Posts tagged ·kwiaty·...

It’s the Weekend At Last!

By golly, the weekend is finally here! I couldn’t be more relieved, more excited, or more hopeful. The working hours are devoid of creativity and I was just about to lose the inspiration that’s still timidly lurking in me. Thankfully, this Saturday rolled about, with brilliant sunshine forecasted for today, and the whole week ahead, and that’s all I’m asking – some bright light, a few flower stems, and a couple days of mental reprieve, Happy Weekend, Friends!

Wreszcie weekend! Ucieszona jego wizją, przywitałam go z ulgą, wypełniona nadzieją na pespektywy związane w wolnym czasem jaki przynosi. Te wszystkie długie godziny spędzone w pracy pozbawione są wszelkiej kreatywności i zanosiło się na to, że na dobre stracę inspirację i pewne drobne twórcze zamysły, które chodzą mi po głowie. Na szczęście, nadeszła upragniona sobota, wypełniona po brzegi słońcem, z prognozą na więcej słońca na cały przyszły tydzień, więc czego chcieć więcej. Wszystko czego mi trzeba do szczęścia to dobre światło, kilka kwiecistych gałązek i ze dwa dni mentalnego wytchnienia. Życzę Wam wszystkim miłego weekendu!

Pink Fantasy

Just when I thought that all that’s left for me to do is to settle down for winter, or at best, to cozy up with the fall that’s around the corner, M. cut for me a few stems of the “Pink Fantasy” clematis growing on her deck and the spirit of the summer was vehemently restored. Long Live Summer!

Gdy już myślałam, że nic innego mi nie pozostaje jak tylko przygotować się na zimę, albo w najlepszym przypadku, wtulić się w fałdy nadchodzącej jesieni, M. ucięła mi kilka gałązek powojnika rosnącego na tarasie, i lato na nowo zapanowało w sercu. Niech Żyje Lato!

Comments Off

My Time to Stop and Smell the Jasmine

School is out for summmer and I’m trying hard to suppress the giggles that got hold of me after I’ve left the school grounds this afternoon. Typing this, I’m still wrapping my head around the concept of the two months of freedom that await me. How to make the best of this time so there are no regrets come September? Well, for starters, let’s stop and smell the jasmine first!

Zaczynają się wakacje! Chichoty muskają mnie po duszy już od chwili, gdy wyszłam ze szkoły dzisiaj po południu i ciągle jeszcze trudno mi uwierzyć, że czekają na mnie dwa miesiące wolności. Jak je wykorzystać, żeby niczego nie żałować, gdy nadejdzie wrzesień? Na dobry początek, chyba zacznę od przystanięcia na chwilę by napoić się wonią kwitnącego jaśminu.

Comments Off

Forget-Me-Not Sunshine!

The Sunday walk was vastly needed, the sunshine was extraordinarily therapeutic. I can’t tell you how bummed out I was by all this rain that kept falling on us. They say that the Pacific Northwest is the one region in America that’s ripe with depressed individuals walking around, and I was starting to think I was on my way to be one of them. But not anymore, I swear, Monday came rolling in with more sunshine and lovely, pre-summer temperatures. And yesterday, doing a 10K walk around the Barnston Island, rewarded me with these sweetheart forget-me-nots. I’m brimming with optimism again and hope you do, too. Have a tremendous start to a new, sunny week. Hugs…

Wczorajszy, niedzielny spacer był ogromnie mi przydatny, a słońce podziałało jak najlepsza terapia. Nie umiem już nawet wyrazić jak przygnębiająco wpływał na mnie ten nieustający deszcz, który spływał po nas przez długie jak katorga tygodnie. Mówią, że ten region Ameryki – Pacific Northwest – czyli Wybrzeże Północno-Zachodnie, gości najbardziej liczną grupę osobników cierpiących na depresję. Już poważnie rozpatrywałam ewentualność, że mogę być jednym z nich. Na szczęście, i ku mojej nieokrzesanej radości, nie tylko niedziela była cudnie słoneczna, ale i poniedziałek przyniósł jeszcze więcej słoneczka i prawie letnie temperatury. Dziesięciokilometrowy spacer wokół wyspy Barnston wynagrodził mnie tymi czarującymi niezapominajkami. Na nowo jestem pełna optymizmu i pozostaję w nadziei, że i Wam szykuje się nadzwyczajny tydzień. Ściskam Was gorąco…

Proudly Horticultured

One of my most coveted spring flowers is ranunculus. I’m green of envy (no pun intended) when I see these beauties featured on blogs in early March, (Hello, my Californian blog friends!). The flowers don’t make cameo appearances in local flower shops until late April. Two years ago, I went on a whim and purchased ranunculus tubers and, half-haphazardly, I planted them in a pot on my balcony, not really aspiring for any spring ranunculus glory. This year, however, before setting out to Arizona for the spring break, I dutifully noted that the greens made their way to the top of the soil and they looked promising. On our return, I was greeted with mighty white and fushia blooms. I acknowledged them politely, while intending to forget their mere existence. But they kept their presence, having bloomed, persistently, for a month now, and more buds keep coming. I’m sure, I shouldn’t be ignoring the phenomenon anymore and give the flower the nod it deserves. Wouldn’t you agree?

Moja wersja na ogrodniczą zazdrość sprowadza się do kilku kwiatków pełnika. Nie jest to ani arogancka, ani też bardzo ambitna emocja. Podziwiam formę tego kwiatka i trochę zielenieję z zazdrości, gdy moje blogerowe, kalifornijskie koleżanki fotografują pełniki już w marcu, gdy u nas nie pojawiają się one aż do końca kwietnia. Dwa lata temu, gdy natknęłam się na bulwy tej rośliny, wetkałam je od niechcenia w doniczkę na balkonie, nie roszcząc wielkich nadzieji. W marcu, przed wyjazdem do Arizony, zauważyłam, że zielone łodygi pojawiły się z nienacka i wyglądały jakby miały dzielnie rosnąc. Z zaskoczeniem przywitałam kwitnące pełniki po powrocie, domagające się uwagi w bieli i różu intensywnych kwiatów. Grzecznie przytaknęłam ich obecności, ale beż większych emocji. Dzisiaj jednak czas już zauważyć wysiłki tej niepozornej rośliny, bo kwitnie już wszechmocnie od miesiąca i nie zanosi się na to, żeby miała przestać. Dochodzę do wniosku, że im mniej przejmuję się swoimi ogrodniczymi wysiłkami, tym lespsze osiągam rezultaty. Może jest to odpowiedź na wszystkie moje ogrodnicze dylematy.

Happy Easter

I wish you Happy Easter. I thought, I could make this wish sound really special, but the language fails me. To me, it’s one of the happiest moments of the year, because spring is here and I can’t contain myself at the possibilities that this life renewal offers. Therefore, whether you celebrate Easter, or not, and whichever is your wish, I hope you experience these spring days in a very special way and you’ll enjoy this simple bouquet of desert spring wildflowers I picked up especially for you.

Wesołych Świąt! Trudno uwierzyć, jak bardzo nie od serca brzmią te życzenia. Chciałam Wam złożyć najbardziej oryginalne z wielkanocnych życzeń, a niestety, brakuje mi słów wypełnionych znaczeniem. Wielkanoc jest jednym z najszczęśliwszych dni w roku, bo obecność wiosny czyni je tak wyjątkowymi, że trudno mi opisać euforię odczuwaną na myśl o potencjale jaki ta wiosenna odnowa za sobą niesie. Więc czy świętujesz Wielkanoc, czy też nie, i jakie by nie było to Twoje świąteczne marzenie, życzę Ci, żebyś doświadczył(a) tych kilku nadchodzących wiosennych dni w wyjątkowy sposób. Z nadzieją, że polubisz, podsyłam Ci ten prosty bukiecik pustynnych polnych kwiatków, zebranych specjalnie dla Ciebie na tę okazję.

Reviving Ranunculus

I felt it was my duty to bring the fading beauty of the yellow ranunculus that I received as a hostess gift from B. to its former glory, but nothing seemed to work. The next best option was to surround it with some colour, so I made the board from the left-over pallette boards and painted it this sassy ‘clearly deep ultramarine’, (something needs to be said about the people who name paint colours – some of them are just plain weird!), and we both instantly felt revived. I think you’ll be seeing this board a lot in the next few days as the background for the pics I have in mind. Doesn’t it spell s*u*m*m*e*r?

Czułam, że było to moje zadanie przywrócić ten pełnik do wcześniejszej piękności, bo z trudem patrzyłam jak ten piękny wiosenny kwiat, upominek od B., zmaga się z letnim, arizońskim słońcem. Nikt jednak nie pomagało. Wymyśliłam, że tylko żywy kolor może zaradzić sytuacji i szybko zbiłam z desek tę powierzchnię, która ma mi służyć za tło do zdjęć, i od razu oboje, ja i kwiatek, poczuliśmy się lepiej. Nie da się ukryć, że jest coś w tych kilku deskach niesamowicie wyzwalającego, totalnie optymistycznego. L*a*t*o!

Comments Off

Snowdrop Poetry

It’s such a welcome sight. You spot the flower, but it takes a few seconds to register what its re-emergence signifies for you. Then, suddenly, you realize that it’s the sign that the winter will be gone very soon, that your heart can rejoice, and your soul may start reciting the sweet spring verses.


Pin It

Ten długo wyczekiwany moment właśnie nadszedł. Spostrzegłam kwiat, ale upłynęło kilka dobrych sekund zanim mózg zarejestrował wagę takiego zdarzenia – że pierwszy przebiśnieg, to znak usuwającej się zimy, znak że w sercu zalśni nadzieja, znak że dusza może rozpocząć recytację wersów o słodkiej wiośnie.

Related Posts with Thumbnails