Visiting the Schnepf Farm in Queen Creek was such a treat for my senses. Being there for Easter, arriving from the cold and rainy Vancouver, it felt more like entering a paradise of unspoken colour vibrancy and saturation, rather than visiting a desert state. I couldn’t help but think that the kitschy colour combinations were exactly what my spring-starved senses needed. The more colourful the scene, I thought, the better… from the blue of the cloudless day sky, through the pink flowers stealing their colour from the most royal of the roses, the deep violet of the lupines, the lemongrass green, the golden hues of the sunflowers, the dusty pink of the clay in the ground – a fitting surface for a sunbathing calico, the burgundy in the oleander blooms, the softness of the custard colour of the straw hats, and the very Mexican combination of the pink and turquoise of the farm carriage. All these colours, while full of punch on their own, in the company of one another, and when saturated deeply with the Arizona noon sunlight, made for the unforgettable, inspirational experience. Something what I guess an artist might feel when compelled to start a painting.

Wizyta na farmie Schnepf w Queen Creek była prawdziwym świętem. Spędzając tam Wielkanoc, przyjechawszy prosto z zimnego i dżdżystego Vancouver, wejście na farmę kojarzyło się bardziej z wejściem do raju o niewyobrażalnym bogactwie kolorów, niż z przyjazdem na pustynię. Kiczowatość takiego przemieszania kolorów była dokładnie tym, czego moje spragnione wiosny zmysły potrzebowały. Czym więcej kolorów wkradało się w wizję, tym bardziej świadomość wypełniała się po brzegi radością. Bo jak się nie cieszyć z głębokiego błękitu nieba w bezchmurny dzień; z kwiatów tak różowych, że królewskie róże mogą pozazdrościć; z nasyconego fioletu łubinów; z zieleni trawy tak świeżej, jakby polanej sokiem cytrynowym; ze złotości słoneczników; z przydymionego różu gliniastej ziemi, na której calico wygrzewa się na słońcu; z burgundowych oleandrów; z biszkoptowych barw w słomkowych kapeluszach; czy z meksykańskiego połączenia różu i turkusu, jak w tym wozie. Wszystkie te kolory, choć pełne osobowości same z siebie, w połączeniu z każdym innym, i przesycone gorącym, arizońskim słońcem w samo południe, stanowiły naprawdę niezapomniane i inspirujące doświadczenie. Coś w rodzaju, co może odczuwać artysta, gdy nagle postanawia namalować obraz.

Related Posts with Thumbnails