Posts tagged ·dom·...

On Entry

Who and what greets you when you come through the door entering your home? Your love, your kid, or is it your dog? I miss the times when F. would run to the door when I came home from work. Nothing felt lovelier than seeing his bright face. These days, when the boy is a man, A. is there almost every time, with a smile and a warm embrace causing my heart to leap. One of the kitties will also come to the door, apparently, hearing and sensing my presence when I’m still making my way up the staircase. But when no one is home, and the kitties are napping, all I see when I enter are memories, life’s moments materialized. They are pictures, old and new, they are objects collected, they are little vignettes that mean nothing to an accidental onlooker, but are infinitely meaningful to me. On a single entry, I catch myself noticing just one one of the things, or focusing on a single picture. The rest of them somehow fades into the background. This one item will grab my attention and will steer my mind to the time and the moment when the event took place. The feeling is both reassuring and soothing. Tomorrow, another sight will take its place, invoking resurgence of new emotions. I rely on that little ritual. Walking through that door says I’m home and my Mom’s smiling face only confirms the notion that I’ve arrived.

Kto Cię wita, gdy otwierasz drzwi? Partner? Dziecko? A może pies? Z tęsknotą wspominam czasy, gdy F. gnał do drzwi witając mnie z promienną buzią. Dzisiaj, A. stoi dzielnie w drzwiach z uśmiechem i ciepłym objęciem, i to wystarczy, żebym poczuła szczęście i zadowolenie z chwili. Również kicia majestatycznie nadchodzi, bo ponoć słyszy i wyczuwa moją obecność na długo przed tym zanim stanę pod drzwiami. Gdy jednak w domu nie ma nikogo, a koty podsypiają, witają mnie wspomnienia. Zmaterializowane w zdjęciach, starych i nowych, w przedmiotach pozbieranych po świecie, nic nie znaczących dla przypadkowego gościa, a dla mnie bedących masą wspomnień i znaczeń. Przy każdym otwarciu drzwi jedna tylko rzecz przykuje moja uwagę, natychmiast przenosząc mnie w przestrzeni i czasie do tego jednego wydarzenia i tej jednej doświadczonej chwili. Wielce kojące jest to uczucie i poddaję się temu rytuałowi z ochotą. Jutro, pewnie inny obiekt wpadnie mi w oko i wrzuci mnie w wir zupełnie nowych emocji. Ta wycieczka w czasie jest sygnałem, że jestem w domu a uśmiech Mamy ze zdjęcia tylko mnie upewnia, że dotarłam.

Comments Off

A Flower Nook

I wonder why this is, but there is this one spot in my bedroom where flowers are on display most of the time. It’s this little nook in the room, where a dresser stands, and which has the surface for all kinds of things. Subjects, I like, pretty or stylish, or those I temporarily might not know what to do with, picked up, or gathered, found, or changing places – they all end up there, parking precariously, until their purpose in life is determined.
Do you have such a place in your home? Show me your “flower nook”.
Have a great long weekend, Everyone!

Ciekawa jestem jak to się stało, że jest takie jedno miejsce w sypialni, gdzie prawie zawsze stoją kwiaty. Jet to kawałek powierzchni, na komodzie, gdzie różne przedmioty znajdują tymczasowy dom. Rzeczy, które przypadły mi do gustu, ładne albo bliskie sercu, czy też te, z którymi chwilowo nie wiem co zrobić, przyniesione, zebrane, znalezione, albo przenoszone na inne miejsce – lądują wszystkie w tym samym punkcie, aż im wytyczę jakiś cel w życiu.
Czy jest takie miejsce w Twoim domu?
U nas długi weekend, ostatni letni weekend roku, bawcie się wszyscy dobrze.

Comments Off

At My Table

As you all know by now, I adore weathered pieces of furniture. Being here in Arizona, making this house our home, calls for a few activities I love more than others – shopping for used furniture. Here I come, Craig’s list! When I saw this piece I had this feeling it would be something I loved and sure enough, it was. The splurge of $40 and this stands now in the middle of our vast kitchen, uniting the slickness of black granite counter tops and the coolness of the stainless steel appliances, making the kitchen this warm place to come to. The spot that’s waiting for you to plop the basket full of the farmers’ market goodies you’ve just brought, right there, in the middle of it, and to sit down to have a breather at last from the heat of the Arizona summer.

Nie jest już to żadną tajemnicą, że zakochana jestem w meblach “z przeszłością” – starych i sponiewieranych. Meblowanie domu w Arizonie pozwala na spędzanie czasu na poszukiwaniu starych mebli, które ten dom wyposażą. Craig’s list jest miejscem kupna i sprzedaży wszystkiego, więc i ja jestem stałą bywalczynią na tym portalu. Gdy wypatrzyłam ten egzemplarz, to miałam nadzieję, że będzie to coś co mi się spodoba i tak też było. Tylko $40 później i teraz stoi ten stół na środku naszej przepastnej kuchni i zgrabnie łączy swoją starość ze śliskością czarnego granitu na blatach, z chłodem maszyn kuchennych wykończonych nierdzewną stalą. Jest takim miejscem, w kierunku którego, bezwiednie, kierujesz swoje pierwsze kroki po wejściu do domu. Miejscem, gdzie składasz torby z zakupami i miejscem, przy którym zasiadasz by odetchnąć od arizońskiego upału.

Love Road Actually

Finally it starts feeling like we’re settling down into this new house of ours, but also, like we’re setting a home. Since the house sits on Love Road, I thought the love theme to be not only appropriate, but also affectionate, adorable and affordable “actually”. Here, on Love Road, it’s all about ‘love’.

W końcu zaczynamy się czuć, że nie tylko zasiedlamy powoli ten nasz nowy dom, ale też z każdym nowym dniem czujemy się tutaj coraz bardziej jak u siebie w domu. Ponieważ dom stoi na Drodze Miłości (serio “Love Road”), to temat miłosny wydaje się nie tylko odpowiedni, ale również taki czuły, rozkoszny, i bardzo niedrogi do dekoracji. Więc tutaj, na Drodze Miłości, wszystko jest na ten właśnie temat.

Comments Off

Desert Colours

What can I say to excuse my absence from Majology? That I was busy? That I did not have anything of significance to share? Or that I was lazy? The truth is all of the above. The usual Christmas prep, what almost always motivates me and pushes me to cram a lot of work and projects in, has me off the hook this year, as we’ve decided to spend this Christmas in Phoenix. There will be no seasonal decorations in this house, no Christmas tree, nor there will be the familiar crowd at our Christmas Eve table. But still I tremble with excitement and anticipation and I’m in the most eager of stages to pack the SUV and the trailer and take whatever I can do without in this house and bring it over to the new one. This will be the shedding of sorts as we’ll let more room and light in our regular living quarters here, and will add all this well-utilized and comfortable stuff to our new home in Phoenix. This sounds to me like the best of two worlds. I’d be amiss, if I didn’t admit that I spend a lot of time thinking how I want our Arizona home to look and feel. One of the most essential points in decorating is that the home fits the surrounding, that it becomes the part of its environment. While hiking the San Tan Mountains in Queen Creek, Arizona I collected a few rocks that were showing the local desert colours so beautifully. Right there I knew the answer to the basic colour palette I wanted to use in our new home. What do you think?

Jak mogę wytłumaczyć swoja długą nieobecność na Majologii? Że byłam zbyt zajęta? Że nie miałam nic ważnego do zakomunikowania? Że byłam leniwa? Każda z tych wymówek ma w sobie trochę prawdy. Zwykle o tej porze, rzucam się w wir świątecznych przygotowań. One też powodują, że borykam się z całą masą pracy i świątecznych projektów. Ale nie w tym roku. W tym roku mam odpuszczone, jako że zdecydowaliśmy spędzić święta w Phoenix. Nie będzie więc tutaj ani świątecznych dekoracji, ani choinki, ani też znajomego tłumu przy stole wigilijnym. A mimo to cieszę się niezmiernie na moment, kiedy spakujemy auto z przyczepą i zabierzemy z sobą wszystko to, bez czego możemy poradzić sobie w starym domu, po to żeby wyposażyć nowy. Dużo też myślę o dekorowaniu domu w Arizonie. Wierzę, że ważne jest, żeby dom wkomponował się łatwo w otoczenie, tak żeby był tego otoczenia częścią. Jeszcze bedąc w Phoenix, ruszyliśmy na pieszą wędrówkę w regionalnym parku San Tan Mountains, gdzie zebrałam kilka skałek w tych stonowanych kolorach pustyni. Ta kolekcja natychmiast natchnęła mnie co do dekoratorskiej palety w nowym domu. Jak Wam się podobają te kolory?

Ducks in the City

There is this flock of ducks living under our window. The grassy patch in the center of our condo complex turns into a wetland when it rains, or when it’s cold, like these last few days. The ducks sit in the puddles for hours, happily sharing their recreational site with a few more duck couples. It takes an occasional raccoon to scare them off so they return briefly to their living quarters in the nearby Green Timbers park. But then they come back. They must like the ambiance of this place.

Małe stado kaczek żyje sobie pod naszymi oknami. Trawiasty teren pomiędzy budynkami naszego kompleksu apartamentowego zamienia się w teren podmokły zawsze kiedy pada, lub jest zimno i pochmurnie, jak to bywa tutaj ostatnio. Te kaczki spędzają dlugie godziny w kałużach, dzieląc chętnie to swoje miejsce rekreacyjne z kilkoma innymi kaczymi parkami. Szop pracz da radę je czasem przegonić, po czym na krókto wracają do swojego domu w pobliskim parku Green Timbers. Ale zaraz są z powrotem. Musi im się tutaj podobać.

Comments Off

Spools

These wooden spools are all about memories for me. Sewing was something I’ve never learned from my Grandma though she tried ferociously to get the skill into me. Now, it turns out, I would love to know how, but all that I can do, is to collect the wooden spools that remind me of days gone by. These are pleasant recollections.

Te drewniane szpulki wywołują wiele wspomniń.  Nigdy nie nauczyłam się szyć, mimo że Babcia próbowała bardzo aktywnie, żebym przyswoiła sobie tę umiejętność.  Na darmo.  Dzisiaj okazuje się przydałoby się wiedzieć coś o szyciu, ale pozostaje mi tylko kolekcjonowanie tych starych szpulek, które wdzięcznie przypomninają mi przeszłość.  Miłe są te wspomnienia.

Comments Off

Lilacs’ Aroma Wafting in the Breeze

I’ve almost stated here that lilac is my absolute favourite flower, but then I remembered that I said the same thing about ranunculus, violets, peonies, and daisies.  I love flowers – let’s leave it at that.  Without the blooms, the lilac bush is rather unremarkable, but once the blooming bunches come to life, it’s heaven on earth.  The cottage A.’s Mom has in Poland is surrounded by lilac bushes, and not once was I lucky enough to be there when lilac was in full bloom.  Not this year either, hopefully, next spring.

Właśnie chciałam orzec, że bez jest moim najbardziej ulubionym kwiatem, ale zaraz przypomniałam sobie, że podobne orzeczenia składałam na rzecz ranunculus, fiołków, piwonii i margaretek. Wystarczy, że powiem – uwielbiam kwiaty. Bez kwiatów, krzak bzu jest raczej mało atrakcyjny. Gdy zaczyna kwitnąć, to robi się tak anielsko. Mama A. ma dom na wsi otoczony bzami. Nigdy dotąd nie udało mi się tam być w czasie, gdy zakwita bez. W tym roku też nie, mam nadzieję na przyszłą wiosnę.