The weekend started so beautifully for me.   Friday afternoon I was still bursting with tones of energy after work… I even baked an apple cake.  Can you believe it?  And then the tables started to turn somewhere in the middle of the weekend.  Today, I’m absolutely deprived of any energy, no spunk, no spark, and feeling that a cold is coming.  Oh, what a downer.  It’s amazing how quickly your body can change gears from a full steam ahead to a screeching halt.  I seriously start doubting that the hand-washing business has anything to do with cold prevention.  Since school started and I’m in contact with sneezing kids daily, I might have been thought on an obsessive-maniacal side with my fervent hand washing, to no avail, as it turns out.  On the other hand, it’s just a silly cold, it’ll go away as quickly as it came, right?  The big surprise was the fact that the cake was delicious.  I’m still in awe that my baking efforts resulted in an edible thing.  It’s the first time I ever made a no-gluten cake, this one, with a selection of no-gluten flours – quinoa, brown rice, millet and a bit of the hazelnut meal.  The recipe comes from one of my favourite foodie blogs La Tartine Gourmande and I highly recommend it.  Well, I’ll be off now, but I’m determined to be back here real soon, all rested and cold-free.  Have a great and healthy week, Everyone!

Weekend zaczął się tak dobrze.  W piątek po pracy, nadal tryskałam energią… i nawet upiekłam ciasto z jabłkami.  Trudno w to uwierzyć, prawda?   Ale wszystko zaczęło nabierać innego wymiaru gdzieś w sobotę.  Dzisiaj,  już niestety, wyzuta jestem z energii totalnie, ani krzty iskry we mnie i czuję, że to tylko jeszcze krok do tego nie ciekawego poczucia sponiewierania przeziębieniem.  Czy to nie jest fascynujące jak szybko życie potrafi zmienić tempo, z pędu pełną parą do przodu, do stopu z piskiem opon.  Mam poważne wątpliwości czy częste mycie rąk ma jakikolwiek związek z zapobieganiem przeziębienia.  Odkąd szkoła zaczęła się we wrześniu i mam do czynienia codziennie z kichającymi uczniami, mogłam bym posądzana o zapędy obsesyjno maniakalne przez to moje bezustanne mycie rąk, które wcale, jak widać, mi nie posłużyło.  Ale z drugiej strony, to tylko frywolne przeziębienie.  Zapewne minie tak samo szybko jak przyszło.  Niespodzianką natomiast był ten placek, który  upiekłam.  Nadal nie wierzę, że udało mi się wypiec coś zdatnego do zjedzenia.  To był pierwszy raz kiedy rzuciłam się na ciasto bezglutenowe.  W skład wchodzi kilka bezglutenowych mąk – z komosy, z prosa, z brązowego ryżu, no i trochę zmielonych orzechów laskowych.  Przepis pochodzi z mojego chyba najulubieńszego bloga związanego z jedzeniem, La Tartine Gourmande i polecam go z wielkim przekonaniem.    No dobrze, to już chyba wszystko na dzisiaj.  Zdecydowanie zamierzam powrócić tutaj za dzień lub dwa – już wypoczęta i nie pociągająca nosem.  Życzę Wam więc przyjemnego tygodnia i dużo zdrowia.

Related Posts with Thumbnails