I don’t like the fact that summer is ending, and it puzzles me when people get all excited because fall is approaching.  All this talk about structure, routines, fresh starts, and cool temperatures is plain annoying.  There is nothing that compares to the easy, lazy, warm times that summer brings upon us and hearing folks speak excitedly about their vacations ending and about going back to work with relief, is a foreign concept to me.  The only thing that I might enjoy during the last weeks of summer are dahlias.  I love them because they brighten the autumn days to come with the unprecedented lushness of their flowers and amazing coloring.  It seems that the more you cut them, the more gorgeous flowers will emerge and this takes me into October, at which time, even my memories of summer will have faded, but the transition into fall happened more or less painlessly by then.

Nigdy mnie nie cieszy koniec lata. Zaskakują mnie niezmiennie ludzie uradowani nadejściem jesieni. Cała ta gadanina o strukturze, rutynie, nowym starcie i chłodniejszych dniach jest po prostu denerwująca. Żadna przecież pora roku nie wytrzymuje konkurencji z latem – łatwe życie, lenistwo, ciepłe wieczory, długie dni – ach jak ja to uwielbiam. Niezrozumiałe zatem są dla mnie rozmowy o uldze odczuwanej przy powrocie z urlopu, czy o zadowoleniu z powrotu do pracy. Jedyną rzeczą na koniec lata, która jest mnie w stanie ucieszyć to dalia. Kocham te kwiaty bo są jakby znieczuleniem na ból spowodowany nadejściem jesieni – rozchmurzają dzień swoja urodą i miriadami kolorów. Im częściej się je ścina do bukietów, tym więcej kwiatów przybędzie na krzewie i tak dalie towarzyszą mi aż do października, kiedy to już nawet ja zapominam o lecie, ale przynajmniej przejście w jesienne nastroje do tego czasu odbywa się bezboleśnie.

Related Posts with Thumbnails