How was your weekend, my Dears? Mine was very, very pleasant. I spent the lovely evening on Saturday at my friend’s M., who gathered us, the group of four, at her dinner table serving authentic Swiss raclette. The right dose of friendship, humour, outstanding food, and some wine always makes for adorable times, don’t you think? Besides socializing, I did a lot of bread baking – mass of it – 6 baguettes, 2 Hildegard’s spelt breads, 3 ciabattas, and 4 of seeded multi-grain sourdoughs. Yes, the sourdough is what I want to highlight. I came across the formula while checking out the weekly Wordless Wednesday post by Susan of Wild Yeast . The picture of the rising boules, bathed in the morning light made me stop and gaze at the image for long minutes. It was obvious I needed to do some baking of my own. I wanted my fingers to feel the elastic dough, to watch it rise, to have it respond to my baking incantations, to have its heavenly aroma permeate the whole of my kitchen. If the recipe didn’t call for hemp seeds, I would have started baking that very minute. Time passed before I located the seeds, but the bread was well worth the wait. Every bread I bake following Susan’s formula is a wonderful bake, and this was no exceptions. Flavours are extraordinary and I fell in love with the taste of hemp seeds in it. I urge you to try this bread yourselves, if bread baking is something you like to do. If not, find a friend who bakes and don’t leave their side until you taste this goodness.

Jak Wam minął weekend? Mój przeszedł nadzwyczaj miło. Spędziłam sobotni wieczór u M., która zebrała naszą stała miedzynarodową czwórkę przy dużym stole i serwowała autentyczne szwajcarskie raclette. Odpowiednia doza przyjaźni, dobrego humoru, świetnego jedzenia i pewnej ilości wina, zawsze gwarantują dobrze spędzony czas, czyż nie? Poza towarzyskimi spotkaniami, weekend zleciał mi na pieczeniu chleba, całej masy chleba. Upiekłam 6 bagietek, 2 chleby orkiszowe Hildegardy, 3 ciabatty i na koniec wieloziarnisty chleb na zaczynie z nasionami. I to właśnie o tym ostatnim chcę powiedzieć kilka słów. Odwiedzając blog Susan z Wild Yeast, a konkretnie przeglądając jej tygodniowe wydanie “Środa bez słów” zobaczyłam zdjęcie kulek chlebowych skąpanych w porannym świetle i tak przyjemnie było się im przyglądać, że zrozumiałam, że chyba powinnam sama oddać się pieczeniu choćby skromnej ilości chleba. Zatęskniłam za ciastem pod palcami, za całym tkliwym procesem wyrastania i za aromatem pieczonego chleba, który spowiłby kuchnię. Gdyby nie to, że przepis wymagał nasion konopi, to wkroczyłabym do kuchni od razu. Nie tak łatwo było znaleźć te nasiona, ale warto było poczekać. Każdy chleb pieczony według receptury od Susan jest udany, no i ten nie był wyjątkiem. Oprócz nasion konopi, ma on jeszcze sezam i siemie lniane, i to te nasiona nadają temu chlebowi niemożliwie orzechowy smak. Polecam ten wypiek każdemu kto piecze trochę chleba, a jeśli nie, to namawiam na znalezienie kogoś, kto to dla Was zrobi i pozwoli Wam wypróbować tę dobroć.

Related Posts with Thumbnails