Archive for the ·thrifty decorations· Category...

Doilied Up

How was your weekend? Has it vanished from your sight too quickly? Mine, certainly, has. I haven’t done much and the only viable thing I have to show for is my doilied up dress form. A girl’s got to dress up, right? The dress made up entirely from the second-hand store doilies is the latest shabby chic look she is flaunting.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130218_DoiliedUp

Jak Wam minął weekend? Czy przepadł Wam bez śladu? Mój, zdecydowanie, przeleciał w mgnieniu oka. Nic specjalnego się nie działo i jedynym dowodem, że w ogóle coś robiłam, jest przyodziany w stare serwetki manekin. Trzeba było dziewczynę wreszcie wystroić, a jeśli już tak, to czemu ma się nie pokazać w koronkowej kreacji z recyklingu?
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Comments Off

Hobnailed

I see a collection forming! I’m seeing the hobnail glass everywhere these days, but I’m majorly seduced by these tantalizing hobnail glass votive cups. I have no idea how they were meant to be used, but placing them as toppers on candlesticks works for me.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130121_Hobnailed

Już widzę nową kolekcję na najlepszej drodze do stworzenia. Trafiam na ćwiekowane szkło wszędzie ostatnio, ale tak naprawdę to ujęły mnie najbardziej te ćwiekowane lampiony na świeczki. Szklane nóżki idealnie wpasowują się w świeczniki, więc takie ich wykorzystanie zostało im przeznaczone.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Comments Off

By My Bedside

The title may sound a little serious, but actually, it’s all a light and pleasant matter. As I spend long hours today in my bed, nursing a call, I have a chance to look around and notice things. I’ve realized that I don’t have a night table, nor do I have a night stand. I also notice, that these would have come today rather handy for placing a cup of tea on one or the other. Instead, I have night drawers, converted into night shelves – old discarded drawers that served no purpose anymore, which I picked up in my usual cast-out-loving fashion and turned them into something practical. Recycling at its best, I think. Hope you like!

Tytuł posta brzmi trochę poważniej niż to było moim zamiarem, ale tak naprawdę to kwestia poruszana jest łatwa, lekka i przyjemna. Ponieważ spędzam dzisiaj długie godziny w łóżku pozbywając się tego krnąbrnego przeziębienia, nagle zauważam rzeczy, które uciekły mojej uwadze wcześniej. Na przykład to, że nie mam stolika nocnego, który nota bene, przydałby mi się dzisiaj by spocząć na nim filiżankę gorącej herbaty z cytryną i miodem. Zamiast stolika nocnego mam nocne szufladly, a właściwie stare, porzucone szuflady, przeistoczone w nocne półki. “Śmieci”, które miały już niczemu nie służyć, przywleczone przeze mnie do domu i zmienione w coś praktycznego. Według mnie, jest to najlepsza forma recyklacji, ale oczywiście czy jesteście za, czy przeciw, zależy w dużej mierze od Waszego stylu dekorowania osobistej przestrzeni. Mimo takich warunków, nadal mam nadzieję, że aprobujecie.

Comments Off

Collections:  Medicinal Bottles

I know it’s spring and my mood should be more cheerful, but there was nothing, but rain for the last week, with overwhelming gloominess all around that even birds’ resolute chirping couldn’t interrupt. I could get inspired neither for photography, nor writing. Actually, I was more inclined and quite ready for long naps, which were then followed by general broodiness and unwillingness to engage. However, one ought to break one’s uneasy routine at some point, so today, I’ve decided to pick up the camera and do, and say, something.
Since I collect small, non-essential objects I don’t need, regardless of how sad or how happy I am, there is usually a stash of things of common attributes, and eventually, they become a little collection of mine. One of such stashes consists of small medicinal bottles that I can’t resist when I see them at flea markets or second-hand stores. They don’t serve their intended purpose anymore, but they work brilliantly as tiny vessels for flowers. They are the cutest bud vases with a vintage twist.
It’s interesting that flowers don’t need sunshine to look their best, contrary to people, I might add. I n*e*e*d my sunshine! Tomorrow, perhaps? Please!

Wiem, że jest wiosna i powinnam tryskać optymizmem, tymczasem już od tygodnia leje deszcz i otacza mnie przytłaczająca ponurość, której nawet śpiew ptaków nie jest w stanie zakłócić. Nic więc dziwnego, że ani aparatu do ręki nie wzięłam, ani do pisania mi nie było śpieszno. Namówić mnie można było jedynie na długie drzemki, po których następował czas na humory i niechęć do zadawania się. Przychodzi jednak chwila na przełamanie nieszczęsnej rutyny i dzisiaj stanęłam gotowa na zdjęcia i kilka słów.
Jako, że kolekcjonuję małe, do niczego nie służące przedmioty, których to nie potrzebuję, ale i tak oddaję się temu zbieractwu, bez względu na to, czy pada deszcz, czy świeci słońce, to znajdzie się zwykle stosik rzeczy, które w końcu stworzą małą kolekcję. Tak jest też ze zbiorem butelek po lekarstwach, których wypatruję na pchlich targach. Nie służąc już zadaniu, któremu kiedyś były przeznaczone, przeistoczyły się w małe, sprytne wazoniki i najlepiej prezentują się w nich pojedyńcze, niepozorne kwiatki. Kwiaty, ewidentnie, nie potrzebują słońca by wyglądać uroczo w każdych warunkach, za to ludzie jednak tak. Potrzeba mi słońca!!! Może już jutro, dobrze? Poproszę!

Collections:  Wooden Spools

I haven’t been around, I know. This has caused me some significant stress, believe me. Life became so demanding all of the sudden. All the daily routines went out the window as I was receiving house guests, endlessly entertained, cooking dinners for friends and family, had an accident at work, and then relentlessly packed to get us to Arizona again, which finally allowed me to take a deep breath and to park myself in front of this laptop to talk to you again. And this, curiously, feels so very right. I have to say, to be away from all the action that my life has become, is a luxury. Suddenly, everything slowed down and I manage to get my thoughts straight and have some clarity about what I want to do and say here – the two things that were hard to come by in the last few weeks of my existence. But here I am tonight, relaxed, in the most positive frame of mind, ready to share my thoughts again. But first let me talk about the picture you see in this post. It’s somewhat unrelated to what’s happening right now, but I took it a while back with the intention to continue my Collection series, but I’ve never had time to post it. I badly wanted to tell you about this quirky thing that consumes some of my free time, collecting these wooden spools. I do it for two reasons: mainly, because of the nostalgia I feel, as this is what I remember the sewing was once all about. Wooden spools used to be so common, but not anymore. And this leads me to the second reason why I care for them so much. They are hard to come by. Since I can’t just go to the store to buy them, I hunt them down in second-hand stores and this, as you rightfully suspect, is a process, a long one. It requires patience and persistence, but I’ve managed to get my hands on a few of them and this delights me majorly. The colours present unending photo op possibilities. They are so wonderfully textural, the wood, the threads, the hues, and the tints present abundant inspiration, don’t you think? Aren’t they incredibly photogenic?

Długo mnie tu nie było, wiem. I wierzcie mi, stresował mnie ten fakt bez końca. Życie nagle stało się takie skomplikowane. Wypracowane i wypieszczone, codzienne rutyny wyfrunęły przez okno, gdy to przyjmowałam gości, podejmowałam obiadami, byłam ofiarą wypadku w pracy i na koniec, pakowałam nas do Arizony jakby całe moje życie od tego pakowania zależało. Na szczęście, jak już wczoraj tu wylądowaliśmy, to poczułam, że mogę ponownie oddychać trochę głębiej i na spokojnie zasiąść przed komputerem, żeby wreszcie z Wami pogadać. Dobrze jest tak zasiąść z jasnymi myślami, z planem co chce się zrobić i powiedzieć. Jest to takie upewniające uczucie, gdzie znowu wszystko jest znajome i wypróbowane, a tych aspektów poważnie w moim życiu brakowało w ciągu ostatnich kilku tygodni. Ale oto jestem, zrelaksowana, z wielce pozytywnym nastawieniem, jako że przede mną dwa tygodnie beztroski. Ale przede wszystkim chcę wyjaśnić to dzisiejsze zdjęcie. Jest ono właściwie nie związane z tym co się wokół dzieje, ale ponieważ zrobiłam je jakiś czas temu, z intencją kontynuowania serii o kolekcjach, to załączam je dzisiaj, bo czas mi przelatuje przez palce, a czuję taką potrzebę podzielenia się tym nieco dziwnym nawykiem kolekcjonowania drewnianych szpulek. Kieruje mną nostalgia za dawnymi czasami, gdy takie szpulki były codziennością, na którą nikt z nas nie zwracał uwagi. Ponieważ dzisiaj jest to niemożliwe, żeby je zakupić, stąd ta moja pasja kolekcjonowania ich w sklepach ze starociami. Nie jest to jednak łatwe zadanie, bo jest ich w Kanadzie mało, głównie przywiezione z Europy lub Japonii, tak więc natknięcie się na nie jest raczej rzadkim przypadkiem. Tracę więc czas polując na drewniane szpulki, bo cieszą bez granic chociaż proces jest długi i zapewne mało skuteczny, to jednak są wdzięcznym obiektem do fotografii i to wystarczy.

Out of the Barn and into the Kitchen

The kitchen hutch I mentioned earlier came to me quite by chance. I was picking up this table at the nearby horse ranch and the owner sheepishly asked if I wouldn’t consider the hutch she had sitting in the barn. I had and this is how it ended up in my kitchen in its dark wood stained glory. I wanted to re-finish it, but it needed to be painted light and bright because it was bringing the whole kitchen down with its brooding dark wood moodiness. I procrastinated for two entire weeks before I dared to disassemble and to start working on it. It took a lot of sanding and even more painting, 5 coats in total, but it’s finally done. It’s still a little scarce on dishes and smart displays for the glassed cabinet section, but I know it will get there eventually. For the time being, it’s a nice addition to our dining room area.

Ten kuchenny kredens, o którym napomykałam wcześniej, trafił do mnie całkiem przypadkiem. Gdy odbierałam ten oto stół z pobliskiego rancza, właścicielka nieśmiało zasugerowała, żebym również zabrała kredens stojący w stajni. Tak też zrobiłam i kredens stanął w jadalni, taki ciemny, drewniany i nie pasujący do niczego. Należało go odświeżyć i czym prędzej przemalować na jakiś jasny kolor. W stanie w jakim był tylko przygnębiał swoją drewnianą osobowością. Musiały minąć jednak długie tygodnie, zanim odważyłam się go rozebrać na części, a następnie długo szlifować, a potem jeszcze dłużej malować, aż wreszcie wszystkie pięć warstw farby zgodnie leżały jedna na drugiej, i nadszedł ten długo wyczekiwany moment, kiedy to projekt został doprowadzony do końca. Nadal jeszcze brakuje w nim naczyń i wystaw za szybami – na to z pewnością przyjdzie czas. Tymczasem, stoi on sobie w rogu jadalni i cieszy oko.

Not So Lazy on Sunday

I’m surprising myself realizing how bravely I face the hot Arizona summer. Quite remarkably, I worked the whole morning putting one full coat of paint on an old, wood-stained kitchen hutch. I aspire to make it light and airy, but it’s quite a task. After completing one out of four coats planned I was done. All I could do was to grab a magazine and head out to a cool bedroom for an afternoon rest. Then I remembered to show you my new thrifty acquisition – an ironing board that serves as an impromptu shelf in the seriously under-furnished bedroom.

Zaskakuje mnie jak dobrze znoszę to arizońskie lato. Podziwiam samą siebie za wyczyn dzisiejszego poranka, kiedy to spędziłam go nakładając jedną z czterech planowanych warstw farby na stary kuchenny kredens, którego to pozbawiam bejcy i przemalowuję na biało. Jest to niezłe zadanie. Wczesnym popołudniem miałam już całkiem dosyć skwaru i wszystko na co jeszcze było mnie stać to złapać czasopismo i zaszyć się w schłodzonej sypialni na krótki popołudniowy odpoczynek. Tam też przypomniałam sobie, że jeszcze nie pokazałam Wam mojego ostatniego nabytku ze sklepu ze starociami – deska do prasowania, która służy za półkę w naszej poważnie niedomeblowanej sypialni.

Comments Off

Non-Medicinal Use

Here are some of the vintage medicine bottles I scored last Sunday at the flea market. I decidedly prefer using them this non-medicinal way.

Oto kilka starych butelek po lekarstwach zdobytych na pchlim targu w zeszłą niedzielę. Zdecydowanie wolę korzystać z nich w ten sposób raczej, niż medycznie.