Today we celebrate the Canadian Thanksgiving. We’ve invited family and friends to join us for the holiday dinner. It’s in the moments like this when I realize how untrained I am for holidays like Thanksgiving. Never celebrated that day as a kid and only when we came to Canada, and I matured enough, I started to grasp its significance. Still I’m uneasy to articulate my grateful thoughts just because it’s this day on the calendar. So I fail, I don’t count my blessings at the table, and I don’t tell people how much I appreciate them. But then the dinner is over and we take a walk in the forest. I see the beauty of this fall day that surrounds me, I look at A. and he gently smiles at me, and the grateful thoughts rush to and through me, and I whisper them to myself, one by one, hoping that they still count.

Dzisiaj jest kanadyjskie Święto Dziękczynienia, takie polskie Dożynki, ale z poczuciem ogromnej wdzięczności za wszystko dobre co nas w życiu spotkało. Rodzinka i przyjaciele zostali sproszeni i ogromny indyk został wytwornie upieczony. Okazuje się jednak, że to w chwilach jak ta manifestuje się mój brak przygotowania na świętowanie tradycji, w których nie wyrosłam. Musiało dużo czasu upłynąć, żebym zrozumiała o co chodzi, ale mimo to, że dorosłam, nabyłam doświadczenia, to nadal publiczne odliczanie łask zaznanych od życia nie przychodzi mi łatwo, a raczej, w ogóle nie przychodzi. Nie wyliczam więc przy świątecznym stole błogosławieństw, nie wyznaję biesiadnikom jak bardzo ich cenię. Nikt z nas tego nie robi. Wkrótce, jest już po obiedzie, idziemy z A. na spacer do lasu. Las jest piękny w ten pochmurny, jesienny dzień. Zerkam na A., on uśmiecha się do mnie tak łagodnie i nagle fala wdzięczności zalewa mi i umysł i serce. Wyszeptuję wszystkie wdzięczne myśli, jedna po drugiej, i mam wielką nadzieję, że one się też liczą.

Related Posts with Thumbnails