Archive for the ·holidays & special occasions· Category...

I Just Might…

… surprise A. with a lovely breakfast for St. Valentine’s day – at 6:30 am. Yes, I might.
Happy St. Valentine’s Day to you all!

Kto wie, może zaskoczę A. miłym śniadaniem w łóżku przy okazji Święta Walentynki… o w pół do siódmej rano. Kto to wie…
Wszystkim życzę Wesołej Walentynki!

Let Your 2012 Be as Hopeful and Clear as this Blue Sky

I’ve been awfully absent around here. The whirlwind of after-Christmas gatherings and preparations for the New Year’s trip to rural Mexico kept me away from blogging. Frankly, after the quiet Christmas, becoming as busy as we did, was the last thing I expected. I have plenty to share with you from the Mexico trip and I will promptly do that, as I’m still browsing through hundreds of pictures and putting them in suitable collections. In the meantime, though, I want to wish you all the best in this New Year, hoping that even though it had already started, your hopes and aspirations for this year are as crystal clear as the blue sky in this picture. XOXOXO

 
Ponownie muszę przepraszać za długą nieobecność. Niespodziewany natłok poświątecznych zajęć oraz przygotowania do noworocznego wyjazdu na meksykańską wieś trzymały mnie z dala od komputera. Przyznaję, że nie spodziewałam się takiego obrotu spraw po tych wybitnie spokojnych Świętach. Mam wiele do opowiedzenia i pokazania po tej meksykańskiej podróży, co oczywiście zrobię pośpiesznie, zaraz jak przebrnę przez setki zdjęć z wycieczki. Póki co, to chcę życzyć Wam wszelkiej pomyślności w Nowym Roku, mimo że już trwa od prawie tygodnia, to życzę Wam z całego serca, żeby Wasze nadzieje i aspiracje na ten Nowy Rok były tak jasne jak to kryształowe niebo na zdjęciu. XOXOXO

Gingerbread and Lavender

This is to the different kind of Christmas. Quiet. A little sad. And mightily reflective. We skyped the Christmas wishes with the family. Just the two of us sat down to the Christmas Eve feast. We lost an elderly friend – Goodbye, Cecile! Yeah, it felt heavy at times. Yet, the raw emotions that accompanied the experience only heighten the appreciation for my family that will surely be here next Christmas, for the lights and candles glowing everywhere, for the gingerbread lending its heavenly aroma to the scene around, and for the lavender that’s blooming in December as if it forgot all the rules. Oh, yes, there are no rules! Toast with me to the different kind of Christmas!

To były nieco inne święta. Ciche. Trochę smutne. Pełne refleksji. Bliskość z rodziną zapewnił nam Skype. Do uczty wigilijnej zasiedliśmy we dwójkę. Odeszła od nas przyjaciółka domu – żegnaj Cecile! Tak, przytłaczały nas momentami myśli, ale te emocje co grzebią w sercu tak bez litości, jednocześnie tylko wzmagają poczucie wdzięczności za rodzinę, która zjedzie tu chmarą na święta w przyszłym roku, za migoczące, wypełniające nadzieją świąteczne światełka, za pierniki pachnące radością i za lawendę, która kwitnie w grudniu jakby życie nie miało żadnych reguł… O tak, życie nie ma reguł. Toast za te święta, co to czasami są nieco inne!

‘Twas Night Before Christmas

On this night before Christmas, I’m wishing you all healthy and wondrous times. Let your hearts glow and the feelings of joy shine through. May there be happiness everywhere!

Życzę Wam wszelkiej pomyślności, zdrowia i wielu magicznych chwil w tę wigilijną noc. Niech szczęście zapanuje w każdym zakątku świata.

Simple Should Be the Theme

Here I spell my wish for this Christmas. I wouldn’t be happier if this Christmas turned out to be nothing more than glowing lights, decorations wrestled straight out of the Mother Nature, giving, limited to warm wishes and tender hugs, where good health is just implied. I guess, I’ve entered the realm of no need. How nice!

Oto moje życzenie na te Święta… Nic by mnie bardziej nie ucieszyło niż migoczące gwiazdki, ozdoby świąteczne wzięte prosto od Matki Ziemi, prezenty w formie gorących uścisków i ciepłych życzeń. Zdaje się, że właśnie wkroczyłam w strefę gdzie niczego mi nie trzeba. Miło!

Frosting

I’ve suddenly realized that the frost that we’ve been having for the last week or so, might be my closest, if not the only, encounter with the wintry Spirit of Christmas this year. I took it then as a sign that I should expeditiously open my heart to all things Christmas and without delay I started decorating for the holidays. I figure, if I don’t do this now, the whole season will be lost on me, especially that we’re heading out to Arizona in a few short days and the permanent sun rays, mild temperatures, and the desert there, though closer to what the original Bethlehem scene might have been over 2000 years ago, surely won’t invoke the traditional Nordic Christmas atmosphere that’s so deeply engraved in my Northern European mindset. Remember my musings about the branches, twigs, and mosses from a few days ago? Well, a trip to the forest had happened and I managed to put together a few of the favourite Christmas decorating ideas of mine. I should be showing them to you shortly, but how about you? Have you decorated your cozy abode for Christmas yet?

Nagle zdałam sobie sprawę, że te mroźne poranki, do których to ostatnio się budzimy, mogą być jedyną okazją, jaką mogę mieć w tym roku na wprowadzenie się w świąteczny nastrój. Potraktowałam więc ten mróz jako znak na niebie i pośpiesznie zaczęłam otwierać serce na wszystko co ze Świętami się kojarzy i dekorować dom na tę okazję. Pojęłam też, że jeśli nie uczynię tego teraz, to świąteczny nastrój może mnie już w ogóle nie nawieść, zwłaszcza że za kilka już dni wyruszamy do Arizony, gdzie nieustające słońce, ciepło i pustynia, choć być może bliższe tej oryginalnej betlejemskiej scenie sprzed ponad dwóch tysięcy lat, to z pewnością nie pomogą we wprowadzeniu w typowy, tradycyjny, zimowy, świąteczny nastrój. Tak więc, w weekend, miejsce miała wycieczka do lasu, gdzie gałęzie, patyczki, szyszki i mchy zostały skrzętnie zebrane, i z których to udało mi się zrobić kilka z moich ulubionych dekoracji. Mam nadzieję pokazać je niebawem, może nawet jutro. A tymczasem, jak Wam idzie świąteczne dekorowanie?

Rampageous Before Christmas

Yes, rampageous, disheveled, disorganized, and chaotic – I’m all of these things of recent. Yet again, when the Season approached, instead of being gently nudged to get my mind and body into the Christmas spirit, I was ambushed by the miscellany of the Christmas needs, wants, should haves and musts. Surprisingly, I didn’t go into the Christmas overdrive, like I faithfully do each year, but rather entered the state of the pre-holiday stupor, where I remain for the time being, bombarded by, but impervious to images of Christmas; those depicting gorgeous rustic, woodsy decorations, twiggy stars, candles set in moss, fragrant ginger cookies, mouth-smacking eggnog, festive foods, and chic Christmas presents. All of them are scattered all over my jumbled mind, waiting for the moment when they finally fall into their preordained Christmas place. Until this happens, see my uruly collection and try to relax.

Taka jestem roztrzepana, zmierzwiona, niezorganizowana i chaotyczna ostatnio. Bo jak zwykle, przecież, gdy nadchodzą Święta, zamiast wkroczyć łagodnie i dostojnie w okres przedświątecznych przygotowań, zostałam zaatakowana natłokiem świątecznych zachcianek, wymagań, konieczności i obowiązków. Wyjątkowo jednak nie włączyłam tego motorka, jak to mi się co roku zdarza, lecz za to, zawładnęła mną przedświąteczna leniwa melancholia, w której tkwię dość wytrwale i choć bombardowana jestem z każdej strony, to pozostaję bierna i nie poruszona świątecznymi scenami wypełnionymi uroczymi, leśnymi dekoracjami, gwiazdami z gałązek, świeczkami wciśniętymi w puszyste kępy mchu, pachnącymi piernikami, wyśmienitymi daniami, czy szykownymi prezentami. Wszystkie one tłuką mi się po głowie w wyczekiwaniu na moment kiedy to wreszcie znajdzie się dla nich to wyczekane miejsce w gwiazdkowej scenie. Póki co jednak, zerknij na tę chaotyczną kolekcję i spróbuj się zrelaksować.

Grateful

Today we celebrate the Canadian Thanksgiving. We’ve invited family and friends to join us for the holiday dinner. It’s in the moments like this when I realize how untrained I am for holidays like Thanksgiving. Never celebrated that day as a kid and only when we came to Canada, and I matured enough, I started to grasp its significance. Still I’m uneasy to articulate my grateful thoughts just because it’s this day on the calendar. So I fail, I don’t count my blessings at the table, and I don’t tell people how much I appreciate them. But then the dinner is over and we take a walk in the forest. I see the beauty of this fall day that surrounds me, I look at A. and he gently smiles at me, and the grateful thoughts rush to and through me, and I whisper them to myself, one by one, hoping that they still count.

Dzisiaj jest kanadyjskie Święto Dziękczynienia, takie polskie Dożynki, ale z poczuciem ogromnej wdzięczności za wszystko dobre co nas w życiu spotkało. Rodzinka i przyjaciele zostali sproszeni i ogromny indyk został wytwornie upieczony. Okazuje się jednak, że to w chwilach jak ta manifestuje się mój brak przygotowania na świętowanie tradycji, w których nie wyrosłam. Musiało dużo czasu upłynąć, żebym zrozumiała o co chodzi, ale mimo to, że dorosłam, nabyłam doświadczenia, to nadal publiczne odliczanie łask zaznanych od życia nie przychodzi mi łatwo, a raczej, w ogóle nie przychodzi. Nie wyliczam więc przy świątecznym stole błogosławieństw, nie wyznaję biesiadnikom jak bardzo ich cenię. Nikt z nas tego nie robi. Wkrótce, jest już po obiedzie, idziemy z A. na spacer do lasu. Las jest piękny w ten pochmurny, jesienny dzień. Zerkam na A., on uśmiecha się do mnie tak łagodnie i nagle fala wdzięczności zalewa mi i umysł i serce. Wyszeptuję wszystkie wdzięczne myśli, jedna po drugiej, i mam wielką nadzieję, że one się też liczą.

Related Posts with Thumbnails