I live in a city of almost two and a half million people. Thus, it never fails to amaze me that I can find a bucolic site like the one in the picture just a few kilometers away from where I live. As the scenery always puts me in the best of moods whenever I visit the Barnston Island, I also want to keep its existence my little secret. Judging by the many tired city folks flocking to that little paradise on Sunday afternoon, the secret must be out. To get there you take a ferry, which is no more than a barge pushed by a tug boat. It tirelessly crosses the Fraser River every few minutes, and it’s free of charge, yes, you’ve read it right. Once on the island, you ride, run, or walk a perimeter of the island which amounts to a 10K loop. While doing that, you get lost in the scenery, fields, pastures, and meadows; its smells, its magnificent views of the mountains; and in the zen-like feeling of total relaxation. Aum…

Mieszkam w mieście, które posiada prawie dwa i pół miliona ludzi, a ciągle jeszcze nadziwić się nie mogę, że taką wiejską scenę jak ta powyżej znaleźć mogę o zaledwie kilka kilometrów od domu. Jako że ta bukoliczna okolica wprawia mnie w doskonały nastrój ilekroć trafię na wyspę Branston, to i pragnę trzymać jej istnienie w ścisłej tajemnicy. Sądząc po tłumach zmęczonych miastowych ciągnących w jej kierunku w niedzielę, podejrzewam, że sekret się wydał. Żeby dostać się na wyspę trzeba wsiąść na prom, który właściwie promu nie przypomina, bo jest barką popychaną przez holownik. Przekracza on rzekę Fraser co kilka minut i jest bezpłatny – fakt, który już od dwudziestu lat jest tak samo ciągle jeszcze zaskakujący. Droga obiegająca wyspę, a która ma dokładnie 10 kilometrów w obwodzie jest idealna na przejażdżki rowerowe, bieganie, czy spacery. Ponieważ okolica jest piękna, z całą tą wiejską sielanką, pastwiskami, polami, łąkami, zapachami i widokami gór, to nie trudno o wprawienie się w stan duchowego uniesienia i totalnego relaksu. Aum…

Related Posts with Thumbnails