Archive for the ·leisure· Category...

No Backyard Lounging

Not being able to spend your summer days outside is the only sad thing about the hot summer in Arizona. It’s astonishing that even people who should indulge cooling off their bodes in the swimming pools glistening in their backyards prefer to stay in cool indoors. I bet we’re the only human beings who venture outside in this weather to sit at their backyard table, under the shade of the tree, a cold margarita in hand, albeit, for extraordinarily short periods of time.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130708_NoBackyardLounging

Najbardziej zniechęcającym aspektem gorącego lata w Arizonie jest to, że czas który można spędzić w ogrodzie jest nadzwyczaj ograniczony. Zadziwia mnie też fakt, że nawet ludzie którzy z łatwością mogliby rozkoszować się pławieniem w lśniących basenach, które to przyozdabiają ich ogrody, pozostają zamknięci w czterech ścianach klimatyzowanych domów. Prawdopodobnie jesteśmy jedynymi istotami, które ośmielają się wyjść na dwór w ten okrutny upał, zasiadają przy stole w cieniu drzewa z drinkiem margaryty w ręce, radując się chwilą, aczkolwiek ta chwila szybko okazuje się być niewiarygodnie krótką.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Comments Off

Lazy Days

The weekend is almost over, but it couldn’t be more perfect, of rather purrrrrr….fect. Everybody is happy around here, including the kitty. We were resting a lot, then getting a little tired walking, then lounging in the sun to regain the energy. Why, oh why, can’t every day be like this?
I hope you’re all ready for the upcoming weekdays. What are your plans for the next few days? I’ll be learning how to make fresh pasta… I know, a little ambitious, if not just plain crazy, but I bought this 1950′s pasta machine in a second-hand store yesterday and now I have no choice, but to see what it holds in store for me.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130505_LazySunbathingDays

Weekend już prawie przeminął, ale nie wyobrażam sobie bardziej idealnie spędzonych dni – wszyscy bardzo zadowoleni, nawet kicia. Trzy dni wolne od pracy przeleciały szybko, ale relaks był głównym celem, tak więc między spacerami i powrotami do domu żeby wypocząć, zalegaliśmy w słońcu akumulując słoneczną energię. Dlaczego każdy dzień nie może tak właśnie wyglądać?
No ale czas nastawić się na nadchodzący pracowity tydzień. Jakie zadania Was wyczekują? Ja zamierzam nauczyć się robić makaron, ha ha! Jeśli nie jest to zbyt ambitne dla mnie wyzwanie, to z pewnością trochę zwariowane, ale ponieważ zakupiłam wczoraj maszynkę do robienia makaronu z 50-tych lat w sklepie ze starociami, to nie mam wyjścia, tylko przekonać się na własnej skórze o co to z tym domowym makaronem chodzi.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Comments Off

Enter At Your Own Peril

I should have listened to my instincts when I stood at the trail-head of a local park-slash-forest ready for a walk. It was a rainy day and the entrance didn’t look too inviting. It was conjuring this disenchanting feeling of an abandoned and forgotten place. But I proceeded regardless and regretted that I have. I lost there my beloved Fitbit. This unfortunate, though rather insignificant event on a wider scope of the cycle called life, still ruined my day. Guess how surprised I was when Fitbit’s Customer Service Rep emailed me that they would send me a new Fitbit as a replacement. Isn’t it one awesome company? I say ‘YEAH!’.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130203_EnterAtYourOwnPeril

Powinnam była słuchać podszeptów serca, stojąc na wejściu do lokalnego parku. Deszcz i brak światła nie zachęcały do przechadzki, a wręcz odżegnywały od wejścia robiąc wrażenie porzuconego i zapomnianego miejsca na ziemi. Polazłam jednak, mimo ostrzeżeń i zaraz zgubiłam swój ulubiony Fitbit. Choć jest to mało istotne zdarzenie w skali jaką życie może czasem przybrać, to i tak czułam się jak oszukana i pobita. Wyobraźcie sobie jak zaskoczona byłam gdy firma zdecydowała podesłać mi gratis nowy Fitbit. Czy nie są niesamowici? Hurra!
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Tea Soothings

I’m wiping away with the spiced tea the nagging and persistent thoughts of the necessity to start another work week tomorrow morning. Wouldn’t it be nice not to have to go to work at all? Those who maintain they need work to feel fulfilled, they must be…, well, let’s just say I’m laughing with scorn and superiority – bwahaha!!!

Przeganiam pachnącą przyprawami herbatą natrętne myśli o przymusie powrotu do pracy jutro rano. Jakże fantastycznie byłoby nie pracować w ogóle. Ci co twierdzą, że nie umieliby żyć bez pracy, albo oszukują się, albo też… no może nie powinnam nikogo oceniać… tylko głośno zaśmiać się z wyższością – bwahaha!!!

Comments Off

Last Days of Summer Freedom

Don’t let the summer slip away from you without celebrating its fading beauty. Send it off with some memorable summer activities. Have a picnic, walk on the beach, or just rest on a bench in your neighbourhood park. This is exactly what I’m doing this gorgeous late summer weekend, so when Tuesday rolls around, the return to work doesn’t hurt so much. Enjoy the last of the summer’s freedom!

Chociaż lato coraz bledsze, nie pozwól mu umknąć bez śladu. Pożegnaj je w prawdziwie letnim stylu. Może dasz się namówić na piknik, albo spacer po plaży, lub po prostu, na relaks na ławce w ulubionym parku. Tak właśnie zamierzam spędzić ten cudny ostatni letni weekend, a wszystko to w nadziei, że jak już nadejdzie wtorek, to powrót do pracy nie będzie uwierał tak bardzo. Radujmy się zatem ostatkiem letniej wolności!

Comments Off

Feeling Peachy

The vacation mood has finally arrived here on Love Road. The garden work is more or less done and I relax at last watching humming birds, quails, and road runners alike enter my garden stage. One cannot spend too much time outside these days. The extreme heat warning is still in effect, but I steal a few moments in the shade of the tree and repose. The succulent white peaches keep me company and I don’t complain. My days are quite uneventful and simple here. I get up with the sunrise, go into the garden to see that the last few details are done, and then take a bike to a nearby store to get the essentials for the day. When I come back it’s starting to get really hot, and this is usually the last moment I can catch relaxing outside. Afterwards, it’s time to enter the house and do some work inside. I’m currently painting a side table and sewing a chair slip cover. As deprived of excitement as these days might seem to many of you, I feel quite content here, appreciating the meditative state I’ve entered.

Wreszcie na Love Road nastał prawdziwy wakacyjny nastrój. Praca w ogrodzie już prawie zakończona, więc czas na odrobinę relaksu i podglądanie lokalnej przyrody. Siedzę w ogrodzie i podpatruję jak kolibry, kuropatwy i kukawki, “czyli strusie pędziwiatry” wkraczają do ogrodu i ogałacają karmik w oka mgnieniu. Niestety, nie da się wysiedzieć na zewnątrz za długo, bo ekstremalne upały trwają nadal, ale wykradam z tego upalnego dnia kilka cennych chwil w cieniu drzewa i wypoczywam. Soczyste brzoskwinie dotrzymują mi towarzystwa, więc nie narzekam. Dni mijają tutaj bez większych atrakcji. Wstaję o wschodzie słońca i idę do ogrodu, żeby zakończyć te ostatnie prace, które tam jeszcze na mnie czekają. Następne zadanie to jazda rowerem do pobliskiego sklepu po zakupy. Gdy wracam, robi się już naprawdę gorąco, więc jest to ostatni moment, żeby usiąść w ogrodzie i odpocząć. Potem już poświęcam się zadaniom domowym. Aktualnie maluję stolik, instaluję półki i trochę szyję. Choć nuda aż zionie z takich cichych i spokojnych dni, to wierzcie mi, czuję się z nią nadzwyczaj dobrze, doceniając ciszę która mnie otacza jak medytacja.

Larrabee

Sounds like a sorcerer’s incantation, doesn’t it? Yet, Larrabee stands for the Larrabee State Park where we camped for a few days and nights last week. Situated on the Pacific Northwest coast, hugged by the luscious temperate rain forest, the place was nothing short of extraordinary. We played in the ocean, napped by the ocean, admired the ocean. We hiked a little, smelled the flowers, and sat by the campfire late into the night. In short, we did everything what should be done in the glorious time of summer.

Larrabee… brzmi jak zaklęcie czarnoksiężnika, ale to tylko stanowy park gdzie spędziliśmy kilka dni i nocy koczując pod namiotem i przy ognisku. Larrabee usytuowany jest w stanie Washington, na wybrzeżu Pacyfiku, spowity w omszonych, wilgotnych lasach strefy umiarkowanej. Jest to piękne miejsce gdzie udało nam się i pobawić w oceanie, i trochę podrzemać przy nim, i podziwiać go bez końca. Połaziliśmy po górach, wąchaliśmy wszystkie napotkane polne kwiatki i długo odpoczywaliśmy przy ognisku. Jednym słowem, robiliśmy wszystko, żeby cieszyć się pełnią cudnego lata.

Happy as a Clam at High Tide

Mainly, because it’s Friday. The work week is done, I’m no longer downed by a cold, the sun is shining, and the summer vacations are on a horizon – just mere 22 working days! In fact, I’m so happy that I felt like skipping all the way from work today – sauntering was just not an option as I was itching to start this glorious weekend – another long weekend, I should add. I have such high hopes for these three days. Tomorrow, I’m celebrating the European Mother’s Day in a company of my Polish friend, and a mother of two, M., walking and admiring the Darts Hill Garden Park. Yes, you might expect a few flower shots in the next couple of days despite my best intentions to photograph everything else. Sunday might be an inside day, we’ll see. On Monday though, I have big plans to get on the water. I’ve realized, that I haven’t been to an open ocean in a while now and I need some beach-combing therapy. I have some driftwood projects on my mind and am hoping to collect a few good specimens. I’ll leave all the trip planning to A. and I’ll save my energy for long beach walks. I got inspired to get close to the water by our walk last weekend to the Tavistock Point on the Brae Island, on the Fraser River in Fort Langley, where I came across this abandoned boat house. Wouldn’t it be sweet to inhabit this structure? I would like nothing more. What are your plans for the weekend?

“Szczęśliwa jak sercówka przy wysokim pływie”… zwykle komicznie się kończy tłumaczenie na polski angielskich idiomów, i ten nie jest wyjątkiem. Wystarczy powiedzieć, że czułam się niezmiernie szczęśliwa, bo tydzień pracy już za mną, przeziębienie już pozostawiło mnie samej sobie, jest ciepło i słonecznie, a do wakacji zostały mi tylko 22 dni pracy. Aż chciało mi się wracać do domu w podskokach, bo powolny, stoicki spacer, po prostu nie pasował do nastroju w jakim zaczynałam ten kolejny długi weekend. Mam wielkie plany na te najbliższe trzy dni. Jutro spędzam europejski Dzień Matki w towarzystwie mojej przyjaciółki M., również Matki Polki, i do tego wspaniałej ogrodniczni, w ogrodach Darts Hill. Spodziewać się możecie kilku dodatkowych zdjęć kwiatków, mimo najlepszych intencji skupienia się na fotografowaniu wszystkiego innego niż kwiaty. Niedziela może się okazać dniem spędzonym na dopieszczaniu zaniedbanego domu. Za to poniedziałek spędzimy gdzieś nad wodą, bo już dawno nie czułam zapachu otwartego oceanu i bardzo potrzebuję plażowego pleneru. Mam też na myśli kilka projektów z udziałem kawałków drewna sponiewieranego falami i solą i mam nadzieję znaleźć odpowiednie okazy. Pomysł na wyprawę nad morze trafił do mnie po spacerze w poprzedni weekend do Tavistock Point na wyspie Brae, na rzece Fraser, w Forcie Langley, skąd pochodzi zdjęcie tego sponiewieranego domu-barki, porzuconego i zaniedbanego. Akurat w takim stanie, w jakim uwielbiałabym się do niego wprowadzić. A jakie są Wasze plany na weekend?