We’ve left the lovely Phoenix to come back home at last. It must be the combination of Christmas, the new house, the time off, the Arizona sun that made me utterly unprepared to enter the January reality with the Vancouver’s drizzly nature. Everywhere I turn, I see people bursting with fresh, new-year God-given energy, exercising, organizing, and generally well-prepared to survive the two more months of winter that are inevitably coming. Meanwhile, I can hardly get back to regular work, let alone clean or organize anything. Even my beloved blog is getting the way-side treatment. Everything seems to be a tremendous effort these days and I so hope, there are souls out there who feel the same way. Mom says the reason for this might be our over-excited lifestyle of the last year with lots of travel and stimulation, which will make returning to routines really hard and will cause lots of unnecessary turmoil before things will settle down again. I hope she’s right. In the meantime, being a social disaster in winter as I am, I decided to embrace my laid back style without questioning and simply to wait it out until the time I finally snap out of my funk. So until this happens, forgive me while I sort through the duality of the hot Arizona and the cold and wet Vancouver, the missed deadlines, and all the misplaced resolutions I affirmed earlier in the year. Now is simply the time to be easy on oneself and this is what I’m doing. Hugs xoxoxo.

W końcu musieliśmy opuścić Phoenix i wrócić do domu. Połączenie Świąt, nowego domu, wolnego czasu i mnóstwa słońca spowodowały, że byłam całkowicie nie przygotowana na powrót do styczniowej rzeczywistości, łącznie z vancouverską mżawką. Gdzie nie popatrzę, widzę istoty tryskające noworoczną energią – nowych członków sal gimnastycznych, zorganizowanych i dobrze przystosowanych na przeżycie następnych dwóch zimowych miesięcy. Tymczasem, ja, ledwo daję radę wybrać się na czas do pracy, nie wspominam więc nawet o organizowaniu lub sprzątaniu czegokolwiek. Nawet mój blog jest traktowany odmownie ostatnimi czasy. Wszystko co robię wydaje się być ogromnym wysiłkiem i nadzieja tylko w tym, że są inni, którzy czują się podobnie. Mama twierdzi, że przyczyna tkwi w naszym przestymulowanym trybie życia w zeszłym roku, kiedy to podróżowaliśmy nadzwyczajnie wiele, więc powrót do rutyny musi być bolesny i potrwa on trochę zanim na nowo zaczniemy żyć regularnym trybem. Mam nadzieję, że Mama wie co mówi. W międzyczasie, ponieważ zawsze zimą, okazuję się być taką socjalną katastrofą, postanowiłam więc pogodzić się z tym swoim spowolnionym stylem bycia, nie kwestionować co jest, tylko wyczekać kiedy nadejdzie czas by się otrząsnąć z tego funkowego rytmu. Czekając więc na moment kiedy to nastąpi, cierpliwie sortuję dwoistość gorąca w Arizonie i zimna w Vancouver, wybaczam sobie wszystkie terminy, które przegapiłam i noworoczne postanowienia, które zaniedbałam. Teraz nastąpił czas na delikatne traktowanie, i to jest właśnie to co robię. Uściski xoxoxo.

Related Posts with Thumbnails