.

Nie, to nie była królewska herbatka, tylko taka zwykła, popołudniowa.  Nic specjalnego, właściwie, z wyjątkiem faktu, że wreszcie udało mi się tę całą herbacianą kolekcję posortować i umieścić w jednakowych pojemnikach.  Wyglądaja iście po królewsku.

Old Jars

I can’t resist them.  I buy them wherever I come across them.  I put anything and everything in them and spread them around the house.  Simple packaging is so appealing.

Nie umiem się oprzeć starym sloikom.  Kupuję je gdziekolwiek się na nie natknę.  Są idealnymi pojemnikami na wszystko.  Rozstawiam je po całym domu.  Proste i przyjazne środowisku opakowania są takie atrakcyjne.

Walk-In-Closet After

I can’t say these are inspiring images, but a word comes to mind – functional. I really love the functionality of my new walk-in-closet. Mind you I purged about 60% of the clothing it contained. Now I have a space for some vanity… literally. It feels good to walk in this tiny space in the morning and kind of know what your choices for the day (read: life) will be.

Before

After

Te zdjęcia zdecydowanie nie należą do najbardziej inspirujących, ale za to kojarzą się z funkcjonalnością. Praktyczność tej mojej nowej garderoby zaskoczyła mnie samą. Z pewnościa pomocny jest fakt, że pożegnałam się z ponad połową szmatek, które w niej wisiały. Teraz mam czas i miejsce na trochę próżności dzięki toaletce, którą tu zmieściłam. Przyjemnie jest wejśc tutaj z rana i wiedzieć dokładnie co wybrać, w ubraniu, czy w życiu – bez wahań, bez konsternacji.

Walk-In Closet – Before

The walk-in closet is being renovated too. Below is the picture of the over-stuffed thing. I’ve paid attention lately to what I’m actually putting on when dressing in the morning, and, no surprise here, I wore 20% of my clothes, 80% of the time. This is when I decided to trim this closet and have in it only the clothes I like to wear and I feel well wearing. I know, it’s a tall order. It’s been two days now that I’ve been purging the garments I did not remember I owned, I didn’t like, they didn’t fit. This morning, A. and I carried a huge parcel to the local Salvation Army. I’m a proud owner of close to 50 empty hangers.
Remontujemy też garderobę w sypialni. To jej zdjęcie, powyżej, zapchana pod sufit. Zauważyłam ostatnio, że gdy przychodzi do wybierania ubrań do nałożenia rano, to noszę 20% swojej garderoby w 80% przypadkach. Wtedy właśnie zadecydowałam, że czas nadszedł najwyższy, żeby tę garderobę ograniczyć wyłącznie do ubrań, które lubię, i w których czuję się swobodnie. Ciężkie zadanie, wiem. Dzisiaj minął już drugi dzień przeglądania, przymierzania, i eliminowania ubrań, których nie pamiętałam, nie lubiłam, albo które nie pasowały. Dzisiaj rano, razem z A. przyholowaliśmy ogromną torbę do lokalnej agencji charytatywnej. Obecnie, jestem dumnym posiadaczem około 50-ciu pustych wieszaków.

To Decant or Not to Decant

This is a question every wine lover asks, but this post is not about wine.  It’s been inspired by this post from my favourite blog for go-to practical and stylish house keeping and decorating advice – Chez Larsson. After reading it, I knew time came to address the clutter I successfully created in our shower bathroom. The number of bottles that are nested in that cramped shower space is an eye sore for me, and absolute annoyance for A.   I’ve decided I had to clean up the mess the Chez Larsson way. As I’m slowly getting rid of the cold, I was good for a visit to one of my favourite trinket stores – Daiso. There is such an abundance of products there, all with the impeccable Japanese quality, that I did not come home disappointed. I got my refill bottles ready for decanting. What do you think?

Pytanie czy dekantować wino, czy nie, zadaje sobie każdy wina wielbiciel. Ten odcinek nie jest jednak o winie. Zainspirował mnie ten blog, na który wchodzę regularnie po doskonałe porady związane z utrzymaniem i dekorowaniem domu. Po przeczytaniu, wiedziałam, że nadszedł czas by zrobić porządek w łazience, tej z prysznicem, w której to z powodzeniem stworzyłam tak liczną kolekcję buteleczek i pojemników, że raziły one mnie samą, a dla A. były przynajmniej irytujące, i tylko dzięki jego dobremu usposobieniu, nie słyszałam narzekań. Zdecydowałam więc rozprawić się z tym chaosem na sposób Chez Larsson. Ponieważ skutecznie pozbywam się przeziębienia, które mną zawładnęło od kilku dni, gotowa byłam na wizytę w Daiso – moim ulubionym sklepie typu “mydło i powidło”. Jest tam nieograniczona selekcja produktów, wszystkie pod ścisłą japońską kontrolą jakości, więc żadna wizyta w tym sklepie jeszcze mnie nie zawiodła. I dzisiaj nie było inaczej. Oto moje nowe pojemniki do kosmetykow pod prysznic.

Related Posts with Thumbnails