Archive for the ·slow food· Category...

You’ll Be Surprised to Learn…

… that the cost of a homemade, homebaked baguette, including the cost of electricity, is mere 15 cents (calculated by yours truly). Yes, that’s it – just flour, water, a pinch of salt, and a bit of the watts taken by your oven. Your determination and your love to share wholesome food with the family and friends comes free, of course.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130507_CheapBaguettes

Wiem, że będziecie zaskoczeni dowiadując się, że koszt bagietki zrobionej w domu wynosi zaledwie 15 centów (około 47 groszy). Tak, to wszystko – mąka, woda, odrobina soli i kilka watów z piekarnika. Wasza własna determinacja i chęć przełamania się prawdziwym chlebem z rodziną i przyjaciółmi są już gratis.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Praise the Bread

I’ve been baking some basic breads without stopping, just not reporting on the process much. Baguettes and Italian breads have kept coming out of the oven, but in this house, they’re no longe a cause for excitement. Things have changed, however, when I unloaded from the oven two round wheat-rye sourdoughs yesterday. Nestled nicely in cast-iron skillets, hot, superbly aromatic, and crackling in a hurry, they were a bready vision, and sure enough, a true delight to the taste buds once they cooled off. I first got the formula for this awesome bread from Trufla, a Polish food blog I fancy. Since this bread is such a success, I’m rushing to bring you the formula for it, with hopes that you try it without delay.

Wheat-Rye Sourdough in a Cast-Iron Skillet
Ingredients:
405 grams wheat (or graham) sourdough starter (100% hydration)
655 grams wheat bread flour
110 grams rye flour
1/3 tsp instant dry yeast
450 grams water
1 TB sea salt

Directions:
1. Mix the sourdough starter with water and yeast.
2. Add the two flours and mix in a bowl of the standing mixer, on low, for 2 minutes. Cover and leave to autolyze for 20 minutes.
3. Add salt and mix for 5 minutes, alternating between low and medium speeds. Cover and leave to ferment for 60 minutes.
4. Now turn on the mixer for just five rotations of the hook as the alternative to stretching and folding the dough. Cover again and leave for another hour.
5. Divide the dough into two parts. Form boules and place them in floured bannetons. Slip the baskets into plastic bags and place in the refrigerator to retard for 8 to 12 hours.
6. Place two small-size cast-iron skillets in the oven and preheat to 550ºF. Once hot, transfer the boules onto the hot skillets and immediately place in the oven. Bake with steam for 35 minutes lowering the oven temperature to 465ºF.
7. Cool off completely before cutting.

Note: This post will be submitted to YeastSpotting – the weekly bread-baking round up featured by Wild Yeast.

Piekę nadal regularnie, ale toczy się ten proces po cichu, bo pospolitość tych wszystkich bagietek i włoskich chlebków nie wzbudza już u nas w domu euforii. Rzeczy uległy nieco zmianie, gdy wyciągnęłam wczoraj z piekarnika dwa pszenno-żytnie chleby na zakwasie. Wygodnie usadowione w żeliwnych patelniach, gorące, pachnące, ze skórką naznaczoną chrupiącymi pęknięciami, nęciły i grały na wszystkich możliwych zmysłach, a zwłaszcza na tych smakowych. Natrafiłam na ten przepis na polskim blogu kulinarnym, który czytam regularnie i podziwiam – Trufla, a dzisiaj dzielę się nim z Wami, byście bez zbędnych opóźnień, czym prędzej ten cudny chlebek przetestowali.

Notka: Link z tego posta będzie wysłany do YeastSpotting, cotygodniowej listy wypieków prowadzonej przez Wild Yeast.

Not So Gallant Galette

Since becoming the prisoner of the heat in my own house, I stayed busy with little decorating and organizing, and that’s good, that’s what I hoped I’d be able to do. What I didn’t count on was turning on the oven. Somehow I did. Call it a lapse of judgement. The peaches were ripe and I thought I’d win some unofficial contest for the best neighbour the neighbourhood could have when I’d dazzle everyone with this rustic galette. Dazzled, I did not! The recipe needs tweaking so maybe I’ll share it in May one year, when peaches are in season in Arizona and the temperatures allow for the regular baking action in the kitchen. So after my gallant offering of the not so gallant galette, and the neighbours’ gracious acceptance, everything is now better in the hood.

Odkąd przez upał stałam się niewolnikiem we własnym domu, poświęcam trochę uwagi dekorowaniu i organizowaniu, co mnie bardzo cieszy, bo liczyłam na to, że wystarczy mi czasu i na te zajęcia. Na co nie liczyłam, to to że włączę piekarnik, ale włączyłam. Nie rozsądna decyzja! Wymyśliłam, że skoro brzoskwinie już prawie przejrzałe, a pieczeniem może uda mi się zaskarbić sąsiedzką miłość, upiekę rustykalną galette, którą wszyscy będą podziwiać. Podziwu nie było. Ten przepis wymaga jeszcze kilku zmian i nowych prób – może w maju, gdy brzoskwinie są w sezonie w Arizonie, a temperatury pozwalają na pieczenie. Tymczasem, jadalny podarunek uradował sąsiadów, bo każdy z nich już wreszcie chciałby sam coś upiec, co spowodowało, że nastroje uległy poprawie, a ja wkupiłam się w łaski sąsiadów.

Comments Off

Quintessential Herbs

Summer’s bounty of fresh herbs turned my hot and lazy summer Saturday mid-day into an action-packed afternoon in the kitchen. Listening to NPR, I got a vague notion of a herb salt, which upon some internet research, instantly translated into a kitchen project upon seeing how wonderfully abundant my herbs are. I can’t even call it a recipe, more like throwing a few ingredients together, but what you get will transform your food quality exponentially. Trust me on this one and do it yourself no later than tomorrow.

Basil Rosemary Salt
Ingredients:
1 TB kosher salt
2 cloves garlic
1/2 cup fresh basil leaves and rosemary, packed

Method:
Finely chop garlic into the salt, add herbs and continue chopping until all ingredients are blended together. Spread on a baking sheet and leave until dry. Keep in an air-tight container. Use instead of salt. Since you can use any combination of herbs, the salts will do well in an assortment of dishes. This Tuscan version is excellent in tomato sauces and any grilled vegetable. Enjoy!

Obfitość ziół w ogródku przeistoczyła gorące, leniwe, sobotnie południe, w wypełnione kuchennymi zadaniami popołudnie. Przypadkowo natknęłam się na historię o ziołowej soli opowiedzianą przez redaktorkę publicznego radia w Phoenix, i podążając za jej wskazówką odkryłam nowy kuchenny projekt. Nie można go nawet nazwać przepisem, bo jest to kwestia połączenia kilku zaledwie składników, ale ponieważ rezultaty są fenomenalne, to nie dajcie się długo namawiać, tylko zerwijcie zioła w ogródku i do roboty.

Sól z bazylią i rozmarynem
Składniki:
1 łyżka soli koszernej
2 ząbki czosnku
1/2 szklanki ciasno napakowanych ziół – bazylii i rozmarynu

Sposób przyrządzania:
Wsiekaj czosnek w sól, po czym dodaj zioła i kontynuuj siekanie aż uzyskasz ziołowa miazgę. Rozprowadź ziołową miksturę na powierzchni blaszki do pieczenia i pozostaw w temperaturze pokojowej do całkowitego wysuszenia. Sól pomaga w tym procesie wchłaniając ziołową esencję. Przełóż do szczelnie zamkniętego pojemnika. Stosuj zamiast soli. Ponieważ można robić ziołową sól z dowolnej kombinacji ziół, nadaje się ona do wielu różnorodnych dań. Ta toskańska wersja dobrze pasuje do sosów pomidorowych, jak i do grylowanych warzyw.

All Eggs in One Basket

Yes, the title to this post might be the metaphor for a certain decision I’ve made recently, but hopefully, it’ll not come to that. I’d rather tell you about the eggs… and the other produce that I’ve sought while in Arizona. Quite appropriately, with Easter arriving in a short week, we zealously indulged in fresh eggs. And, fresh they were. The first time I visited Mary’s little homestead after finding her on Craigslist, I was smitten with her little team of obliging hens. I couldn’t dream of fresher eggs as she was filing my egg basket physically lifting hens while they were laying eggs and taking still warm eggs from under them. They didn’t seem to mind, though. There also was one hen that was hatching eggs and this, too, was amazing to watch, because she let me peek under her belly so I could see the pecking marks on egg shells ready to crack. I can’t tell you how enjoyable this experience was for me, and to top it all, not able to give me some change for the eggs I bought, Mary offered to give me freshly picked oranges and grapefruit, instead. How cool is that?

Tytuł tego odcinka może zabrzmieć jak metafora do decyzji ostatnio przeze mnie podjętej. Na szczęście nie ma przysłowiowego odpowiednika w języku polskim, więc pisać o niej nie będę, za to chętniej opowiem o świeżych jajkach i innych produktach, których to aktywnie szukamy tutaj w Arizonie. Ponieważ Wielkanoc już tak blisko, to jajka, jak przystało na te święta, były w centrum uwagi. I nie jakieś tam jajka, tylko bardzo świeże jajka, tak świeże, że świeższych już nie mogę sobie wyobrazić. Gdy poraz pierwszy odwiedziłam wiejską zagrodę Mary, natychmiast otoczenie przypadło mi do gustu, z całą tą jej hodowlaną menażerią – kurami, kaczkami, koniami, kucykami, fantastycznym ogrodem i mnóstwem drzew cytrusowych. Jajka zbierała do koszyka podnosząc kury z gniazd i wybierając spod nich dopiero co zniesione i jeszcze ciepłe. Żadna z kur nie protestowała, a wręcz przeciwnie wydawały się być dumne i zadowolone z takiego obrotu sprawy. Była tam też kurka, która cierpliwie wysiadywała jajka, i która też nie miała nic przeciwko temu, żebym podlądała jak spod brzucha wyglądają młode kurczaczki, jak i te, co to dopiero się przez skorupki przebijają. Całe to doświadczenie było po prostu niewiarygodne, a już totalnym uwieńczeniem był moment, kiedy to Mary zabrakło reszty na wydanie po opłaceniu jajek, i którą to resztę oddała w zrywanych na moich oczach pomrańczach i grejfrutach.

I’m Going G-F

Gluten-free, that is. Not to bore you to death, I’ve finally decided to deal with the chronic bronchitis that I struggle with. After reading much about the symptoms, causes, cures, myths, and wishful thinking, I’ve come to the conclusion that the gluten-free diet, even if it doesn’t help, it certainly won’t hurt (my doctor’s words). There is only one problem. What’s going to happen with all my bread baking? Right at this moment, I’m thinking I’m going to transform the gluten-full bread baking that I’m doing, into the gluten-free baking that I’m hoping for. For starters, I’ve spent this gorgeous, almost spring-like day, chasing all the gluten-free flours I require. The picture take below includes sorghum, tapioca, chickpea, and potato flours. I’ve started a gluten-free sourdough starter and I’m staying immensely hopeful to transform my current sickly self into a healthy one in the very near future. I’ll keep you posted.


Pin It

To znaczy, przeistaczam swoje istnienie na bezglutenowe. Oby Was nie zanudzić na śmierć, powiem tylko, że wreszcie postanowiłam się rozprawić z chronicznym bronchitem, z którym się zmagam już od dawna. Po odczytaniu licznych publikacji o symptomach, przyczynach, skutkach, metodach leczenia, mitach, i nadziejach, doszłam do wniosku, że bezglutenowa dieta, nawet jeśli mi nie pomoże, to z pewnością mi nie zaszkodzi (słowa naszej pani doktor). Jest tylko jeden mały problem. Co się stanie z pieczeniem chleba, które tak lubię? Wymyśliłam więc, że przeistoczę to moje glutenowe pieczenie na bezglutenowe. Zaczęłam od poszukiwania mąk bezglutenowych, co przyszło mi z trudem, bo sobota była cudna, istnie wiosenna, i nie był to czas by wędrować od jednego sklepu ze zdrową żywnością do drugiego. Mąki przywlokłam do domu, i tak jak powyższe zdjęcie sugeruje, nastawiłam już bezglutenowy zaczyn z mąki z sorgo, tapioki, ciecierzycy i zimniaczanej. Teraz czekam na moment kiedy zaczyn nabierze bezglutenowego życia, a ja przemienię się z chwilowo podupadłej na zdrowiu na całkowicie ozdrowiałą. Będę Wam meldować o postępach.

You Say Heirloom, I Say Tomato

Have I ever told you that tomatoes are my absolutely most favourite thing (either fruit or vegetable – your choice) to eat. I readily eat them in all shapes and forms, preferably raw, like you’d eat an apple. Tomato salads are the very close second on my favourite-foods-to-eat list. Well, you get the idea, I love tomatoes. No surprise then that I’m writing today about tomatoes. But heirloom tomatoes? What are they? Apparently, it’s a war. A war waged between uniformity and diversity. Somewhere, somebody, sometime in the 1950′s thought that people of the world prefered tomatoes to be of one size, one colour, and one shape. This is how our familiar greenhouse tomato was created (engineered) – unblemished and flavourless. Thankfully, in the 1970′s, humans vaguely recalled that a tomato once was a tasty treat, a summer delight, really. So these smart people found tomato seeds from before the 1950′s and they revived a real tomato, a heirloom tomato. Thank you very much. The same tomato that grew freely in gardens of my childhood and still happily grows, from that old seed, in most of the rural Europe – only in season, mind you, but exactly how the mother nature intended.

Czy wspomniałam może kiedyś, że pomidory są zdecydowanie najulubieńszym moim warzywem, nie, moim najulubieńszym owocem. Jem je jak popadnie, najchętniej surowe, jak jabłko. Sałatka pomidorowa jest druga na liście, ale już starczy. Ustaliłam, że uwielbiam pomidory. Tymczasem, w Ameryce wszyscy szaleją na punkcie pomidorów typu “heirloom”. Nie wiem nawet jak to przetłumaczyć – pomidory z dziedzictwa??? Aktualnie trwa tutaj pomidorowa wojna między jednolitością a różnorodnością. Kiedyś dawno, ktoś, gdzieś w 50-tych latach zdecydował, że ludziom na świecie potrzebne są pomidory o jednakowym rozmiarze, kolorze i kształcie. Tak też powstał znany nam pomidor szklarniowy – bez skazy i bez smaku. Na szczęście, jakieś 20 lat później, ludzie zaczęli przypominać sobie, że kiedyś istniały pomidory pachnące i rozkoszne w smaku. Zaczęli więc szukać starych nasion i w ten sposób przywrócili do życia prawdziwego pomidora, tego z dziedzictwa, który tutaj, w Ameryce, jest rzadkością i dość drogą przyjemnością, a który rósł zawsze w ogrodach mojego dzieciństwa, i nadal szczęśliwie, co roku, w Polsce wyrasta – latem tylko, tak jak matka natura przykazała.

Cordially

I’m not at all surprised that you’ve asked for the recipe for the blackberry cordial. It’s fantastic – the bottled goodness of the late summer. The recipe comes from this awesome book “Wielka Księga Nalewek” (The Great Book of Cordials”) by Jan Rogala, the collection of centuries old recipes known in Poland. Reviewing the book, I come to the conclusion that you could not only make a cordial from any plant bearing fruit, but also from any combination of fruit, spices, zests, roots, or herbs. Cardamom cordial, anyone? No, I didn’t think so, but give this blackberry cordial a try.

Blackberry Cordial
Ingredients:
for each kilogram (2.2 pounds) of blackberries you’ll need 250 g (8 oz) of sugar
vodka to cover the fruit
Method:
1. Fill a big jar with blackberries to 3/4 of its height. Pour vodka over fruit so all blackberries are submerged in alcohol. Place in a sunny spot for 7 days.
2. Next, pour the fruit-alkohol mixture over a fine sieve into clean bottles. Close the bottles tightly and refrigerate.
3. Place drained blackberries back in the jar and add sugar. Shake well. Leave in a warm place for 14 days.
4. Separate all the juices from fruit and combine with the fruit-infused vodka in your refrigerator. Bottle and close well with a cork.
5. Let stand in room temperature for 5 weeks before you taste it.

Wcale nie jestem zdziwiona, że prosicie o przepis na jeżynową nalewkę, o której pisałam tutaj, bo jest w niej cała dobroć końca lata zamknięta w butelce. Przepis pochodzi z tej pięknie wydanej kiążki “Wielka Księga Nalewek”, Jana Rogali, kolekcji wielowiekowych przepisów na nalewki zebrane po całej Polsce. Korzystając z tego doskonałego źródła, dochodzę do wniosku, że nalewkę można zrobić z każdej rośliny, która rodzi owoce, albo też z dowolnej kombinacji owoców, przypraw, skórek, korzeni i ziół. Ktoś ma ochotę na kardamonkę, nie, pewnie nie, ale koniecznie wypróbujcie nalewkę jeżynową wytrawną.

Nalewka Jeżynowa Wytrawna
Składniki:
na każdy kilogram jeżyn wymagane jest 250 g cukru
wódka w ilości by przykryć owoce
Sposób przyrządzania:
1. Owoce wsypać do gąsiorka, nie wyżej niż do 3/4 jego wysokości. Wlać wódkę tak by przykryła owoce. Postawić w słonecznym miejscu na tydzień.
2. Po tym czasie nalewkę zlać. W zamkniętych butelkach, schować do lodówki.
3. Odsączone owoce posypać cukrem i energicznie wstrząsnąć gąsiorkiem. Postawić w ciepłym miejscu na 2 tygodnie.
4. Zlać i połączyć z nalewką, wymieszać, rozlać do butelek i dobrze zakorkować.
5. Odstawić na 5 tygodni.

Comments Off