Nobody will argue this point.  When people see my eager attempts at pastry baking they make an effort to sound encouraging.  There is no kidding myself, I’d do many a favour if I quit making sweet dough altogether.  But I try relentlessly and not because we crave a cookie here or a cake there.  Truth be told, we eat little of this stuff, unless I make something, and then we consume it so it doesn’t go to waste, the action that’s never accompanied by loud oh’s! and ah’s! that I so often hear when people eat cakes baked by my Mom.  Being given rhubarb freshly cut from M.’s garden, and obviously not wanting to waste it, I set on another of my pastry baking trials, but this time I went to Mom for advice.  I begged for a full-proof recipe, but it’s never easy with Mom’s cooking.  The “some flour”, or the “a few egg yolks – you’ll see how hard your dough gets” will not cut it at my baking level, so I insisted that she gives me weights, measurements, and counts, all this to her great regret, as she still thinks I have baking instincts I should rely on and refuses to accept the fact that I have none of these.  Armed with a piece of paper with a precise list of everything I made the tart, and lo and behold, it actually was a thing to enjoy.

Nikt nie będzie argumentował tego stwierdzenia, bo każdy świadek moich prób w pieczeniu ciast, w najlepszym przypadku zdobywa się na kilka mało przekonywujących słów zachęty. Nie ma co się oszukiwać, w zasadzie to przysłużyłabym się wielu, gdybym po prostu zarzuciła pieczenie na zawsze. Niestety, wszechobecny optymista tkwiący we mnie, powoduje, że co jakiś czas próbuje na nowo. I to nie dlatego, że tęsknimy za słodkimi deserami, w zasadzie to prawie ich nie jemy, no chyba że nagle decyduję się na wypiek, wyobrażając sobie, że tym razem będzie to wielki piekarski sukces. Niestety, nawet gdy tak się szczęśliwie złoży, że to co wypiekłam nadaje się do zjedzenia, to jednak brakuje zazwyczaj tych ochów i achów, które towarzyszą jedzeniu ciast wypieczonych przez moją Mamę. Ale do tego już się przyzwyczaiłam.
Obdarzona przez M. świeżo zerwanym rabarbarem, nie umiałam oprzeć się kolejnemu wyzwaniu – tarta z tym właśnie owocem. Tym razem jednakowoż zasięgnęłam matczynej mądrości i wybłagałam od niej przepis, który ponoć zawsze się udaje. Gotowanie czy pieczenie z moją Mamą to jest naprawdę wyzwanie. Każdy z jej przepisów wygląda następująco: “trochę mąki” albo “kilka łyżek śmietany”, lub “kilka żółtek, będziesz widziała czy ciasto nie jest zbyt twarde i wymaga więcej”. Niestety, przy moim poziomie wiedzy piekarskiej, tego typu instrukcje nie mają szansy na sukces. Nalegałam więc na precyzyjne ilości, wagi, i miary, ku jej wielkiemu oburzeniu, bo jej po prostu uwierzyć jest trudno, że ja nie posiadam jej piekarskiej intuicji. Po długiej dyskusji, uzbrojona w przepis z listą sprecyzowanych produktów upiekłam tę tartę i nadziwić się nie mogę, że jest choć jeden rodzaj ciasta wypieczony przeze mnie, który właściwie… się udał!

Related Posts with Thumbnails