Archive for the ·vacations· Category...

Bidding Goodbyes

… is always hard. They’re even harder after a three-months stay. The time flew by and it seemed like only days had passed since we were starting the vacations and were gasping with excitement at the sheer thought of them. Well, now was time to pack up and come back home. Leaving our Moms was the toughest duty of all. But with each sad goodbye, entered the hope, the determination, and the believe that we’ll come again and rather sooner than later. Until next year my loves. Thank you for the great time. No memory will be lost. I’ll be returning to all the wonderful moments here, on Majology, so sit tight.

Pożegnania są zawsze trudne.  Pożegnanie po trzech miesiącach jest jeszcze trudniejsze.  Czas przeleciał niewiarygodnie szybko, bo wydawało się, że minęły zaledwie dni od chwili kiedy rozpoczynaliśmy te wakacje i na samą myśl o ich długości chichotaliśmy z niedowierzaniem.  Niestety, nadszedł czas pakowania i powrotu do domu.  Pożegnania z mamami były najcięższym zadaniem, ale z każdym smutnie wypowiedzianym “do widzenia”, przychodziły nadzieja, postanowienie i wiara, że przyjedziemy ponownie już niebawem.  Więc do szybkiego zobaczenia, Kochani!  Podziękowania za cudowne chwile.  Wspominać będziemy te wspólnie spędzone dni często i z radością, a ja powracać będę do tych niezapomnianych momentów na Majologii, więc czekajcie na moje wakacyjne wspominki cierpliwie.

The Ebb, and the Flow, and the Soft Curve

It’s been a week since our return from Spain. Somehow the local way of life gets in the way and we forget all about Gaudi and “les ambiances méditerranées”, or do we? I’m sure I’ll be reminiscing about the beauty I’ve encountered in Barcelona many times anew, but for the time being, we’re filling the days with the last few intensive visits with relatives and friends, throwing in an odd wild mushrooms-picking walk in the forest, and are anxiously awaiting F. to join us here. Our trip is coming to the inevitable end. We have just two days left here, so packing and fretting is in order. But when we sit down at the end of the day and remember the last three months, it all presents itself as the perfect flow of people, events, and experiences – perfect, just like Gaudi’s soft curves.

Już tydzień minął od naszego powrotu z Hiszpanii i natychmiast wsiąknęliśmy w lokalny styl życia, zapominając już o Gaudim i “les ambiances méditerranées”, ale czy naprawdę? Na pewno powrócę jeszcze do uroków Barcelony w tym blogu, ale póki co, to wypełniamy dni ostatnimi, pośpiesznymi wizytami z rodziną i przyjaciółmi, grzybobraniem, i oczekiwaniem aż F. do nas dołączy. Nasze trzymiesięczne wakacje dobiegają końca. Już pozostały nam tylko dwa dni do wyjazdu, więc poświęcam się już pakowaniu i nerwowemu przygotowaniu do podróży do domu. Ale jak siadamy wieczorkiem i wspominamy te trzy miesiące, to całość prezentuje się spójnie i gładko jako płynny ciąg ludzi, wydarzeń i doświadczeń – doskonały, jak delikatne linie Gaudiego.

In this Order: Spain, Barcelona, Gaudi

We went to Spain in early September. I’ve been counting the lucky stars since the first day of this summer trip and beyond, so my appreciation for the opportunities we arrive at on our path is endless. Two weeks in Spain doesn’t only sound exotic, but it might seem almost excessive considering we’ve traveled so much this year. One, however, quickly gets used to good things that happen in one’s life. Inadvertently, we did too. I’ve been lusting for Spain for the longest time, but it was my dear friend Janusz Leszczyński whose exquisite photography brought my attention to Barcelona and Gaudi. Once we arrived there I was hooked, seriously dependent on how Gaudi perceived the world around him – such genius.

Na początku września znaleźliśmy się w Hiszpanii. Moja wdzięczność za wszystko dobre co nas spotyka na tych wakacjach jest ogromna. Dwa tygodnie w Hiszpanii to brzmi bardzo egzotycznie dla mnie, może się to wydawać nawet dośc ekstrawaganckie, biorąc pod uwagę jak dużo już podróżowaliśmy tego lata. Ale do dobrego łatwo przywyknąć, więc i my tylko liczyliśmy nasze szczęśliwe gwiazdy. Hiszpania była na moim radarze już od dawna, ale tak naprawdę to dopiero Janusz Leszczyński zawrócił mi w głowie swoimi nadzwyczajnymi zdjęciami Gaudiego w Barcelonie. Jak już dotarliśmy na miejsce i ujrzeliśmy te architektoniczne cuda, to ja już o niczym innym nie myślałam, tylko żeby doświadczyć więcej geniusza Gaudiego.

Signs of Fall

Though I’m going to show a few of the pics of the early Polish fall here, I couldn’t be happier to be here at all. A.’s computer wizardry breathed some life into my lifeless laptop and I can blog again, maybe even report on some events from the last few weeks… about that tomorrow. For the time being, we’re in Jodłów again, reluctantly accepting the autumn that befalls us. The afternoon walk in the forest eases me softly into the season with leaves turning yellow, last berries on the bushes, wild mushrooms and pink heathers everywhere. Only the slow motion of the Roman snail trailing across the path is a bit surprising in this fall landscape. The forest is bright with sunlight and devoid of rain. This little fact alone should keep the smile on my face, as the Vancouver rainy season has already begun and we’re going to be experiencing it soon enough.

Zamierzam, przede wszystkim, pokazać kilka zdjęć polskiej wczesnej jesieni, ale tak naprawdę, to najbardziej cieszy mnie fakt, że jestem ponownie w Majologii. Talenty komputerowe A. są niekwestionowalne i mój laptop ożył na tyle za jego sprawą, że mogę znów blogować, a może nawet opisac wydarzenia minionych kilku tygodni… no ale o tym jutro. Tymczasem, jeszcze raz zawitaliśmy w Jodłowie, gdzie z pewnym oporem godzimy się z nadejściem jesieni. Popołudniowy spacer po lesie jakoś tak łagodnie wprowadza nas w ten jesienny klimat. Gdzie nie spojrzymy widzimy żółknące liście, nie zebrane jagody wiszące jeszcze na krzaczkach, wrzosy i grzyby. Tylko ten spóźniony winniczek, wolno ciągnący się w poprzek leśnej ścieżki nie bardzo pasuje do jesiennego krajobrazu. Las jest jeszcze pełen słonecznych promieni i pozbawiony deszczu. Ten brak deszczu cieszy mnie ogromnie, bo pora deszczowa w Vancouver już się zaczęła i tylko patrzeć jak będziemy jej doświadczać osobiście.

Returns

After the seaside adventures in Egypt and Crete, we return to the Polish country side. It’s the combination of coming home and returning, all mixed in one, and none of it would be that significant if it weren’t for the calm feeling that envelops us. We settle into the quiet house, experience definitely cooler days, along with considerably chillier nights. Everyone is speaking of fall arriving… but I stay hopeful that there is still more summer to come.

Po nadmorskich przygodach w Egipcie i na Krecie powróciliśmy na polską wieś. Doświadczamy powrotu do domu za dala od domu, więc jest to dość wyjątkowe odczucie, zwłaszcza, że pozwalamy się opanować spokojowi i nudzie wiejskiego życia. Na nowo okupujemy dom na wsi i nadwyrężamy maminą gościnność. Dom jest cichy i rozprężający, chociaż dni już są zdecydowanie chłodniejsze, a noce wręcz zimne. Wszyscy mówią o jesieni, a ja wciąż jeszcze marzę, ze lato jeszcze gdzieś na mnie czeka.

The Cretan Ambiance

It’s obvious by now that I’m profoundly infatuated with the beauty of Crete. There was nothing there I wouldn’t like. Every aspect of the islands subdued beauty is so endearing. People we came in contact with were so nice and friendly that I’m left with one wish only – to return as promptly as we can.

To już jest chyba oczywiste, że jestem pod wszechmocnym wpływem kreteńskiej urody. Podobało mi się wszystko – morze, przyroda, prostota zwyczajów i kuchni, nadzwyczaj przyjaźni ludzie. Na koniec mam tylko jedno życzenie – powrócić na Kretę tak szybko jak to jest możliwe.

There Is So Much to See on Crete

One week is not enough to get the feel for this lovely island. Thanks to J’s. tremendous, guides’-acquired knowledge of the area, we managed to visit so many unforgettable sites on Crete, but there was too little time to truly absorb and digest the beauty that waited for eager tourists like us around each and every corner. From ancient sites in Faistos and Gortyna, through caves in Matala, archeological digs in Falasarna, absolutely astounding beaches in Elafonisi, the simple medieval beauty of Chania old town, to breathtaking Mediterranean mood of many tiny fishermen villages on the rugged south coast of Crete. I would repeatedly swoon over the unmistakable turquoise blue color painted on doors and windows on the smallest houses one can imagine, each impeccably white, cozily nestled amongst gnarly olive trees. These were the sites I kept photographing to A’s. dismay, as even I could not answer to the question of how many pictures of blue doors I might want to have in my album.

Tydzień nie wystarczy by poczuć, że poznało się Kretę. Dzięki J. i jego niezmiernej wiedzy of wyspie, zdołaliśmy zwiedzić wiele miejsc, które na zawsze już zostaną w naszej pamięci, a mimo to mieliśmy zrozumienie, że wciąż brakuje nam czasu na całkowite wchłonięcie piękna, które to czekało na nas na każdym kroku. Począwszy od starożytnego Fajstos i Gortyny, poprzez hipisowskie jaskinie w Matali, wykopaliska w Falasarnie, przecudowną plażę w Elafonisi, urok średniowiecznego portu w Chanii, do zapierających dech w piersiach, śródziemnomorskich maleńkich osad rybackich na poludniowym, górzystym wybrzeżu wyspy. Za każdym razem uginały mi się kolana na widok turkusowo wymalowanych drzwi i okien, w najmniejszych do wyobrażenia domkach, wszystkich wybielonych do perfekcji i wygodnie umieszczonych pomiędzy powykręcanymi drzewami oliwnymi. Takie obrazy niezmiennie kusiły mnie do robienia kolejnych zdjęć, ku zwątpieniu A., jako że sama miałam kłopot odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile zdjęć niebieskich drzwi jest miejsce w naszym albumie.

Sharing with Friends

It didn’t take us long to convince one another that it would be fun to spend another vacation together. J. & J., the dear friends of ours, and J. being my wonderful friend since high school, picked the destination and pretty much handled all the details of the trip, so we could arrive at Rethymno on Crete for a week of unforgettable time experienced together. It turned out to be the perfect place to stay – the great hotel, the vibrant town, the most convenient starting point for quite a few trips around Crete that we ventured on in a rented car. Between the four of us and three busy cameras, we’ve got plenty of pictures to share and memories to remember. Sharing this vacation with my best friend adds, it turns out, an amazing dimension to the experience. Thanks J. for your great company!

Nie za długo musieliśmy się nawzajem przekonywać, żeby ponownie wyruszyć na wspólne wakacje. J. i J., nasi drodzy przyjaciele, i J., moja kochana przyjaciółka ze szkoły, zadecydowali o celu tej podróży, zajęli się każdym z nią związanym detalem, i dotarliśmy do Rethymno na Krecie, na tydzień wspólnie doświadczanych, wspaniałych wakacji. Rethymno okazało się idealnym miejscem, z doskonałym hotelem, wpaniałą atmosferą miasta, i do tego świetnym punktem na mapie, z którego wyruszaliśmy na liczne wycieczki. Było nas czworo, z trzema aparatami fotograficznymi, więc zdjęć uzbieralismy mnóstwo do oglądania i pokazywania, jak i wspomnień do wspominania. A do tego czas spędzony z najlepszą przyjaciółką dodaje wyjątkowego wymiaru wakacjom, skąd inąd fantastycznym już samym w sobie. Dzieki J. za cudowne towarzystwo!