There is something utterly optimistic about the 29th day of February. The distinctiveness of the day makes it special in many ways. Today it snowed, but also it was sunny, yet freezing, but fresh green buds were present on every bush I passed. It’s impossible to sensibly consider a day like that. It’s just a calendar oddity and a social curious case that we should take as it comes to us bearing flowers. Consider this hellebore. There is something so grand and deterministic about that bloom that shows up in the garden in February that there is nothing more to do about it, but just admire.

Jest coś nadzwyczajnie optymistycznego w 29-tym dniu lutego. Odrębność tego dnia czyni go unikalnym na wiele sposobów. Bo oto dzisiaj padał śnieg, ale też świeciło słońce, jednak było też mroźnie, ale zielone pączki dominowały każdy napotkany krzak. Trudno jest logicznie nastawić się do dnia jak ten. Jest on poniekąd kalendarzowym dziwolągiem i towarzyską atrakcją (znam kogoś, kto obchodzi ekstrawaganckie urodziny z wielką pompą i tylko raz na cztery lata). Na szczęście dzień jak ten rozwesela gotowością do wiosny, bo rozpustnie już kwitną ciemierniki. Jak tu nie podziwiać wspaniałości tego kwiatka i jego uporu, gdy pojawia się w ogrodzie już w lutym. Dlatego siedzę już sobie w ciepłym domku, po przepracowanym dniu, ustawiam plan do zdjęć, bo słońce jeszcze na tyle wysoko, że i zdjęcia można robić… i podziwiam.

Related Posts with Thumbnails