Posts tagged ·dekoracja wnętrz·...

Unrefined Eclectic Country

I’ve taken an online decorating quiz today, curious to know how refined my decorating style has become. The answer – mostly unrefined, but decidedly country cottage, encompassing and eclectic, modern in its simplicity and its overall lack of fussiness. Though the summary couldn’t be more inconclusive, I still like that I’m all these things.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130225_EclecticCountry

Przetestowałam się dzisiaj w dziedzinie dekoracji wnętrz, ciekawa czy mój dekoratorski styl nabrał po latach jakiegoś wyrafinowania. W odpowiedzi dowiedziałam się, że o wyrafinowaniu nie ma mowy, że styl mam prosto z wiejskiej chaty, ale za to obejmujący wiele różnych elementów, eklektyczny i nawet względnie modernistyczny w swojej prostocie i braku grymaszenia. Choć podsumowaniu brakuje przekonywującej konkluzji, to i tak podoba mi się, że jestem każdą z tych rzeczy.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Comments Off

By My Bedside

The title may sound a little serious, but actually, it’s all a light and pleasant matter. As I spend long hours today in my bed, nursing a call, I have a chance to look around and notice things. I’ve realized that I don’t have a night table, nor do I have a night stand. I also notice, that these would have come today rather handy for placing a cup of tea on one or the other. Instead, I have night drawers, converted into night shelves – old discarded drawers that served no purpose anymore, which I picked up in my usual cast-out-loving fashion and turned them into something practical. Recycling at its best, I think. Hope you like!

Tytuł posta brzmi trochę poważniej niż to było moim zamiarem, ale tak naprawdę to kwestia poruszana jest łatwa, lekka i przyjemna. Ponieważ spędzam dzisiaj długie godziny w łóżku pozbywając się tego krnąbrnego przeziębienia, nagle zauważam rzeczy, które uciekły mojej uwadze wcześniej. Na przykład to, że nie mam stolika nocnego, który nota bene, przydałby mi się dzisiaj by spocząć na nim filiżankę gorącej herbaty z cytryną i miodem. Zamiast stolika nocnego mam nocne szufladly, a właściwie stare, porzucone szuflady, przeistoczone w nocne półki. “Śmieci”, które miały już niczemu nie służyć, przywleczone przeze mnie do domu i zmienione w coś praktycznego. Według mnie, jest to najlepsza forma recyklacji, ale oczywiście czy jesteście za, czy przeciw, zależy w dużej mierze od Waszego stylu dekorowania osobistej przestrzeni. Mimo takich warunków, nadal mam nadzieję, że aprobujecie.

Comments Off

Reclaimed

I’m a huge fan of furniture made of reclaimed lumber, but I had never thought that I’d have had my own story to tell. Actually, there is not much to tell. These are just basic shelves, but I liked the lumber that came from discarded construction palettes, which lent itself nicely to this handy wall application in our little office.

Jestem fanem mebli zrobionych z drewna z odzysku, ale nigdy nie myślałam, że sama też mogę
w tym odzysku uczestniczyć. Nie ma co wiele opowiadać, bo historia jest prosta. Zbiłam kilka półek z desek które przyszły z porzuconą paletą z budowy. Niby nic, ale miły dodatek na ścianę w ciągle jeszcze w większości pustym domu.

Comments Off

Sew Proud

I have my little sewing corner finally ready thanks to my friend M. who got me a fantastic spool rack to build the space around.  I had curtains for the home office made in no time.  Now some chair cushion covers await.  I intend to get myself fabulously skilled in this sewing business, as the next challenge is on the horizon –  linen chair slip covers, images of which I devoutly collect on my Pinterest.

Doczekałam się chwili, kiedy to wreszcie zaistniał mój mały kącik krawiecki. Wszystko dzięki M., która obdarowała mnie tym maniackim wieszakiem na szpulki, i wokół którego stworzyłam to miejsce. Zasłony do biura wyprodukowałam w oka mgnieniu. Teraz przymierzam się do poszewek na poduszki na krzesła. W zamyśle są cudne lniane pokrowce na krzesła i kanapy, którym pilnie się przyglądam i zbieram na Pinterest. To jednak nie przyjdzie mi tak łatwo, bo muszę się trochę do tej sztuki szycia przyuczyć, ale zamiary w tym kierunku mam nadzwyczaj poważne.

On a Mission – a New Home Office

It’s a funny feeling, you kind of know what you want your surroundings to look like, but you’re nowhere close to affording it. So you envision, imagine, believe, then shortly after, it slowly starts coming together as if it were meant to materialize whether you planned on it or not. This is beginning to happen to me. When we acquired the house on Love Road, one of bedrooms was destined to be our little home office. A. and I like to share the space, so I wanted the office style to reflect the sensibilities of the both of us. Nothing too feminine, yet not the “server-room-that-happens-to-fit-into-a-closet” type of thing that I know all too well from our home back in Canada. For one reason or another, I craved subdued colours, based in white, with plenty of smoky greys, aubergine, an odd dusty pink and some bright woody browns for the nice contrast. I started recognizing little elements around me that would nicely harmonize with the vision. One of the examples are the rocks I gathered and then brought from the White Rock beach all the way to Arizona. They just happened to have the perfect hues for the project. Then, visiting the Schnepf Farm in April, I found this amazing huge feather, again, fitting the colour scheme so nicely. The trend followed and I kept collecting – the airy cotton curtains in the earthy tone, some dishes, and from there, IT started happening and the vision grew. I must admit, I have accessories now, but hardly any furniture yet. Somehow, it worries me not.

Zabawne jest to odczucie, bo jakkolwiek jest ci wiadome jak chcesz, żeby twoje otoczenie wyglądało, to niestety nie stać cię na takowy wydatek. Więc wymyślasz, marzysz, wierzysz, i wkrótce, wizja zaczyna przybierać kształtów, jakby miała się zmaterializować czy chcesz, czy nie chcesz. Tak właśnie się dzieje w moim przypadku. Po zakupie domu na Love Road, jedna z sypialni miała być przeznaczona na domowe biuro. Jako że A. i ja lubimy spędzać czas razem, wiedziałam, że nie będzie to przestrzeń wystrojona wybitnie kobieco, ale zależało mi też na równowadze, i nie wyobrażałam sobie, że powtórzymy błędy z domu w Kanadzie, gdzie to szafa wyposażona jest w sprzęt komputerowy, który z pewnością utrzymałby małą korporację. Chciałam, żeby kolory były nieco przyciszone, z białymi ścianami zaakcentowanymi szarością, oberżyną, przydymionymi fioletami, z jasno-brązowymi elementami dla kontrastu. Ze zdziwieniem zaczęłam rozpoznawać te akcenty wokół siebie. Te kamienie zostały przywleczone przeze mnie aż do Arizony z plaży w White Rock. Przyciągnęły moją uwagę odcieniami, które idealnie wpasowały się w kolory wymyślone na biuro. Odwiedzając farmę Schnepf, znalazłam to ogromne pióro, znowu w kolorach, które mnie tak zainspirowały. Ten trend był kontynuowany przy zakupie firanek, czy porcelanowych naczyń. Po niedługim czasie, wszystko zaczęło formować pewną koherentną całość, a moja wizja nabierała kształtów. Wprawdzie na razie posiadam głównie dodatki, a bardzo niewiele mebli, ale jakoś to mnie w ogóle nie martwi.

My Love for Anything “Atlanta Bartlett”

I’m aware how “heavy” and decisive this statement sounds, but believe me, if you were looking, at this very moment, at Atlanta Bartlett’s latest book “Pale & Interesting”, you’d be coming to the same conclusion. Well, at least, if your preferred decorating style happened to be what I boundlessly adore – vintage and thrift store finds incorporated into clean, light, and airy spaces that are delightfully sparse, but are rich with textures, colours and the beauty of the old, well-weathered, and well-made pieces of furniture and accessories. Give me some chipping paint, patina-marked cutlery, intricate woodwork, lots of loose-woven crumpled linens, freshly cut flowers, and mixed-and-matched vessels in the kitchen, and I’m in my dream world and don’t want to leave, ever. Every page I turn, I have to stop and devour the look. Despite the fact that I’m very familiar with it by now, it still grabs my heart and attention with so many new details. The two other books by Atlanta Bartlet I own, I know by heart, certain what the next image will be when turning pages, still, the “Pale & Interesting” is unbelievably fresh and exciting for me to read. Some will say that the style is increasingly more costly to achieve and its shabby look is deceiving, suffice to visit any given antique store to learn how pricey these old pieces can get. I agree, but somewhat only. Yes, if you’re impatient and insist on decorating your home quickly. But I’ll say no, If you visit the thrift stores frequently and with stoicism, if you don’t rush or push for any specific buy, if you simply wait for this one opportune moment when the perfect piece just manifests itself for the taking – then the style becomes quite affordable as it takes time, both to collect, and to appreciate its beauty.
My last word is about the photography by Polly Wreford who worked with Atlanta Bartlett on most, if not on all, of her books. I appreciate this photographer’s style very much, but to me, she truly shines when working in this very dynamic duo. Some serious inspiration is being churned when these two ladies work together. I just hope this particular team will stay together and will continue to inspire with the style that grows, but is always easy, comfortable, relaxed, white, and now pale, and interesting.

Title: “Pale & Interesting” decorating with whites, pastels and neutrals for a warm and welcoming home
Authors: Atlanta Bartlett (Stylist), Dave Coote (Designer)
Publisher: Ryland Peters & Small (March 31, 2011)

Zdaję sobie sprawę, że tytuł tego odcinka brzmi nad wyraz stanowczo i ostatecznie: “Moje uwielbienie wszystkiego co się wiąże z Atlantą Bartlett”. Uwierzcie jednak, że gdybyście teraz właśnie trzymali w rękach najnowszą książkę Atlanty Bartlett “Pale & Interesting”, zgodzilibyście się ze mną całkowicie. Przynajmniej, jeśli Wasz styl dekoratorski zgadza się z moją adoracją staroci wkomponowanych w czyste, jasne, przestrzenne pomieszczenia, bogate w faktury, kolory, i bogactwo tych zużytych, ale dobrze wykonanych mebli i akcesoriów. Wszystko czego mi trzeba, żeby nie chcieć wyjść z pomieszczenia to trochę obłażącej farby, zaśniedziałe sztućce, misternie wykończona stolarka, mnóstwo miękkiego lnu, trochę świeżych kwiatów i nie od pary naczynia w kuchni. Każda strona tej książki cieszy mnie mnóstwem fascynujacych detali, mimo że styl tej autorki jest mi dobrze znany z dwóch jej książek, które posiadam. Nadal jednak “Blado i interesująco” (tłumaczenie moje) zachwyca świeżością i nowym spojrzeniem na znajomy temat. Niektórzy twierdzą, że ten styl jest coraz droższy do zrealizowania i że jego “ubogość” jest złudna, bo wystarczy pójść do pierwszego sklepu z antykami, żeby przekonać się jak bardzo nas na nie nie stać. Zgodzę się z tym punktem widzenia tylko częściowo. Tak jest, jeśli starasz się wyprodukować ten styl natychmiastowo i skazana jesteś na szybkie wydanie kasy. Nie, jeśli masz czas i cierpliwość odwiedzać sklepy z drugiej ręki, pchle targi często i z dużą dozą stoicyzmu. Kiedy nie spieszysz się z zakupem, a raczej wyczekujesz na ten jeden moment, kiedy to przedmiot z Twoich marzeń nagle zmaterializuje się przed Tobą – wtedy ten styl jest całkiem przystępny, bo czasu wymaga zarówno kolekcjonerstwo, jak i wyrobienie w sobie smaku.
Na koniec jeszcze kilka słów o fotografce Polly Wreford, która współpracowała z Atlantą Bartlett podczas tworzenia większości, jeśli nie wszystkich jej książek. Doceniam bardzo styl fotograficzny tej zdolnej artystki, ale wydaje mi się, że lśni ona wtedy gdy te dwie panie pracują razem. Mam nadzieję, że ta twórcza grupa kontynuować będzie tę współpracę i w ten sposób inspirować stylem, który ciągle ewoluuje, ale jest zawsze łatwy, wygodny, pełen relaksu, w bieli, no i teraz blady i interesujący.

Tytuł: “Blado i interesująco” dekorowanie w bielach, pastelach, i kolorach neutralnych w ciepłym i gościnnym domu (tłumaczenie moje)
Autorzy: Atlanta Bartlett (Stylistka), Dave Coote (Projektant)
Wydawca: Ryland Peters & Small (31 marca 2011)

Desert Colours

What can I say to excuse my absence from Majology? That I was busy? That I did not have anything of significance to share? Or that I was lazy? The truth is all of the above. The usual Christmas prep, what almost always motivates me and pushes me to cram a lot of work and projects in, has me off the hook this year, as we’ve decided to spend this Christmas in Phoenix. There will be no seasonal decorations in this house, no Christmas tree, nor there will be the familiar crowd at our Christmas Eve table. But still I tremble with excitement and anticipation and I’m in the most eager of stages to pack the SUV and the trailer and take whatever I can do without in this house and bring it over to the new one. This will be the shedding of sorts as we’ll let more room and light in our regular living quarters here, and will add all this well-utilized and comfortable stuff to our new home in Phoenix. This sounds to me like the best of two worlds. I’d be amiss, if I didn’t admit that I spend a lot of time thinking how I want our Arizona home to look and feel. One of the most essential points in decorating is that the home fits the surrounding, that it becomes the part of its environment. While hiking the San Tan Mountains in Queen Creek, Arizona I collected a few rocks that were showing the local desert colours so beautifully. Right there I knew the answer to the basic colour palette I wanted to use in our new home. What do you think?

Jak mogę wytłumaczyć swoja długą nieobecność na Majologii? Że byłam zbyt zajęta? Że nie miałam nic ważnego do zakomunikowania? Że byłam leniwa? Każda z tych wymówek ma w sobie trochę prawdy. Zwykle o tej porze, rzucam się w wir świątecznych przygotowań. One też powodują, że borykam się z całą masą pracy i świątecznych projektów. Ale nie w tym roku. W tym roku mam odpuszczone, jako że zdecydowaliśmy spędzić święta w Phoenix. Nie będzie więc tutaj ani świątecznych dekoracji, ani choinki, ani też znajomego tłumu przy stole wigilijnym. A mimo to cieszę się niezmiernie na moment, kiedy spakujemy auto z przyczepą i zabierzemy z sobą wszystko to, bez czego możemy poradzić sobie w starym domu, po to żeby wyposażyć nowy. Dużo też myślę o dekorowaniu domu w Arizonie. Wierzę, że ważne jest, żeby dom wkomponował się łatwo w otoczenie, tak żeby był tego otoczenia częścią. Jeszcze bedąc w Phoenix, ruszyliśmy na pieszą wędrówkę w regionalnym parku San Tan Mountains, gdzie zebrałam kilka skałek w tych stonowanych kolorach pustyni. Ta kolekcja natychmiast natchnęła mnie co do dekoratorskiej palety w nowym domu. Jak Wam się podobają te kolory?

Spools

These wooden spools are all about memories for me. Sewing was something I’ve never learned from my Grandma though she tried ferociously to get the skill into me. Now, it turns out, I would love to know how, but all that I can do, is to collect the wooden spools that remind me of days gone by. These are pleasant recollections.

Te drewniane szpulki wywołują wiele wspomniń.  Nigdy nie nauczyłam się szyć, mimo że Babcia próbowała bardzo aktywnie, żebym przyswoiła sobie tę umiejętność.  Na darmo.  Dzisiaj okazuje się przydałoby się wiedzieć coś o szyciu, ale pozostaje mi tylko kolekcjonowanie tych starych szpulek, które wdzięcznie przypomninają mi przeszłość.  Miłe są te wspomnienia.

Comments Off