Little by little, I get a bit more acquainted with the flowers that live in the desert. The summer has passed, the time when they were scarce. But now, when apparently the rainy season is upon us, they re-appear. I smile, no, I smirk. Rainy season? Have these Arizonians ever been to the Pacific Northwest? But I digress. As the rainy season starts, so the desert plants grow vivaciously and they bloom eagerly. The ground looks still thirsty for water. But only to me, the untrained, the unfamiliar soul.

Powoli, zaczynam zapoznawać się z pustynnymi kwiatami. Lato już minęło w Arizonie, czas kiedy kwiatów na pustyni nie ma. Teraz, gdy nastała pora deszczowa, pojawiają się na nowo. Wybaczcie, ale nie umiem przejść do porządku dziennego nad tą “porą deszczową”. Doprawdy, żaden deszcz jakiego tutaj doświadczyłam, nie kojarzy mi się z porą deszczową. Ci Arizończycy oczywiście muszą nie wiedzieć co to znaczy deszcz w Vancouver. No ale zboczyłam z tematu. Otóż, jako że pora deszczowa zawitała, to i pojawia się pustynna roślinność i zaczyna zakwitać z rozmachem. Ziemia nadał wygląda na stęsknioną za deszczem, ale tylko mi się tak wydaje, duszy nie wytrenowanej jeszcze w pustynnych prawidłach.

Related Posts with Thumbnails