Yes, the title to this post might be the metaphor for a certain decision I’ve made recently, but hopefully, it’ll not come to that. I’d rather tell you about the eggs… and the other produce that I’ve sought while in Arizona. Quite appropriately, with Easter arriving in a short week, we zealously indulged in fresh eggs. And, fresh they were. The first time I visited Mary’s little homestead after finding her on Craigslist, I was smitten with her little team of obliging hens. I couldn’t dream of fresher eggs as she was filing my egg basket physically lifting hens while they were laying eggs and taking still warm eggs from under them. They didn’t seem to mind, though. There also was one hen that was hatching eggs and this, too, was amazing to watch, because she let me peek under her belly so I could see the pecking marks on egg shells ready to crack. I can’t tell you how enjoyable this experience was for me, and to top it all, not able to give me some change for the eggs I bought, Mary offered to give me freshly picked oranges and grapefruit, instead. How cool is that?

Tytuł tego odcinka może zabrzmieć jak metafora do decyzji ostatnio przeze mnie podjętej. Na szczęście nie ma przysłowiowego odpowiednika w języku polskim, więc pisać o niej nie będę, za to chętniej opowiem o świeżych jajkach i innych produktach, których to aktywnie szukamy tutaj w Arizonie. Ponieważ Wielkanoc już tak blisko, to jajka, jak przystało na te święta, były w centrum uwagi. I nie jakieś tam jajka, tylko bardzo świeże jajka, tak świeże, że świeższych już nie mogę sobie wyobrazić. Gdy poraz pierwszy odwiedziłam wiejską zagrodę Mary, natychmiast otoczenie przypadło mi do gustu, z całą tą jej hodowlaną menażerią – kurami, kaczkami, koniami, kucykami, fantastycznym ogrodem i mnóstwem drzew cytrusowych. Jajka zbierała do koszyka podnosząc kury z gniazd i wybierając spod nich dopiero co zniesione i jeszcze ciepłe. Żadna z kur nie protestowała, a wręcz przeciwnie wydawały się być dumne i zadowolone z takiego obrotu sprawy. Była tam też kurka, która cierpliwie wysiadywała jajka, i która też nie miała nic przeciwko temu, żebym podlądała jak spod brzucha wyglądają młode kurczaczki, jak i te, co to dopiero się przez skorupki przebijają. Całe to doświadczenie było po prostu niewiarygodne, a już totalnym uwieńczeniem był moment, kiedy to Mary zabrakło reszty na wydanie po opłaceniu jajek, i którą to resztę oddała w zrywanych na moich oczach pomrańczach i grejfrutach.

Related Posts with Thumbnails