Lavender is one of the things I find impossible to resist. I’ve had a good fortune to learn about it and to grow it for years in containers on our balcony, which I shared in the Lavender Series last year on Majology. Then came the summer vacations and we left home for a few months, entrusting my precious lavender cultivars to an unlikely gardener, F. Filled with good intentions, he cared for the lavenders more than what they bargained for and he lovingly quenched their thirst with ample supply of water which happened to be tad too much. They were not doing too well when we came back. I hoped to revive them, but they perished nevertheless, and I vouched not to entertain another lavender crop, ever. But the spring finally came and the empty containers begged to be filled with flowers. Considering the options I found myself drawn to the lavenders again, so I guess, I’ll revisit that chapter of my life and I’ll do it gladly.

Trudno jest się oprzeć lawendzie. Tak się szczęśliwie złożyło, że przez lata udało mi się z nią zapoznać hodując wiele różnych odmian w donicach na balkonie, o czym pisałam na Majologii w zeszłym roku w serii lawendowej. Los jednak chciał, że kiedy nadeszły wakacje, a my pozostawiliśmy dom na kilka miesiecy, przekazaliśmy cały mój lawendowy dorobek przypadkowemu dość ogrodnikowi – F. Z najlepszami intencjami, dbał o nie bardzo, pojąc je wodą częściej niż tego potrzebowały, o czym on oczywiście nie mógł wiedzieć. Gdy wróciliśmy, lawendy były w kiepskim stanie, a ja wierzyłam że je odratuję. Niestety, przepadły, a j przyrzekłam sobie, że koniec moich lawendowych przygód. Gdy jednak nadeszła tegoroczna wiosna, a puste donice blagały wręcz o jakieś kwiaty, bezwiednie zaczęłam wypełniać je na nowo lawendami. Wydląda na to, że ten rozdział swojego życia przezyję na nowo… i zrobię to chętnie.

Related Posts with Thumbnails