Since becoming the prisoner of the heat in my own house, I stayed busy with little decorating and organizing, and that’s good, that’s what I hoped I’d be able to do. What I didn’t count on was turning on the oven. Somehow I did. Call it a lapse of judgement. The peaches were ripe and I thought I’d win some unofficial contest for the best neighbour the neighbourhood could have when I’d dazzle everyone with this rustic galette. Dazzled, I did not! The recipe needs tweaking so maybe I’ll share it in May one year, when peaches are in season in Arizona and the temperatures allow for the regular baking action in the kitchen. So after my gallant offering of the not so gallant galette, and the neighbours’ gracious acceptance, everything is now better in the hood.

Odkąd przez upał stałam się niewolnikiem we własnym domu, poświęcam trochę uwagi dekorowaniu i organizowaniu, co mnie bardzo cieszy, bo liczyłam na to, że wystarczy mi czasu i na te zajęcia. Na co nie liczyłam, to to że włączę piekarnik, ale włączyłam. Nie rozsądna decyzja! Wymyśliłam, że skoro brzoskwinie już prawie przejrzałe, a pieczeniem może uda mi się zaskarbić sąsiedzką miłość, upiekę rustykalną galette, którą wszyscy będą podziwiać. Podziwu nie było. Ten przepis wymaga jeszcze kilku zmian i nowych prób – może w maju, gdy brzoskwinie są w sezonie w Arizonie, a temperatury pozwalają na pieczenie. Tymczasem, jadalny podarunek uradował sąsiadów, bo każdy z nich już wreszcie chciałby sam coś upiec, co spowodowało, że nastroje uległy poprawie, a ja wkupiłam się w łaski sąsiadów.

Related Posts with Thumbnails