I love the u-pick concept, regardless of what there is to pick. It’s the ancestor gatherer in me. We’re back to British Columbia and thankfully, the weather is so gorgeous and the world is so glorious that I can’t sit still, but to enjoy the great outdoors – something we haven’t done too much in the heat of the Arizona summer. I ve gone to the blueberry farm this morning and I picked and gathered blueberries as if my life depended on them. The therapeutic properties of such a simple chore can’t be denied. The birds were chirping, the sun was shining, the agreeable 71ºF was gently warming my skin, and the blueberries tasted divinely.

Koncepcja własnoręcznego zbierania warzyw czy owoców (u-pick) jest genialna. Muszą się we mnie odzywać cechy pierwszych przodków kiedy to zbieractwo było sposobem na przetrwanie. Już jesteśmy z powrotem w domu w Kolumbii Brytyjskiej i powoli aklimatyzujemy się. Na szczęście, podoga jest cudowna i świat wygląda tak pięknie, że nie mogę usiedzieć na miejscu, tylko ciągnie mnie na dwór, gdzie w Arizonie nie spędzaliśmy zbyt wiele czasu ostatnio. Wyruszyłam więc na farmę jagodową, gdzie zbierałam borówki amerykańskie (bo takie tylko rosną tutaj), jakby moje przetrwanie od nich miało zależeć. Mimo, że nie jest to nasza polska, pachnąca lasem dzika jagoda, to i tak terapeutychnych zdolności tego nieśpiesznego zajęcia nie można zaprzeczyć. Ptaszki śpiewały, słońce świeciło, przyjemne 21-stopniowe powietrze ogrzewało miło ciało, a jagody smakowały bosko.

Related Posts with Thumbnails