Posts tagged ·koniec lata·...

Last Days of Summer Freedom

Don’t let the summer slip away from you without celebrating its fading beauty. Send it off with some memorable summer activities. Have a picnic, walk on the beach, or just rest on a bench in your neighbourhood park. This is exactly what I’m doing this gorgeous late summer weekend, so when Tuesday rolls around, the return to work doesn’t hurt so much. Enjoy the last of the summer’s freedom!

Chociaż lato coraz bledsze, nie pozwól mu umknąć bez śladu. Pożegnaj je w prawdziwie letnim stylu. Może dasz się namówić na piknik, albo spacer po plaży, lub po prostu, na relaks na ławce w ulubionym parku. Tak właśnie zamierzam spędzić ten cudny ostatni letni weekend, a wszystko to w nadziei, że jak już nadejdzie wtorek, to powrót do pracy nie będzie uwierał tak bardzo. Radujmy się zatem ostatkiem letniej wolności!

Comments Off

Is this the End of the Summer?

I can’t believe I’m even asking this question. Oh, I so don’t want the summer to end! Thankfully, upon my return from Arizona, I was greeted by some lovely weather in Vancouver, so my summer nostalgia got postponed for a little bit. But nostalgic I will become, because this summer did not quite fulfill my desires for travel in far off places, for vacations near white beaches and warm seas, for long evenings spent with family and friends on decks and patios. The two months I had off, just flew by in a blink of an eye and I struggle not to feel too bummed out about it. As a remedy I walk around the town with a camera in hand and catch little glimpses of the summer – the summer that has NOT quite ended yet!

Czy to już koniec lata? Rugam samą siebie, że nawet śmiem wymówić te słowa. Och, jak pragnę, żeby to lato trwało bez końca. Powrót z Arizony nie był nawet taki straszny, bo Vancouver przywitał mnie prawdziwie letnią aurą, więc poczucie straconego lata chwilowo mi się odwlekło. Wiem jednak, że te myśli wrócą do mnie w pośpiechu przy pierwszym vancouverskim deszczu, bo to lato nie zadośćuczyniło moim marzeniom o podróżach w dalekich lądach, o wakacjach na białych plażach i przy ciepłych morzach, czy o długich wieczorach spędzanych na tarasach z rodzinką i przyjaciółmi. Te dwa wolne od pracy miesiące minęły w oka mgnieniu i z całych sił próbuję się tym faktem nie przejmować. Sposobem na poprawę humoru jest długi spacer z aparatem w ręce. Tak też więc chodzę i wykradam obrazki tego lata, które jeszcze tak całkiem nie przeminęło.

Full Bloom Lavender

I wasn’t lucky to witness my lavenders blooming this summer. I know they have since I had to dead-head them and to trim them on our return home. Still I missed the scene: the variety of colours, from white and pink through lavender, blue, mauve, and purple; the soul-saving smell of the flowers, the buzz of the bees and the dances of the butterflies. I missed it all so much that I had to pack and go to a lavender farm in nearby Langley, B.C. – the Full Bloom Lavender. I got there precisely at the end of their season. They were madly cutting the last of the stalks and trimming the plants to almost nothing. Fortunately, I still grabbed a couple of bunches of fresh flowers and a few shots of the end of the season.

Nie przyszło mi tego lata być w domu podczas zakwitnięcia lawendy. Wiem z pewnością, że wszystkie dzielnie zakwitły, bo wymagały oczyszczenia i przycięcia. Nic więc dziwnego, że stęskniona jestem lawendowej scenerii – tej różnorodności kolorów, od białych i różowych kwiatów, do lawendowych, niebieskich i purpurowych; tego boskiego zapachu, tych bzyczących pszczół i tańczących motyli. Tak mi brakowało w tym roku tego zwykłego rytuału, że spakowałam aparat i ruszyłam na pobliską farmę lawendy “Full Bloom Lavender” (czyli “W Pełnym Rozkwicie”). Trafiłam tam dokładnie na koniec lawendowego sezonu. Krzaki były właśnie ogałacane z ostatnich kwiatów i przycinane do ziemi. Udało mi się złapać jeszcze parę świeżych bukietów i kilka zdjęć kończącego się lawendowego sezonu.

Comments Off

Dahlias: Take One

I don’t like the fact that summer is ending, and it puzzles me when people get all excited because fall is approaching.  All this talk about structure, routines, fresh starts, and cool temperatures is plain annoying.  There is nothing that compares to the easy, lazy, warm times that summer brings upon us and hearing folks speak excitedly about their vacations ending and about going back to work with relief, is a foreign concept to me.  The only thing that I might enjoy during the last weeks of summer are dahlias.  I love them because they brighten the autumn days to come with the unprecedented lushness of their flowers and amazing coloring.  It seems that the more you cut them, the more gorgeous flowers will emerge and this takes me into October, at which time, even my memories of summer will have faded, but the transition into fall happened more or less painlessly by then.

Nigdy mnie nie cieszy koniec lata. Zaskakują mnie niezmiennie ludzie uradowani nadejściem jesieni. Cała ta gadanina o strukturze, rutynie, nowym starcie i chłodniejszych dniach jest po prostu denerwująca. Żadna przecież pora roku nie wytrzymuje konkurencji z latem – łatwe życie, lenistwo, ciepłe wieczory, długie dni – ach jak ja to uwielbiam. Niezrozumiałe zatem są dla mnie rozmowy o uldze odczuwanej przy powrocie z urlopu, czy o zadowoleniu z powrotu do pracy. Jedyną rzeczą na koniec lata, która jest mnie w stanie ucieszyć to dalia. Kocham te kwiaty bo są jakby znieczuleniem na ból spowodowany nadejściem jesieni – rozchmurzają dzień swoja urodą i miriadami kolorów. Im częściej się je ścina do bukietów, tym więcej kwiatów przybędzie na krzewie i tak dalie towarzyszą mi aż do października, kiedy to już nawet ja zapominam o lecie, ale przynajmniej przejście w jesienne nastroje do tego czasu odbywa się bezboleśnie.

Comments Off