I haven’t been around, I know. This has caused me some significant stress, believe me. Life became so demanding all of the sudden. All the daily routines went out the window as I was receiving house guests, endlessly entertained, cooking dinners for friends and family, had an accident at work, and then relentlessly packed to get us to Arizona again, which finally allowed me to take a deep breath and to park myself in front of this laptop to talk to you again. And this, curiously, feels so very right. I have to say, to be away from all the action that my life has become, is a luxury. Suddenly, everything slowed down and I manage to get my thoughts straight and have some clarity about what I want to do and say here – the two things that were hard to come by in the last few weeks of my existence. But here I am tonight, relaxed, in the most positive frame of mind, ready to share my thoughts again. But first let me talk about the picture you see in this post. It’s somewhat unrelated to what’s happening right now, but I took it a while back with the intention to continue my Collection series, but I’ve never had time to post it. I badly wanted to tell you about this quirky thing that consumes some of my free time, collecting these wooden spools. I do it for two reasons: mainly, because of the nostalgia I feel, as this is what I remember the sewing was once all about. Wooden spools used to be so common, but not anymore. And this leads me to the second reason why I care for them so much. They are hard to come by. Since I can’t just go to the store to buy them, I hunt them down in second-hand stores and this, as you rightfully suspect, is a process, a long one. It requires patience and persistence, but I’ve managed to get my hands on a few of them and this delights me majorly. The colours present unending photo op possibilities. They are so wonderfully textural, the wood, the threads, the hues, and the tints present abundant inspiration, don’t you think? Aren’t they incredibly photogenic?

Długo mnie tu nie było, wiem. I wierzcie mi, stresował mnie ten fakt bez końca. Życie nagle stało się takie skomplikowane. Wypracowane i wypieszczone, codzienne rutyny wyfrunęły przez okno, gdy to przyjmowałam gości, podejmowałam obiadami, byłam ofiarą wypadku w pracy i na koniec, pakowałam nas do Arizony jakby całe moje życie od tego pakowania zależało. Na szczęście, jak już wczoraj tu wylądowaliśmy, to poczułam, że mogę ponownie oddychać trochę głębiej i na spokojnie zasiąść przed komputerem, żeby wreszcie z Wami pogadać. Dobrze jest tak zasiąść z jasnymi myślami, z planem co chce się zrobić i powiedzieć. Jest to takie upewniające uczucie, gdzie znowu wszystko jest znajome i wypróbowane, a tych aspektów poważnie w moim życiu brakowało w ciągu ostatnich kilku tygodni. Ale oto jestem, zrelaksowana, z wielce pozytywnym nastawieniem, jako że przede mną dwa tygodnie beztroski. Ale przede wszystkim chcę wyjaśnić to dzisiejsze zdjęcie. Jest ono właściwie nie związane z tym co się wokół dzieje, ale ponieważ zrobiłam je jakiś czas temu, z intencją kontynuowania serii o kolekcjach, to załączam je dzisiaj, bo czas mi przelatuje przez palce, a czuję taką potrzebę podzielenia się tym nieco dziwnym nawykiem kolekcjonowania drewnianych szpulek. Kieruje mną nostalgia za dawnymi czasami, gdy takie szpulki były codziennością, na którą nikt z nas nie zwracał uwagi. Ponieważ dzisiaj jest to niemożliwe, żeby je zakupić, stąd ta moja pasja kolekcjonowania ich w sklepach ze starociami. Nie jest to jednak łatwe zadanie, bo jest ich w Kanadzie mało, głównie przywiezione z Europy lub Japonii, tak więc natknięcie się na nie jest raczej rzadkim przypadkiem. Tracę więc czas polując na drewniane szpulki, bo cieszą bez granic chociaż proces jest długi i zapewne mało skuteczny, to jednak są wdzięcznym obiektem do fotografii i to wystarczy.

Related Posts with Thumbnails