Posts tagged ·fotografia·...

The Skill Builder

Today’s post really is about nothing in particular. Yesterday, I bought two pieces of lumber (from a handsome, tall spruce tree, I presume) so I could build a new background for some of my photo shots. Once built, I decided to give it quick testing in front of the camera. I intend to paint it to a white driftwood effect, but it’ll be seen if this project will come to fruition. In the meantime, though, I was curious to see how the light, natural wood would behave in pictures, so I gathered the limes and a few dishes to see where they could get me. Then, if it were not enough of challenges for one day, I fired the Photoshop and I forced myself to learn a few new tricks. To do this I had to forget my comfort zone entirely. I had to leave behind FotoFusion, the collage software I’ve been faithfully using until now. Learning Photoshop is not an easy feat. It’s not at all intuitive. The guesswork won’t work. It actually requires concentration, lots of imagination, and crucially, the ability to retrieve the already learned information. Any retention, if it takes place at all, is the result of the honest work and lots of practice. You either find a way to do a trick, practice it a few times, commit it to memory, or the next time you sit down to it, you’ll be starting from the scratch. Well, I began this morning and I’m only done now, in mid afternoon. This is the testament to my Photoshop skills… I’m afraid they’ll come slower to me than I would like it.

Dzisiaj odcinek w zasadzie o niczym. Wczoraj zakupiłam dwie deski świerkowe z zamiarem zbicia powierzchni (tła) do zdjęć. Jak już było gotowe, postanowiłam przetestować to dzieło przed kamerą. Mam je zamiar pomalować by uzyskać taki efekt dryfującego drzewa o szaro-białej powierzchni. Ale czy ten projekt dojdzie do skutku, to dopiero zobaczymy. Ciekawa byłam jak wyglądać będzie jasne, naturalne drewno na zdjęciach, więc chwyciłam kilka owoców limety (naprawdę? a może limonki?) oraz parę naczynek by zobaczyć co z tego fotografowania wyjdzie. Żeby przypadkiem nie zabrakło mi wyzwań w ten weekend, włączyłam Photoshop by nauczyć się kilku sztuczek w tym programie. Posługiwanie Photoshopem nie przychodzi mi bynajmniej łatwo. Używanie go to egzystowanie całkowicie poza moją komputerową strefą komfortu. Musiałam porzucić zaufany program, którego do tej pory używałam – FotoFusion. Photoshop, w przeciwieństwie do FotoFusion, nie jest czymś do czego można podejść instynktownie. Zgadywanki nie mają tutaj szans. Program wymaga koncentracji, wyobraźni, i co najbardziej istotne, umiejętności przyswojenia i zapamiętania informacji. Jest w nim tyle sztuczek do wyuczenia, że jeśli jakiekolwiek przyuczenie ma nastąpić, to wymaga ono uczciwej pracy i mnóstwa praktyki. Albo znajdziesz sposób na osiągnięcie danego efektu, poćwiczysz kilka razy by zapamiętać, albo zaczniesz od zera przy następnej sesji. No cóż, zaczęłam rano, teraz jest środek popołudnia, a ja dopiero zakończyłam. Jeśli to jest dowód na to jak szybko przyswoję sobie ten program, to będzie to dłuższy proces niż sobie wyobrażałam.

Sit Down and Rest Awhile

I’ve decided to go back to my summer photos. We did quite a bit of traveling last summer and as I hurriedly shared some of the images in my impromptu travel posts, there were still a few that hadn’t made the first cut, but I felt, they carried some visual emotion, or a candid photographic message that might be worthwhile sharing.
To tell you the truth, I’m drowning in unsorted photos that I’ve been shooting indiscriminately for way too long. Finally, the time came that not only they’re unmanageable, boggling my hard drive, and slowing down the efficiencies of the photo-processing software I’m using, but my reckless approach is generally making A. lose his cool, as he is the only person I know who will methodically collect all the photos, gather them on an external disk, catalog, tag and back them up without one complaint. Yes, my lack of cooperation is reprehensible. So here I’m going to start solving this problem. As I go back to some of the past shots that might turn out note-worthy, I also, commencing today, sort, delete, tag and submit for storing my daily takes. Faithfully, every day, one shooting day at the time, they will slowly but surely disappear from this hard drive and will rest peacefully to be cherished, or trashed, by posterity. Uff! Hard work! I better sit down and rest awhile.

Zdecydowałam powrócić do co niektórych zdjęć z lata 2010. Udało nam się trochę popodróżować w zeszłym roku, i chociaż podzieliłam się niektórymi z tych zdjęć w szybkich blogach z podróży, to zostało jeszcze wiele tych, które choć nie zaliczyły pierwszej selekcji, to wydaje mi się, wyrażają trochę emocji, lub fotograficznie komunikują to co zdaje się przyciągać moją uwagę, gdy dane mi jest poruszanie się po świecie (otoczeniu) z aparatem w ręce.
Przyznaję się, że tonę w nieposortowanych zdjęciach, które strzelam bez kontroli już od bardzo dawna. W końcu musiał nadejść czas, kiedy nie mogę sobie już z nimi poradzić, ponieważ zaśmiecają mi dysk, spowalniają programy do obróbki, i do tego, moje lekkomyślne podejście do rzeczy powoduje, że A. zaczyna tracić cierpliwość, jako że on jest jedyną osobą jaką znam, która z rozmysłem zbiera, składa na zewnętrznym dysku, kataloguje, taguje, i cierpliwie tworzy zapasowe kopie wszystkich zdjęć jakie wpadną mu w rękę. Zdecydowanie mój brak kooperacji jest niewybaczalny, wiem. Dlatego wreszcie nastał moment, kiedy to przyłożę się do rozwiązania problemu, a nie do jego tworzenia. Począwszy od dzisiaj, codziennie, wiernie, sesja po sesji, moje zdjęcia powoli zaczną znikać z tego laptopa, i zostaną złożone dla potomstwa, ku jego radości, lub przekleństwu. Przyszłość pokaże. Uff! Odwaliłam kawał dobrej mentalnej roboty. Czas żeby przysiąść na krzesełu i odpocząć chwileczkę.

Creativity – My Renditions

I thought I would gather the photo images I presented at the Creativity Boot Camp in one big collage.  The camp is finished now. However, when it went on, each day I would be stretched to my limits to figure out how to render a given topic. Some were easy, others kept me puzzled and clueless till the end, but I kept shooting and having fun. So here they are (clockwise from top left): smooth, full-bodied, fluid, picnic, smile, fly, ivory, multi-layered, ornament, heavy metal, drizzle, grow, hush.

Pomyślałam, żeby zebrać wszystkie zdjęcia, które zaprezentowałam w “Twórczym Treningu” w jeden kolaż. Trening już się zakończył. Jednak gdy trwał, to wymagał ode mnie trochę wysiłku i koncentracji, żeby adekwatnie zaprezentować dzienny temat zdjęciem. Niektóre z tych tematów były łatwe, inne były zagadką do końca, ale mimo te strzelałam zdjęcia i jednocześnie, bawiłam się dobrze. Oto one (według wskazówek zegara od górnego lewego rogu): gładki, pełnego ciała, fluid, piknik, uśmiech, latać, w kolorze kości słoniowej, wielowarstwowy, ornament, heavy metal (ciężki metal), mżawka (struga), rosnąć, cicho!

Old Family Photographs

Don’t you adore the old photographs you find at your Grandma’s?  Most often than not, even your dear Nana has no clue as for Who? When? and Why?  But this is exactly the charm of these old sepia scraps of paper.  These are photographs of A’s distant relatives.  He went into a lot of trouble to take the photos away from their rightful owners, bring them to Canada, scan them, interview every member of the family to find the details, but still mystery envelops these lovely pictures.  Well, the matronly family on the bottom right photograph is Janina and Józef Pierzchała.  This is their wedding photo taken in 1923, but that’s about it.  This is all we know about these fascinating people, and most likely, all we’ll ever know.  Just the way I like it.

Czy nie zachwycają Cię stare fotografie, które jeszcze możesz znaleźć u Babci lub swoich rodziców?  Najczęściej jednak, nawet Twoja ukochana Babcia pojęcia nie ma kogo te zdjęcia przedstawiają.  Ale to w istocie jest cały czar tych starych kawałków papieru w kolorze sepii.  Te oto fotografie przedstawiają dalekich krewnych A.  A. zadał sobie wiele kłopotu, żeby wypożyczyć te zdjęcia od wszystkich kuzynów, cioć i wujków, żeby przewieźć je do Kanady, wszystkie je zeskanować, i na koniec przeprowadzić wywiady z rodziną, żeby znaleźć wszystkie możliwe informacje.  Nadal jednak detale obleczone są tajemnicą.  Wiemy tylko tyle, że ta matronowata para na dolnym zdjęciu to Janina i Józef Pierzchałowie,  Jest to ich ślubne zdjęcie z 1923 roku, ale to wszystko.  To cała wiedza jaką posiadamy na temat tych fascynujących ludzi, i najprawdopodobniej, cała wiedza jaką kiedykolwiek bedziemy mieć.  I tak jest najlepiej.

Props

Ilva at Lucillian Delights has this awesome series of posts, revealing prop secrets behind her unforgettable photography. I’ve enjoyed the series tremendously, and was thrilled to learn that she invited her readers to share their own prop stashes. I thought, I would give it a try, but first, I admit, that my collection is rather meager. I love to corral the pieces that I might use for the pictures, but it takes a huge effort to keep them contained to storage spaces, and not allowing them to clutter our limited living space. Therefore, I’m fairly disciplined not to bring home every cute dish I see on my visits to the thrift store. Nevertheless, I love playing with the few things that are in my possession.
The most excitement comes from collecting linens. The real thing that is. I’m of opinion that the supple linen texture adds the visual depth to the close-up shots and having the assortment of colours, makes it easier to match the dominant hues of the photo subject. Then come other surfaces – boards, the more weathered, the better, the tiles with all the colours and textures that one can dream of.
As for the dishes, thanks to Ilva’s photography, strictly by examining her beautiful images, I managed to conclude, a while back, that it takes the smallest dish to make the difference in the food shot. The fact she so graciously confirmed in her prop series. Thus, I started picking up the small vessels each time I came across one, and today, I amassed quite a collection.
Bottle glass is something I can’t ignore either. It’s unpretentious and environmentally-friendly, so it finds its spot throughout my house and I happily use it in photos.
The utensils are probably the most challenging finds. Rarely will I encounter silver pieces, so I focus on funky shapes and interesting handles whenever possible. Also, because I mostly shoot breads, I’m more interested in bread and butter knives more than any other cutlery piece.
Styling my own little photo shoot is enormously enjoyable, however, as I admitted in my past post titled Pizza Night, making the cooked food look good on pictures, is far more difficult than just shooting regular objects.

Ilva z Lucillian Delights napisała serię blogów poświęconych rekwizytom jakich używa do robienia swoich niezapomnianych zdjęć. Ta seria zainteresowała mnie niezmiernie, więc tymbardziej ucieszyłam się na wiadomość, że Ilva zaprosiła czytelników swojego blogu, żeby opisali swoje własne kolekcje fotograficznych rekwizytów. Postanowiłam więc wziąć udział, ale przyznaję, że moje zbiory są raczej mizerne. Zagarnianie tych wszystkich eksponatów, które w przyszłości mogą być zastosowane w sesji fotograficznej zdecydowanie należy do moich hobby, ale niestety utrzymanie ich w porządku jest poważnym wysiłkiem, ponieważ te wszystkie małe, nie od pary obiekty mają tendencję zagracać ograniczoną przestrzeń w naszym mieszkaniu. Dlatego jestem dość zdyscyplinowana jeśli chodzi o przyciąganie do domu wszystkiego co mi się podoba. Nie mniej jednak, cieszy mnie tych kilka rzeczy, które aktualnie posiadam.
Najbardziej lubię uzywać lnianych ścierek i obrusów jako tła lub powierzchni. Miekkość i tekstura lnu dodają głębi i trójwymiarowości w fotograficznych zbliżeniach, a różnorodnośc kolorów ułatwia zgranie z dominujacymi kolorami w obiekcie, który fotografuję. Innymi rekwizytami, których używam jako powierzchni są deski – im bardziej zużyte i stargane pogodą, tym lepiej, no i kafle ze swoją nieograniczoną liczbą kolorów i tekstur.
Jeśli chodzi o naczynia, to już dawno zrozumiałam, pilnie badając zdjęcia Ilvy, że używanie najmniejszych talerzyków i miseczek, jest kluczem. Ten fakt Ilva łaskawie potwierdziła w swoim blogu. Dlatego też już od dość dawna kolekcjonuję porcelanowe maleństwa i dzisiaj mam już dość pokaźną kolekcję.
Szkło butelkowe jest czymś, co trudno mi zignorować. Podoba mi się jego niepretensjonalność i to, że jest recyklowane z butelek, dlatego jest go dużo, rozsianego po całym mieszkaniu, i chętnie używam go w zdjęciach.
Sztućce są chyba najtrudniejszym rekwizytem do wynalezienia. Bardzo rzadko uda mi się wypatrzyć jakiś pojedyńczy srebrny egzemplarz, więc koncentruję się na śmiesznych kształtach i interesujących rączkach. Do tego, ponieważ większość moich zdjęć związanych z jedzeniem dotyczy chleba, to naturalnie oscyluję między nożami chlebowymi czy małymi nożykami do masła.
Stylizowanie moich własnych sesji zdjęciowych jest już moim hobby, jednakowoż, tak jak przyznałam w odcinku blogu o robieniu pizzy, fotografowanie świeżo przygotowanego jedzenia jest o wiele trudniejsze, niż fotografowanie zwykłych obiektów.

Light

I got this fabulous book today and it would be unfair if I didn’t share it here.  If you’re interested in photography, this is the book you’ll want to read.  “Still Life and Special Effects Photography” by R. Hicks and F.Schultz has outstanding images, but best of all, the authors share the lighting setups for each photo shoot.  Fascinating.

Otrzymałam dzisiaj w poczcie tę fantastyczną książkę i byłaby to czysta niesprawiedliwość, jeślibym się nią tutaj nie podzieliła. Jeśli interesujesz się fotografią, to to jest książka, którą bedziesz chciał(a) przeczytać. “Still Life and Special Effects Photography” (“Fotografia martwej natury i specjalnych efektów) napisana przez R. Hicks i F. Schultz wypełniona jest wybitnymi zdjęciami, ale najbardziej fascynujące są konkretne ustawienia naświetlenia dokładnie opisane do każdego ujęcia.

Layers

I took this picture during an afternoon walk with A. in Mud Bay.  I thought the layers in the image were interesting – from the sea level, through the river valley and forests, to the height of the ice cap.  The glacier of Mount Baker (10,781 feet) sits approximately 50-60 miles away, but towers over the land as if it were right here in the neighbourhood.  Zrobiłam to zdjęcie podczas spaceru z A. w Mud Bay.  Interesujące są warstwy w tym obrazie – zaczynając od poziomu morza, przez dolinę rzeki i lasy, aż do góry lodowej.  Lodowiec Mount Baker (“Piekarz”) wznosi się na imponujace 3286 metrów i położony jest mniej więcej 80-90 km od Surrey, ale dominuje okolicę jakby należal do najbliższego sąsiedztwa.  Trudno uwierzyć, że leży po drugiej stronie granicy ze Stanami.

Related Posts with Thumbnails