Posts tagged ·camping·...

Larrabee

Sounds like a sorcerer’s incantation, doesn’t it? Yet, Larrabee stands for the Larrabee State Park where we camped for a few days and nights last week. Situated on the Pacific Northwest coast, hugged by the luscious temperate rain forest, the place was nothing short of extraordinary. We played in the ocean, napped by the ocean, admired the ocean. We hiked a little, smelled the flowers, and sat by the campfire late into the night. In short, we did everything what should be done in the glorious time of summer.

Larrabee… brzmi jak zaklęcie czarnoksiężnika, ale to tylko stanowy park gdzie spędziliśmy kilka dni i nocy koczując pod namiotem i przy ognisku. Larrabee usytuowany jest w stanie Washington, na wybrzeżu Pacyfiku, spowity w omszonych, wilgotnych lasach strefy umiarkowanej. Jest to piękne miejsce gdzie udało nam się i pobawić w oceanie, i trochę podrzemać przy nim, i podziwiać go bez końca. Połaziliśmy po górach, wąchaliśmy wszystkie napotkane polne kwiatki i długo odpoczywaliśmy przy ognisku. Jednym słowem, robiliśmy wszystko, żeby cieszyć się pełnią cudnego lata.

A Starry Night

There were a few camping trips that happened between now and my last post. Since I feel a need to explain to you why I wasn’t around Majology, and because I missed you all, I hope you’ll find the reasons compelling enough and you’ll keep reading on. You see, it’s hot here. Really, really hot; so we make every effort to escape the heat of the southern Arizona by hopping into the car and driving around 120 miles up north where the temperatures drop to considerably more livable. The drop of 30ºF makes all the difference. So when we find ourselves spending way too little time outside and way too much of it confined to the air-conditioned rooms in front of the laptops, we know it’s time to take off.
Also, if you read any of my last year’s accounts from our vacations in Europe, you’ll know we are devoted wild mushroom pickers and as it turns out, the area where we go camping is gloriously abundant with all kinds of them. It’s still quite early in the season, but they start popping up and we can’t help, but to go into the woods and be checking and learning what varieties of wild mushrooms are available here, in Arizona.
As I have a few posts ready for you, let me leave you with the image from the gorgeous starry night we’ve enjoyed while camping. Can you see the Big Dipper, there? I’ll see you back here in a bit.

 

Kilka krótkich wycieczek kampingowych miało miejsce od czasu mojego ostatniego pisania na Majologii. Moja nieobecnośćs jednak wywołuje na tyle dużo winy we mnie, i ponieważ naprawdę stęskniłam się za Wami, to czuję się w obowiązku wyjaśnić dlaczego milczałam. Jak wiecie, temperatury w Phoenix są aktualnie upiornie wysokie, Jest tak gorąco, że każda okazja, żeby uciec z miasta jest natychmiast przez nas wykorzystana. Wskakujemy do samochodu i jedziemy na północ od Phoenix, około 200 km, gdzie to temperatura powietrza spada z 40ºC do zaledwie 25ºC, więc jak tego nie robić? Jak tylko czujemy, że źyjemy więcej w domu, przed komputerem, w klimatyzowanych pomieszczeniach, niż na świeżym powietrzu, to już wiadomo, że czas ponownie wyruszyć na północ.
W dodatku, jest to kraj na zbieranie grzybów i jeśli zaglądaliście na Majologię w zeszłym roku podczas naszych letnich wakacji w Europie, to wiecie, że jesteśmy wielbicielami tego typu zajęcia. Jest jeszcze trochę za wcześnie na pełny grzybowy sezon, ale ponieważ zaczynają się pokazywać, więc trudno jest się oprzeć, żeby nie wyruszyć do lasu w poszukiwaniu i w celu przyuczenia się jakie to grzyby rosną tutaj w Arizonie.
Ponieważ mam kilka odcinków Majologii gotowych do wypuszczenia, to będę szybko z powrotem. A tymczasem zostawiam Was z tym zdjęciem z naszego noclegu w lesie, gdzie zagwieżdżone niebo cieszyło nas niezmiernie.

Comments Off

Hiking in Sedona

We left for a short camping trip to Sedona. I was going somewhat reluctantly, not envisioning I could be spending time more pleasantly there than I could on Love Road, but I was wrong. Sedona is such a stunning place. As we drove through some mountainous, but mainly green landscape filled with pines and juniper trees, as well as through the impressive greenery of the Verde Valley, we were greatly surprised to be unexpectedly greeted by this luminous red-hued terrain, with unpredictable formations made of the intensely red sandstone. The weather was so agreeable too, a liveable 84ºF, as opposed to the oppressive 108ºF in Phoenix. Hiking the Cathedral Rock was the ultimate reward as the hike kept bringing us higher and higher, revealing amazing views from the top. The town of Sedona is perhaps a tad to commercialized for my liking, but it’s to be expected with everybody going there for hundreds of hiking trails. Thankfully, we’ve left the retail world behind and ventured farther north, towards Flagstaff, where we nestled in a small campground, and stayed there for the night in the shadows and the fragrance of the panderosa pines. Oh, that smell!

Wyruszyliśmy na krótką wycieczkę kampingową do Sedony. Jechałam raczej niechętnie, nie wyobrażając sobie, że mogę tam spędzić czas przyjemniej niż na Love Road, ale się myliłam. Sedona jest niezwykłym miejscem. W drodze do Sedony, otaczał nas górski, ale głównie zielony krajobraz pełen sosen i jałowca, oraz nadzwyczajna zieleń, jak na Arizonę, w Verde Valley. Tym bardziej więc zaskoczył nas intensywnie czerwono zabarwiony teren, naznaczony ogromnymi formacjami z czerwonego piaskowca, gdy wjechaliśmy do miasteczka. Pogoda też nam sprzyjała, bo 29ºC było o wiele bardziej przyjazne, niż opresyjne 42ºC, które pozostawiliśmy za sobą w Phoenix. Wycieczka w góry, trasą do Cathedral Rock okazała się być ostateczną nagrodą, bo wspinając się na coraz to wyższe skałki, odsłaniał się przed nami niemożliwy do opisania widok. Samo miasteczko było nieco zbyt skomercjalizowane jak na mój gust, ale trudno się temu dziwić skoro tysiące ludzi spędza tutaj wakacje korzystając z niezliczonej ilości górskich szlaków do przejścia. Nam jednak było dane przenieść się nieco dalej na północ, w pobliże Flagstaff, gdzie znaleźliśmy cichy kamping wśród oszałamiająco pachnących sosen panderosa. Ach, ten zapach!

Rain in the Desert

All this warm dry desert weather and summery temperatures  had us lulled into the total weather non-assertiveness and, as a result, we woke up drenched in water.  Maybe not literally, but all our camping gear was soaking wet.  The tumultuous weather systems were rolling by one after another signaled only by the sheer drama in the sky, downpours and rainbows included.

Ta ciepła pustynna pogoda i letnie temperatury uśpiły naszą pogodową czujność i efekt był taki, że obudziliśmy się rano przesiąknięci deszczem.  Nie my osobiście, ale cały nasz sprzęt kampingowy wręcz ociekał wodą.  Gwałtowne systemy pogodowe przewalały się przed nami jeden po drugim, niezapowiedziane, a sygnalizowane tylko dramatycznym niebiem, ulewą jak i nieoczekiwana tęczą.

Camping – Love It, or Hate It

I happen to love it.  It must be all my childhood conditioning that’s paying off now.  All through my schooling years, it was the vacation of choice for our family.  My Dad, a serious angler, would pack us and take us to a lake that had to be so isolated from the world, that no humans would impose on our vacations.  This was also before the organized campgrounds, so al fresco living was how we existed for straight two weeks.   Well, I have never met a child who wouldn’t like camping, and it seems that the camping haters I meet once in a while, are people who never had a pleasure to experience it in their formative years.
This camping was equally pleasurable.  We stayed on the Detroit Lake Oregon State Park, with plenty of water and an inordinate number of fowl birds of every kind.  The weather was quite nice too.  It was so good to relax and breath the freshest air.

Biwakowanie – albo je lubisz, albo po prostu nienawidzisz.  Ja należę do wielbicieli.  Zapewne wpływ na to miał fakt, że mój Tato był poważnym wędkarzem i przez całe moje szkolne lata, urlop spędzaliśmy pod namiotem, na odludziu i w totalnej dziczy.  Było to jeszcze zanim nadszedł czas zorganizowanych kampingów, więc żyliśmy al fresco przez dwa tygodnie.  Prawdę mówiąc, to nigdy nie spotkałam dziecka, które by nie lubiło biwakow, a te napotkane osoby, które twierdzą, że nie lubią kampingowania, to zwykle ci, co nie zaznali tej przyjemności jako dzieci.
To nasze dzisiejsze kampingowanie było bardzo miłe.  Zatrzymaliśmy się nad sztucznym jeziorem Detroit w stanowym parku w Oregonie, gdzie nie brakowało wody oraz wodnych ptaków każdego rodzaju.  Pogoda też dopisała.  Wreszcie nadszedł czas na relaks i oddychanie cudownym, świeżym powietrzem.