Some are horrified at the sound of the words “wild mushrooms”, some are ambivalent about them, and yet others, are those who can’t wait until fall arrives so they can wake up at dawn, put their shabbiest-looking clothes and rain boots on, and then enter the forest en masse so they can wander around, seemingly aimlessly, until they can’t walk any longer. They then return home exhausted, but as proud owners of what they managed to muscle away from the mother nature – mounts of gorgeous, fresh wild mushrooms. I confess, I’m one of those people. The zen-like aspects of this activity are apparent to my kind, though when I try to explain my elation to my 20-something-years old, all I get is “Uh, I guess”. Be it as it is, he still has about 20 years ahead of him to get my drift, and that he will. The fresh air, the smell of drying leaves rustling around your feet, the birds gawking, the low-risen sunshine blinding you as you intently stare at the forest floor to find that perfect boletus to put in your basket, and finally, the tastes experienced when the mushrooms get cooked in your kitchen. This is, undoubtedly, the favourite fall passtime of mine.

Są ludzie, którzy na samo wspomnienie grzybów mają przerażenie w oczach. Są tacy, którym cały process jest całkowicie obojętny. A i są ci, którzy nie mogą doczekać się nadejścia jesieni, żeby to móc zerwać się ze snu o świcie, włożyć na siebie najbardziej niewyjściowe szmaty, z kaloszami włącznie, i gromadnie wkroczyć do lasu, żeby wałęsać się po nim, wydaje się, bez celu, aż do momentu, kiedy już dłużej powłóczyć nogami nie dają rady. Wtedy to wracają do domów wyczerpani, ale dumni z tego co udało im się naturze wyrwać – czyli góry pięknych, świeżych grzybów. Otóż przyznaję, ja do tych ostatnich się zaliczam. Mnie podobnym nie muszę tłumaczyć na czym polegają relaksujące właściwości grzybobrania. Ale gdy próbuje wyjaśnić to moje zamiłowanie swojemu dwudziestolatkowi, to najlepsze czego mogę oczekiwać od niego to dyskretne “Aha”. Niech i tak będzie. On ma jeszcze jakieś 20 lat przed sobą, żeby pojąć i docenić znaczenie tego dziwnego zajęcia – świeże powietrze, liście szeleszczące pod nogami, ptaki przyglądające się bacznie, niskoświecące słońce co oślepia, gdy wypatrujesz tego następnego, doskonałego borowika do włożenia do koszyka i na koniec, smaki doświadczane przy przyrządzaniu tego grzybiego łupu, czyli czas idealnie spędzony.

Related Posts with Thumbnails