Posts tagged ·happy·...

A Happy Face Daisy

We’ve had two full days of sunshine since the beginning of June and I’m slowly resolving myself to this sad fact that we just might get only two more this summer. After watching the wild rainfall outside my window all through yesterday’s evening and night, early this morning, just inbetween the new series of downpours, I ventured into the field of wildflowers that spreads in front of my house, intending to take a few shots of daisies. It’s the time for daisies now, the flower I’m named after, and one of my many favourites. I knew they would look pretty sodden with raindrops, and they did. I was most charmed by the one with a smiley face, telling me to lighten up a little and to quit taking that weather business so seriously. I promise, I will.

Od początku czerwca cieszyliśmy się słońcem przez całe dwa dni. Z rezygnacją. ale już zaczynam oswajać się z myślą, że do końca lata może uda nam się mieć jeszcze następne dwa dni słońca. Po przyglądaniu się ścianie deszczu przez cały wczorajszy wieczór i słysząc go jeszcze w nocy, dzisiaj z samego rana, pomiędzy jedną ulewą, a drugą, wypadłam na łąkę, która płoży się przed domem, z intencją zrobienia zdjęć margaretkom. Nastał czas na margaretki, z którym dzielę imię, i które kocham. Miałam nadzieję, że będą się pięknie prezentować, ociekające deszczem, i tak też było. Najbardziej jednak zauroczyła mnie ta jedna, uśmiechająca się do mnie, jakby mówiła: “rozwesel się, to tylko deszcz, nie ma powodu by aż tak przejmować się pogodą…” Rzeczywiście, nie ma powodu!

Happy as a Clam at High Tide

Mainly, because it’s Friday. The work week is done, I’m no longer downed by a cold, the sun is shining, and the summer vacations are on a horizon – just mere 22 working days! In fact, I’m so happy that I felt like skipping all the way from work today – sauntering was just not an option as I was itching to start this glorious weekend – another long weekend, I should add. I have such high hopes for these three days. Tomorrow, I’m celebrating the European Mother’s Day in a company of my Polish friend, and a mother of two, M., walking and admiring the Darts Hill Garden Park. Yes, you might expect a few flower shots in the next couple of days despite my best intentions to photograph everything else. Sunday might be an inside day, we’ll see. On Monday though, I have big plans to get on the water. I’ve realized, that I haven’t been to an open ocean in a while now and I need some beach-combing therapy. I have some driftwood projects on my mind and am hoping to collect a few good specimens. I’ll leave all the trip planning to A. and I’ll save my energy for long beach walks. I got inspired to get close to the water by our walk last weekend to the Tavistock Point on the Brae Island, on the Fraser River in Fort Langley, where I came across this abandoned boat house. Wouldn’t it be sweet to inhabit this structure? I would like nothing more. What are your plans for the weekend?

“Szczęśliwa jak sercówka przy wysokim pływie”… zwykle komicznie się kończy tłumaczenie na polski angielskich idiomów, i ten nie jest wyjątkiem. Wystarczy powiedzieć, że czułam się niezmiernie szczęśliwa, bo tydzień pracy już za mną, przeziębienie już pozostawiło mnie samej sobie, jest ciepło i słonecznie, a do wakacji zostały mi tylko 22 dni pracy. Aż chciało mi się wracać do domu w podskokach, bo powolny, stoicki spacer, po prostu nie pasował do nastroju w jakim zaczynałam ten kolejny długi weekend. Mam wielkie plany na te najbliższe trzy dni. Jutro spędzam europejski Dzień Matki w towarzystwie mojej przyjaciółki M., również Matki Polki, i do tego wspaniałej ogrodniczni, w ogrodach Darts Hill. Spodziewać się możecie kilku dodatkowych zdjęć kwiatków, mimo najlepszych intencji skupienia się na fotografowaniu wszystkiego innego niż kwiaty. Niedziela może się okazać dniem spędzonym na dopieszczaniu zaniedbanego domu. Za to poniedziałek spędzimy gdzieś nad wodą, bo już dawno nie czułam zapachu otwartego oceanu i bardzo potrzebuję plażowego pleneru. Mam też na myśli kilka projektów z udziałem kawałków drewna sponiewieranego falami i solą i mam nadzieję znaleźć odpowiednie okazy. Pomysł na wyprawę nad morze trafił do mnie po spacerze w poprzedni weekend do Tavistock Point na wyspie Brae, na rzece Fraser, w Forcie Langley, skąd pochodzi zdjęcie tego sponiewieranego domu-barki, porzuconego i zaniedbanego. Akurat w takim stanie, w jakim uwielbiałabym się do niego wprowadzić. A jakie są Wasze plany na weekend?