Archive for the ·home· Category...

Every Mother’s Dream

Dreamy, indeed, was my day yesterday. I leisured and relaxed, reading and getting mentally ready for warm summer days ahead, delighting in the downtime I so rarely impose on myself. The afternoon was a sweet time spent with F., while dear hubby cooked the Mother’s Day dinner. Hope, all you Mothers, had a lovely day, too.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130513_EveryMothersDream

Marzycielsko minęło wczorajsze Święto Matki. Leniłam się i relaksowałam, czytałam i czarowałam myślami, rozkoszując się każdą minutą tego lenistwa, na które tak rzadko sobie pozwalam. Popołudnie upłynęło na słodko spędzonym czasie w towarzystwie F., gdy to A. przyrządzał specjalny obiad na tę świąteczną okazję – matczyne marzenia spełnione co do joty.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

A Day in the Kitchen

The weekend came and went in an blink of an eye. I spent a good part of the Saturday preparing the family dinner. Sometimes I wonder why I don’t mind spending all that times in the kitchen, sourcing the best ingredients, researching dishes that are both scrumptious and nutritious. Come to think about it, I devote a lot of my time to these activities. The answers are essentially quite banal. Yes, I want us to be healthy, I believe the time spent cooking with, and for, the family is an awesome investment in the foundation of that family. There are also less noble reasons. I like the methodology of the process and the olfactory elements of concocting food. Cooking is art – it requires oodles of knowledge, tonne of attention, a squeeze of ingenuity, a handful of creative tricks, and buckets of love. Also, I just like my kitchen.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130202_InTheKitchen

Weekend nadszedł i minął w oka mgnieniu. Większość soboty minęła mi na przyrządzaniu obiadu dla rodzinki. Czasami zadaję sobie pytanie, dlaczego nie mam nic przeciwko spędzaniu w kuchni długich godzin, wyszukiwaniu najlepszych produktów, znajdowaniu interesujących przepisów? Jakby nie było, te zadania pochłaniają masę czasu. Odpowiedź jest jednak banalna. Zależy mi, żeby to co wchłaniamy służyło naszemu zdrowiu. Uważam czas spędzony na gotowanie dla, i z rodziną, za najlepszą inwestycję w dobro i spokój tej rodziny. Są też mniej znaczące powody. Cenię sobie metodologię tego procesu, jego kojący wpływ na zmysły, głównie te węchowe. Gotowanie to sztuka – wymaga kupy wiedzy, tony uwagi, kilku kropli pomysłowości, szczypty twórczej weny i wielkiej dozy miłości. A do tego, ja po prostu lubię swoją kuchnię.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

On Entry

Who and what greets you when you come through the door entering your home? Your love, your kid, or is it your dog? I miss the times when F. would run to the door when I came home from work. Nothing felt lovelier than seeing his bright face. These days, when the boy is a man, A. is there almost every time, with a smile and a warm embrace causing my heart to leap. One of the kitties will also come to the door, apparently, hearing and sensing my presence when I’m still making my way up the staircase. But when no one is home, and the kitties are napping, all I see when I enter are memories, life’s moments materialized. They are pictures, old and new, they are objects collected, they are little vignettes that mean nothing to an accidental onlooker, but are infinitely meaningful to me. On a single entry, I catch myself noticing just one one of the things, or focusing on a single picture. The rest of them somehow fades into the background. This one item will grab my attention and will steer my mind to the time and the moment when the event took place. The feeling is both reassuring and soothing. Tomorrow, another sight will take its place, invoking resurgence of new emotions. I rely on that little ritual. Walking through that door says I’m home and my Mom’s smiling face only confirms the notion that I’ve arrived.

Kto Cię wita, gdy otwierasz drzwi? Partner? Dziecko? A może pies? Z tęsknotą wspominam czasy, gdy F. gnał do drzwi witając mnie z promienną buzią. Dzisiaj, A. stoi dzielnie w drzwiach z uśmiechem i ciepłym objęciem, i to wystarczy, żebym poczuła szczęście i zadowolenie z chwili. Również kicia majestatycznie nadchodzi, bo ponoć słyszy i wyczuwa moją obecność na długo przed tym zanim stanę pod drzwiami. Gdy jednak w domu nie ma nikogo, a koty podsypiają, witają mnie wspomnienia. Zmaterializowane w zdjęciach, starych i nowych, w przedmiotach pozbieranych po świecie, nic nie znaczących dla przypadkowego gościa, a dla mnie bedących masą wspomnień i znaczeń. Przy każdym otwarciu drzwi jedna tylko rzecz przykuje moja uwagę, natychmiast przenosząc mnie w przestrzeni i czasie do tego jednego wydarzenia i tej jednej doświadczonej chwili. Wielce kojące jest to uczucie i poddaję się temu rytuałowi z ochotą. Jutro, pewnie inny obiekt wpadnie mi w oko i wrzuci mnie w wir zupełnie nowych emocji. Ta wycieczka w czasie jest sygnałem, że jestem w domu a uśmiech Mamy ze zdjęcia tylko mnie upewnia, że dotarłam.

Launder and Iron

I must admit, these are the two chores that take the most persuasion for me. I avoid ironing, as if my life depended on it. Yet, I will not dress a table in an unironed tablecloth, similarly, I won’t fit it with a wrinkled napkin. Yes, I a*l*w*a*y*s have more ironing to do than I have free time on my hands. Thankfully, it’s not a cause for domestic stress for me, though the ironing basket overflowing with linens all of the time can be quite annoying. So, yes, you guessed it, my entire Sunday, the day I should enjoy, and during which I’m supposed to relax, was spent ironing. I’m out of my mind!!! I see it clearly now, at 7 o’clock on Sunday evening, just when my weekend is coming to a close, I’m wondering what happened to my two free days off-work. Is there a more succinct word that appropriately names my predicament?


Pin It

Pranie i prasowanie są tymi domowymi obowiązkami, które w moim przypadku, wymagają najwięcej perswazji. Prasowania unikam za wszelką cenę, ale jednocześnie, nie położę nie wyprasowanego obrusa na stół, jak również, nie wyposażę go w wygniecioną serwetkę. Zawsze mam więcej prasowania niż czasu do dyspozycji. Na szczęście, ten brak domowej organizacji nie przysparza mi stresów, ale kosz pełen obrusów do prasowania, po prostu działa na nerwy. Tak więc spędziłam niedzielę prasując, dzień, który według wszelkich planów, powinien był być poświęcony przyjemnościom i relaksowi. Teraz, o siódmej wieczorem, w niedzielę, kiedy to weekend nieubłaganie dobiega końca, nagle jasno widzę, że dwa dni wolne od pracy przeleciały mi przez palce. Jeśli ciśnie Wam się na język słowo, które nieco dobitniej określi moją sytuację, to proszę powstrzymajcie się od użycia.

A Flower Nook

I wonder why this is, but there is this one spot in my bedroom where flowers are on display most of the time. It’s this little nook in the room, where a dresser stands, and which has the surface for all kinds of things. Subjects, I like, pretty or stylish, or those I temporarily might not know what to do with, picked up, or gathered, found, or changing places – they all end up there, parking precariously, until their purpose in life is determined.
Do you have such a place in your home? Show me your “flower nook”.
Have a great long weekend, Everyone!

Ciekawa jestem jak to się stało, że jest takie jedno miejsce w sypialni, gdzie prawie zawsze stoją kwiaty. Jet to kawałek powierzchni, na komodzie, gdzie różne przedmioty znajdują tymczasowy dom. Rzeczy, które przypadły mi do gustu, ładne albo bliskie sercu, czy też te, z którymi chwilowo nie wiem co zrobić, przyniesione, zebrane, znalezione, albo przenoszone na inne miejsce – lądują wszystkie w tym samym punkcie, aż im wytyczę jakiś cel w życiu.
Czy jest takie miejsce w Twoim domu?
U nas długi weekend, ostatni letni weekend roku, bawcie się wszyscy dobrze.

Spools

These wooden spools are all about memories for me. Sewing was something I’ve never learned from my Grandma though she tried ferociously to get the skill into me. Now, it turns out, I would love to know how, but all that I can do, is to collect the wooden spools that remind me of days gone by. These are pleasant recollections.

Te drewniane szpulki wywołują wiele wspomniń.  Nigdy nie nauczyłam się szyć, mimo że Babcia próbowała bardzo aktywnie, żebym przyswoiła sobie tę umiejętność.  Na darmo.  Dzisiaj okazuje się przydałoby się wiedzieć coś o szyciu, ale pozostaje mi tylko kolekcjonowanie tych starych szpulek, które wdzięcznie przypomninają mi przeszłość.  Miłe są te wspomnienia.

Thrifting

I admit, I love old, vintage, weathered, worn out, broken into, with character items.  So when my girlfriends, when joining me for my birthday celebration, divulged the secrets related to the spring cleanup in a certain Vancouver neighbourhood, and further elaborated how the stuff comes in for free, I signed up for the Sunday of thrifty fun.  We had a wonderful time. I brought home just a few items, an old suitcase, an adorable chair, a frame,  and a thing for drying flowers, herbs, or candles – your crafty choice.  Here is the suitcase.  It dates, I’m guessing, around 1950′s, has a sole travel sticker from Nassau, Bahamas, and it perfectly compliments colors in our living room.

Przyznaję się, uwielbiam przedmioty stare, naznaczone wiekiem, sponiewierane, zużyte, z charakterem. Gdy w czasie moich urodzinowych celebracji, moje koleżanki wyjawiły tajemnice wiosennych porządków mających miejsce w pewnej vancouverskiej dzielnicy, i gdy dowiedziałam się, że rzeczy, które są śmieciem dla jednej osoby, a które stają się skarbem dla drugiej, przychodzą bezpłatnie, bez wahania postanowiłam dołączyć do koleżanek w to niedzielne przedpołudnie. Wspaniale spędziłyśmy czas. Przywlokłam do domu tylko kilka skromnych przedmiotów: starą walizkę, interesujące krzesło, ramę do obrazu i wieszak do suszenia ziół, kwiatów lub świeczek – w zależności od tego co jest Twoim hobby. Oto ta stara walizka. Datuje się myślę około lat 50-tych. Ma jedną, jedyną nalepke podróżniczą z Nassau, Bahamas i doskonale pasuje kolorystycznie do wystroju naszego domu.

Randomly in My Kitchen

The weather turned almost wintery around here, so I’m not tempted to go out too much.  Thankfully, there is still the balcony to cheer me up to give me an instant spring boost.  If I’m inside, though, I have to look with intent to find inspiration.  Here are a few things around my kitchen that usually make me smile.

Pogoda zmieniła się, w ciągu ostatnich dni, na bardziej zimową niż wiosenna, wiec nic mnie nie kusi, żeby wychodzić z domu. Na szczęście, pozostaje balkon z masą wiosennych roślinnych radości. Gdy jednak wracam do domu, muszę intencjonalnie szukać inspiracji. Oto kilka z drobiazgów i scenek z kuchni, które zazwyczaj przynoszą uśmiech i poczucie radości.

Related Posts with Thumbnails