Posts tagged ·FitBit·...

Enter At Your Own Peril

I should have listened to my instincts when I stood at the trail-head of a local park-slash-forest ready for a walk. It was a rainy day and the entrance didn’t look too inviting. It was conjuring this disenchanting feeling of an abandoned and forgotten place. But I proceeded regardless and regretted that I have. I lost there my beloved Fitbit. This unfortunate, though rather insignificant event on a wider scope of the cycle called life, still ruined my day. Guess how surprised I was when Fitbit’s Customer Service Rep emailed me that they would send me a new Fitbit as a replacement. Isn’t it one awesome company? I say ‘YEAH!’.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130203_EnterAtYourOwnPeril

Powinnam była słuchać podszeptów serca, stojąc na wejściu do lokalnego parku. Deszcz i brak światła nie zachęcały do przechadzki, a wręcz odżegnywały od wejścia robiąc wrażenie porzuconego i zapomnianego miejsca na ziemi. Polazłam jednak, mimo ostrzeżeń i zaraz zgubiłam swój ulubiony Fitbit. Choć jest to mało istotne zdarzenie w skali jaką życie może czasem przybrać, to i tak czułam się jak oszukana i pobita. Wyobraźcie sobie jak zaskoczona byłam gdy firma zdecydowała podesłać mi gratis nowy Fitbit. Czy nie są niesamowici? Hurra!
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

My Bit in Fit

New Year’s resolutions craze time notwithstanding, I’m feeling mightily proud that I haven’t succumbed to them this January. But I’m staying quite active in the first few days of this splendid New Year. Hiking, walking, biking and counting the steps with my beloved FitBit – the brilliant Christmas present from Filip and Sara that makes the effort just plain fun. I can’t imagine not feeling energized in this awesome sunny weather with the saguaro cacti greeting me at each trail’s bend. Our Arizona winter vacations might be slowly coming to the inevitable end, but the enormous energy I draw from this environment has to be paying forward, I hope, once we’re back to the sun-deprived British Columbia.

Dumna jestem z siebie, że mimo czasu na noworoczne postanowienia, nie dałam się w tym roku wciągnąć w żadne przyrzeczenia. Jeszcze bardziej zadowala mnie to, że aktywnie spędzamy ten początek roku w Arizonie łażąc po górkach i na przejażdżkach rowerowych, wyliczając dokładnie każdy krok przeze mnie uczyniony dzięki temu niesamowitemu urządzeniu FitBit, który to przypadł mi w udziale jako świąteczny prezencik od Filipa i Sary. Tyle radości spowodowanej taką miniaturową rzeczą może oszołomić, naprawdę. Pogoda też dopisuje i tylko pomnaża pokłady energii w ciele. Kaktusy saguaro witają mnie na każdym zakręcie górskiej trasy a słońce mobilizuje bez ustanku. Mam ogromną nadzieję korzystać z tych energetycznych zasobów jak już wakacje w Arizonie miną i trzeba będzie powrócić do pozbawionej słońca Kolumbii Brytyjskiej.