Archive for the ·summer· Category...

The Kitty Tells Me

The kitty tells me there is no reason to rush with anything. She tells me to chill, so I listen. We’ve come back home leaving the scorching Arizona behind. Thankfully, we’ve showed up just in time to experience the glorious summer time in BC, no work, no obligation, no stress. Shouldn’t summers be just that. All this delightful chillaxing got to me on day two upon arrival and I started painting the kitchen hutch. The work comes along nicely, but it’s going to take me five whole days to get it done. As always I wedge my way between having to and wanting to. The omnipresent conflict of life, but just because the sun is shining, it’s no big deal!
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130720_KittyTellsMe

Kot mi podpowiada, że nie ma powodów do pośpiechu. Mówi, “Zrelaksuj się”, więc to robię. Wróciliśmy do domu z Arizony, na szczęście do cudnie letniej pogody, do wolności od pracy, obowiązków i stresu. Jest tak, jak powinno być w każde lato. Delektuję się niewątlpiwie tą rzadką chwilą, ale już na drugi dzieć po powrocie kombinowałam, któremu to projektowi poświęcić uwagę. Wygrał kuchenny kredens, który straszył żółtwaym spryskanym kolorem, więc maluję go na biało, ale zabierze mi to całe pięć dni. Już nawet nie dziwi mnie gdy pojmuję, że cała moja egzystencja sprowadza się do prostej formuły między tym czego mi się chce i tym, na czym mi zależy – mój wszechobecny życiowy konflikt. No ale nic nie może być aż tak drastycznie ważne w lipcu, kiedy to słońce świeci pełną parą.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Comments Off

No Backyard Lounging

Not being able to spend your summer days outside is the only sad thing about the hot summer in Arizona. It’s astonishing that even people who should indulge cooling off their bodes in the swimming pools glistening in their backyards prefer to stay in cool indoors. I bet we’re the only human beings who venture outside in this weather to sit at their backyard table, under the shade of the tree, a cold margarita in hand, albeit, for extraordinarily short periods of time.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130708_NoBackyardLounging

Najbardziej zniechęcającym aspektem gorącego lata w Arizonie jest to, że czas który można spędzić w ogrodzie jest nadzwyczaj ograniczony. Zadziwia mnie też fakt, że nawet ludzie którzy z łatwością mogliby rozkoszować się pławieniem w lśniących basenach, które to przyozdabiają ich ogrody, pozostają zamknięci w czterech ścianach klimatyzowanych domów. Prawdopodobnie jesteśmy jedynymi istotami, które ośmielają się wyjść na dwór w ten okrutny upał, zasiadają przy stole w cieniu drzewa z drinkiem margaryty w ręce, radując się chwilą, aczkolwiek ta chwila szybko okazuje się być niewiarygodnie krótką.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Comments Off

In the Heat of the Day

We’ve arrived to Arizona just in time to experience anew the record-high temperatures. Once more we have to learn to breathe in without frying our lungs, move with measured efficiency, so not to exert ourselves before our short vacation here is over, and wake up at a crack of dawn, so we can do the desperately needed yard work before the heat of the day sets in. Though all of this sounds exhausting, we love this extreme climate and we immerse ourselves in a myriad of projects. A. is working on revamping the irrigation system, so he can control it remotely from Canada. All this in the hope that we’ll be able to prevent another bout of garden water deprivation, like we do every summer. I have my own list of to-do’s – some redecorating, some cleaning, nursing my bougainvilleas and lavenders, but most importantly, resuming the work on the garden mosaics I’ve started back in spring. More on this soon!
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130704_InTheHeatOfTheDay

Dojechaliśmy do Arizony akurat w momencie gdy na nowo padały rekordy temperatur (48.5C). Ponownie musieliśmy przyuczyć się jak oddychać by nie spalić sobie płuc gorącym powietrzem, jak poruszać się z na tyle efektywnie, by nie wypalić całej swojej energii przed końcem dnia, no i jak to zrobić, żeby zwlec się z łóżka przed świtem, by móc popracować przez kilka godzin w ogrodzie zanim zrobi się zbyt gorąco. Wszystko to brzmi bardzo wyczerpująco, ale i tak cieszymy się możliwością spędzenia czasu w tym ekstremalnym klimacie, a na dowód tego oddajemy się licznym projektom, które często wymagają siły i odwagi by stawić czoła tym temperaturom. A. przeorganizowuje system irygacyjny z celem możliwości sterowania nim zdalnie z Kanady. Mam nadzieję, że zapobiegnie to ponownemu wyniszczeniu ogrodu brakiem wody, jak to z sukcesem robimy każdego lata. Ja mam swoją własną listę zadań – trochę dekorowania, trochę sprzątania, dopieszczanie bugenwilli i lawend, a najważniejsze wykończenie ogrodowych mozajek, które zaczęłam wyklejać jeszcze wiosną, ale o tym trochę później.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Breaking Free

The end of the school year couldn’t arrive quickly enough for me this year. All through June, I felt as if I were getting rid of unbreakable shackles, scrambling over the nasty flu, just barely squeezing through each day at work, all while watching the rain fall down as if the world vowed not to dress in summer ever again. But today I’m breaking free through that tired and indifferent wall, and I’m officially starting the 2013 summer break. Watch me, it’ll be an awesome, wild ride! Hugs!
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130627_BreakingFree

Koniec szkoły nie mógł nadejść szybko wystarczająco w tym roku. Czerwiec był próbą siły dla mnie i czułam jakbym bezskutecznie pozbywała się kajdanów – najpierw wstrętnej grypy, potem brnąc jak w smole przez ostatnie tygodnie roku szkolnego, wszystko to w nieustającym deszczu, bo świat zapomniał, że w międzyczasie nastało lato. No, ale dzisiaj, dzisiaj wszystko uległo niecierpliwie wyczekanej zmianie i wreszcie jestem na wakacjach. Odwiedzajcie mnie tutaj często, bo będzie to nie byle jaka jazda! Uściski!
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Comments Off

Memory is Berried in My Mind…

I’ve come across this image this afternoon from way back in August, at the time when I quoted Sylvia Plath. I remember disliking how this picture turned out – the background was too busy for my liking and I complained about a myriad other things. There is something to be said about the change in one’s perspective, when one has such a need. Today, just looking at the multitude of summer pictures, all of the sudden I instantly liked this one. Why, on Earth, I rejected it before? Does the feel for summer, and the taste for blackberries have anything to do with it? Can anyone tell me?

Natknęłam się dzisiaj na to zdjęcie, które zrobiłam dawno temu, w sierpniu, kiedy to cytowałam Sylvię Plath. Pamiętam, jak krytycznie podeszłam do niego – tło było zbyt krzykliwe, brakowało tu i tam ostrości, i jeszcze kilka innych rzeczy. Dzisiaj dochodzę do wniosku, że perspektywa oglądania, zmienia się wprost proporcjonalnie do pozycji i potrzeb oglądającego. Patrzę na ten obrazek dzisiaj i raduje mnie on bez miary. Co to jest do licha? Zmienność i niestałość kobiecej natury, czy tylko tęsknota za wszystkim, z czym lato się kojarzy? Jeśli tak, to dlaczego? Niechże mi to ktoś wytłumaczy.

Last Days of Summer Freedom

Don’t let the summer slip away from you without celebrating its fading beauty. Send it off with some memorable summer activities. Have a picnic, walk on the beach, or just rest on a bench in your neighbourhood park. This is exactly what I’m doing this gorgeous late summer weekend, so when Tuesday rolls around, the return to work doesn’t hurt so much. Enjoy the last of the summer’s freedom!

Chociaż lato coraz bledsze, nie pozwól mu umknąć bez śladu. Pożegnaj je w prawdziwie letnim stylu. Może dasz się namówić na piknik, albo spacer po plaży, lub po prostu, na relaks na ławce w ulubionym parku. Tak właśnie zamierzam spędzić ten cudny ostatni letni weekend, a wszystko to w nadziei, że jak już nadejdzie wtorek, to powrót do pracy nie będzie uwierał tak bardzo. Radujmy się zatem ostatkiem letniej wolności!

Comments Off

Pink Fantasy

Just when I thought that all that’s left for me to do is to settle down for winter, or at best, to cozy up with the fall that’s around the corner, M. cut for me a few stems of the “Pink Fantasy” clematis growing on her deck and the spirit of the summer was vehemently restored. Long Live Summer!

Gdy już myślałam, że nic innego mi nie pozostaje jak tylko przygotować się na zimę, albo w najlepszym przypadku, wtulić się w fałdy nadchodzącej jesieni, M. ucięła mi kilka gałązek powojnika rosnącego na tarasie, i lato na nowo zapanowało w sercu. Niech Żyje Lato!

Comments Off

Blackberrying

Blackberrying by Sylvia Plath, from “Crossing the Water”, 1971

Nobody in the lane, and nothing, nothing but blackberries,
Blackberries on either side, though on the right mainly,
A blackberry alley, going down in hooks, and a sea
Somewhere at the end of it, heaving. Blackberries
Big as the ball of my thumb, and dumb as eyes
Ebon in the hedges, fat
With blue-red juices. These they squander on my fingers.
I had not asked for such a blood sisterhood; they must love me.
They accommodate themselves to my milkbottle, flattening their sides.

Overhead go the choughs in black, cacophonous flocks -
Bits of burnt paper wheeling in a blown sky.
Theirs is the only voice, protesting, protesting.
I do not think the sea will appear at all.
The high, green meadows are glowing, as if lit from within.
I come to one bush of berries so ripe it is a bush of flies,
Hanging their bluegreen bellies and their wing panes in a Chinese screen.
The honey-feast of the berries has stunned them; they believe in heaven.
One more hook, and the berries and bushes end.

The only thing to come now is the sea.
From between two hills a sudden wind funnels at me,
Slapping its phantom laundry in my face.
These hills are too green and sweet to have tasted salt.
I follow the sheep path between them. A last hook brings me
To the hills’ northern face, and the face is orange rock
That looks out on nothing, nothing but a great space
Of white and pewter lights, and a din like silversmiths
Beating and beating at an intractable metal.

Zbieranie jeżyn, Sylvia Plath, z tomu „Crossing the Water”, 1971

Nikogo na dróżce i nic, nic prócz jeżyn,
Jeżyny z obu stron, choć głównie skupione na prawo,
Aleja jeżyn schodzi zakrętami do morza,
Które u jej krańca faluje. Jeżyny,
Wielkie jak poduszeczka kciuka i nieme jak oczy
Z hebanu w zaroślach, wzbierają
Sinoczerwonym sokiem, który wylewają na moje palce.
Nie prosiłam o takie pobratymstwo krwi; widocznie mnie kochają.
Przystosowują się do mej butelki na mleko rozpłaszczając się bo bokach.

Nad głową kruki przelatują czarnym, kakofoniczym stadem –
Strzępy spalonego papieru krążące po wietrznym niebie.
Ich głos jest samotny i protestuje, protestuje.
Myślę, że morze w ogóle się nie ukaże.
Wysokie, zielone łąki płoną jakby oświetlone od środka.
Zbliżam się do krzaka jeżyn tak dojrzałych, że stał się krzakiem much
Zwieszających swe zielono-modre brzuszki i szkliste skrzydła
jak na chińskim parawanie.
Miodowa uczta jeżyn tak je odurzyła, że uwierzyły w niebo.
Jeszcze jeden zakręt. A jeżyny o krzaki kończą się.

Jedyną osiągalną rzeczą jest teraz morze.
Spomiędzy wzgórz nagły wiatr przewiewa mnie,
Uderzając swą widmową bielizną w moją twarz.
Te wzgórza są zbyt zielone i miłe, by znały znak soli.
Idę pośród nich ścieżką dla owiec. Ostatni zakręt doprowadza mnie
Do północnego stoku wzgórz z pomarańczowej skały,
Który wychodzi tylko na rozległą przestrzeń
Biało-cynowych świateł, gdzie słychać jakby
Złotników kujących, kujących niepodatny metal.

tłumaczenie: Teresa Truszkowska

Related Posts with Thumbnails