I’ve suffered from the serious case of the windowsill envy until now. As of present, the ungraceful feeling is gone forever, as I’m the proud owner of the windowsill of my own. When we were looking for a house in Phoenix, the approval of that house would strictly wage on the fact whether the kitchen had a window. Without one, I could not seriously consider the purchase. It drove A. to madness, but it turns out, risking his insanity was all worth it, as I gaze through the lovely window into the yard and notice how the basil I’ve planted loves the windowsill too.

Do tej pory, byłam ofiarą bezokiennej kuchni i co za tym idzie, z zazdrością patrzyłam na kuchnie przyjaciół i znajomych, którzy spędzali w swoich kuchniach godziny bez świadomości co to znaczy posiadać takie ugodnienie. Na szczęście, zazdrość minęła, jako że sama jestem dumną właścicielką kuchni z oknem i parapetem. Gdy szukaliśmy domu w Phoenix, decyzja czy dom kwalifikował się do zakupu, czy nie, wyłącznie zależała od tej prostej okiennej kwestii, co niejednokrotnie doprowadzało A. do szału. Okazuje się jednak, że ryzykowanie szaleństwa A. było warte, gdy zerkam przez okno, zaglądając do ogrodu i widzę, że to skromne miejsce na parapecie raduje również umieszczoną na nim bazylię.

Related Posts with Thumbnails