Posts tagged ·island·...

A Spring Day in May

Since my last report from Sunday, I wasn’t around much. Work, generally, overtook my life to the point that there was no energy to do anything else beside it. Normally, it would be a rather sad state of affairs, but I admit that Sunday walk on Barnston Island kept me going well into the week. I thought I would share some more photos from this enchanting place and I’d say ‘hi!’ to you before the weekend starts. We’re to have summer temps around here and because it’s the Mother’s Day weekend I’m super excited about it. I’ll tell you all about it tomorrow. In the meantime, take note of this Friday evening, of all your work-related challenges left behind, of the promise of the splendid weekend ahead of you, and rejoice!

Nie pojawiłam się tu, na Majologii, od prawie tygodnia. Praca pochłonęła mnie bez reszty, do tego stopnia, że na nic więcej już brakowało mi energii. W innej sytuacji, byłaby to osobista porażka. Na szczęście, wspomnienia z tego niedzielnego spaceru na wyspie Barnston utrzymywały mnie przy życiu i spowodowały, że jakoś przetrwałam cały tydzień. Pomyślałam, że może warto pokazać jeszcze kilka zdjęć z tego uroczego miejsca, no i zdecydowanie powiedzieć Wam ‘Cześć!’ zanim zacznie się weekend. Wreszcie mają u nas zawitać prawdziwie letnie temperatury, a w niedzielę świętujemy Dzień Matki, stąd też ta cała moja matczyna ekscytacja. O szczegółach powiadomię jutro. Tymczasem, nie pozwólcie, żeby ten piątkowy wieczór przemknął niezauważony. Cieszcie się, że wszystkie z pracą związane stresy nie mają istnienia przez następne dwa dni, że wręcz odwrotnie, szykuje Wam się beztroski, wiosenny, majowy weekend i to już jest powód do radości.

Comments Off

Bucolic in the City

I live in a city of almost two and a half million people. Thus, it never fails to amaze me that I can find a bucolic site like the one in the picture just a few kilometers away from where I live. As the scenery always puts me in the best of moods whenever I visit the Barnston Island, I also want to keep its existence my little secret. Judging by the many tired city folks flocking to that little paradise on Sunday afternoon, the secret must be out. To get there you take a ferry, which is no more than a barge pushed by a tug boat. It tirelessly crosses the Fraser River every few minutes, and it’s free of charge, yes, you’ve read it right. Once on the island, you ride, run, or walk a perimeter of the island which amounts to a 10K loop. While doing that, you get lost in the scenery, fields, pastures, and meadows; its smells, its magnificent views of the mountains; and in the zen-like feeling of total relaxation. Aum…

Mieszkam w mieście, które posiada prawie dwa i pół miliona ludzi, a ciągle jeszcze nadziwić się nie mogę, że taką wiejską scenę jak ta powyżej znaleźć mogę o zaledwie kilka kilometrów od domu. Jako że ta bukoliczna okolica wprawia mnie w doskonały nastrój ilekroć trafię na wyspę Branston, to i pragnę trzymać jej istnienie w ścisłej tajemnicy. Sądząc po tłumach zmęczonych miastowych ciągnących w jej kierunku w niedzielę, podejrzewam, że sekret się wydał. Żeby dostać się na wyspę trzeba wsiąść na prom, który właściwie promu nie przypomina, bo jest barką popychaną przez holownik. Przekracza on rzekę Fraser co kilka minut i jest bezpłatny – fakt, który już od dwudziestu lat jest tak samo ciągle jeszcze zaskakujący. Droga obiegająca wyspę, a która ma dokładnie 10 kilometrów w obwodzie jest idealna na przejażdżki rowerowe, bieganie, czy spacery. Ponieważ okolica jest piękna, z całą tą wiejską sielanką, pastwiskami, polami, łąkami, zapachami i widokami gór, to nie trudno o wprawienie się w stan duchowego uniesienia i totalnego relaksu. Aum…