Archive for the ·garden· Category...

Bye, Bye Lavender

It’s time, finally, to leave Arizona for a few months and time to go back home. I’m not particularly looking forward to returning to the damp Vancouver weather, but the lavender is making up for the sadness of our departure, bidding us goodbye by maintaining its veracious blooms. Keep it up, gorgeous, I’ll be back soon!

Wreszcie nadszedł czas powrotu do domu i czas pożegnania Arizony na kilka miesięcy. Niezbyt cieszy mnie powrót do dżdżystego Vancouver, ale na szczęście, lawenda rekompensuje mi smutek rozstania, kwitnąc bez opamiętania, i tym miłym gestem mówiąc mi ‘do zobaczenia’. Kwitnij dalej, ślicznoto, bo wracam tu już niebawem!

Dahlias, Once More

The dahlias I’ve photographed come from M.’s garden. On my last visit to her house, M., again, has fitted me with an armful of flowers currently blooming in her garden. I accept them shamelessly, knowing all well, I’ll never be able to repay her for all the joy she bestows on me with these beauties. M.’s garden is quite unusual. The number of plants that coexist so amicably in that garden is already astonishing, the names, for an amateur like myself, are impossible to memorize, but the vision they become when the garden takes creation and shape under M.’s watchful eye is something no visitor there ever forgets.

Te dalie na zdjęciach pochodzą z ogrodu M. Jak przy każdej wizycie u niej w domu, wyszłam stamtąd z ogromnym naręczem kwiatów. Jak zwykle, przyjęłam je bez żenady, wiedząc jednocześnie, że niemożliwe jest by odwdzięczyć się jej za radość jaką mi sprawia takim podarunkiem. Ogród M. jest niezwykły. Po pierwsze, zaskakuje ogromną ilością roślin, które tam koegzystują bez najmniejszego konfliktu. Nie jestem w stanie spamiętać nazw, bo dla laika jak ja, nie znaczą one nic, i z niczym się nie kojarzą, natomiast razem, i oczywiście, dzięki bacznej uwadze im poświęcanej przez M., przeistaczają się w zjawisko, które każdemu, kto ten ogród odwiedzi, pozostaje na zawsze w pamięci.

Comments Off

Got Fresh Basil?

Just a quick recipe for you if you don’t quite know how to use all the basil that goes gangbusters in your garden. The recipe can be scaled up or down. Try this… trust me, you’ll not regret it.

Mam tutaj taki szybki przepis na pesto z bazylii, jeśli nie wiecie co uczynić z nadmiarem bazylii w ogrodzie. Przpis można skalować bez ograniczeń, zależnie od ilości ziół. Koniecznie wypróbujcie!

Lavender Revisited

Lavender is one of the things I find impossible to resist. I’ve had a good fortune to learn about it and to grow it for years in containers on our balcony, which I shared in the Lavender Series last year on Majology. Then came the summer vacations and we left home for a few months, entrusting my precious lavender cultivars to an unlikely gardener, F. Filled with good intentions, he cared for the lavenders more than what they bargained for and he lovingly quenched their thirst with ample supply of water which happened to be tad too much. They were not doing too well when we came back. I hoped to revive them, but they perished nevertheless, and I vouched not to entertain another lavender crop, ever. But the spring finally came and the empty containers begged to be filled with flowers. Considering the options I found myself drawn to the lavenders again, so I guess, I’ll revisit that chapter of my life and I’ll do it gladly.

Trudno jest się oprzeć lawendzie. Tak się szczęśliwie złożyło, że przez lata udało mi się z nią zapoznać hodując wiele różnych odmian w donicach na balkonie, o czym pisałam na Majologii w zeszłym roku w serii lawendowej. Los jednak chciał, że kiedy nadeszły wakacje, a my pozostawiliśmy dom na kilka miesiecy, przekazaliśmy cały mój lawendowy dorobek przypadkowemu dość ogrodnikowi – F. Z najlepszami intencjami, dbał o nie bardzo, pojąc je wodą częściej niż tego potrzebowały, o czym on oczywiście nie mógł wiedzieć. Gdy wróciliśmy, lawendy były w kiepskim stanie, a ja wierzyłam że je odratuję. Niestety, przepadły, a j przyrzekłam sobie, że koniec moich lawendowych przygód. Gdy jednak nadeszła tegoroczna wiosna, a puste donice blagały wręcz o jakieś kwiaty, bezwiednie zaczęłam wypełniać je na nowo lawendami. Wydląda na to, że ten rozdział swojego życia przezyję na nowo… i zrobię to chętnie.

Herb-ivorous

That, we are for sure. Feeding on plants – mostly, and feeding on herbs – always! Especially during summer, but here in the Southwest, it’s already summer and our huge green pot of herbs that we planted in March appears even huger, greener, and astoundingly gorgeous, bearing us these herb sprigs, begging for some serious cooking to happen.

Ziołożerni, tak, z pewnością jesteśmy. Przeważnie spożywamy rośliny, ale zawsze przystrajamy danie ziołami. Latem, można powiedzieć, żywimy się ziołami a reszta jedzenia służy jako dodatek. Tutaj, w południowo-zachodnich Stanach, ponieważ lato już zawitało, więc nasza ogromna, zielona donica, którą obsadziliśmy ziołami w marcu, wydaje się jeszcze ogromniejsza, jeszcze zieleńsza, i cudna nie do opisania. Rosną w niej obficie zioła wielu gatunków i proszą się, żeby coś ugotować.

Comments Off

Windowsill Envy

I’ve suffered from the serious case of the windowsill envy until now. As of present, the ungraceful feeling is gone forever, as I’m the proud owner of the windowsill of my own. When we were looking for a house in Phoenix, the approval of that house would strictly wage on the fact whether the kitchen had a window. Without one, I could not seriously consider the purchase. It drove A. to madness, but it turns out, risking his insanity was all worth it, as I gaze through the lovely window into the yard and notice how the basil I’ve planted loves the windowsill too.

Do tej pory, byłam ofiarą bezokiennej kuchni i co za tym idzie, z zazdrością patrzyłam na kuchnie przyjaciół i znajomych, którzy spędzali w swoich kuchniach godziny bez świadomości co to znaczy posiadać takie ugodnienie. Na szczęście, zazdrość minęła, jako że sama jestem dumną właścicielką kuchni z oknem i parapetem. Gdy szukaliśmy domu w Phoenix, decyzja czy dom kwalifikował się do zakupu, czy nie, wyłącznie zależała od tej prostej okiennej kwestii, co niejednokrotnie doprowadzało A. do szału. Okazuje się jednak, że ryzykowanie szaleństwa A. było warte, gdy zerkam przez okno, zaglądając do ogrodu i widzę, że to skromne miejsce na parapecie raduje również umieszczoną na nim bazylię.

String of Hearts

I’m in love with this little plant.  It goes by the name Ceropegia – notice the heart-shaped pairs of leaves facing each other lovingly.  I received it as a hostess gift from my friend M., the gardener extraordinaire, who loves the living thing more than herself, and who bestows the garden treasures on many, me being one of the happy receivers.  The fabulous thing about M. is that she can make any plant that has a semblance of a leaf on its body, grow into an abundant beauty.  I saw her pinch a tiny bit of this plant, plop it into a glass with water, and the next time I visited, the plant was growing happily, smiling its lovely face to the sun.  M. gives away blooming, fragrant roses from her garden in December, just before Christmas.  Such talent!

Zakochałam się w tej małej roślince. Nazywa się Ceropegia, a jej charakterystyczną cechą są sparowane listki w kształcie serca, miłośnie się sobie przyglądające. Otrzymałam tę roślinkę w podarunku od mojej koleżanki M., która jest nadzwyczajnym ogrodnikiem, kochającym żyjątka bardziej niż siebie samą, i która obdarza ogrodowymi darami wielu zaufanych, i ja jestem jednym ze szczęśliwych odbiorców. Fantastyczną rzeczą w M. jest to, że ona potrafi przywrócić do życia wszystko zielone, jeśli to zielone posiada choć jeden marny, nadal żyjący listek.  Widziałam jak M. uszczypnęła kawałek swojej ceropegii, od niechcenia wcisnęła go w szklankę z wodą, i przy następnej mojej wizycie, roślinka szczęśliwie uśmiechała się do słońca. A co powiesz na to? M. rozdaje kwitnące, pachnące róże ze swojego ogrodu w grudniu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Oh, posiadać taki talent.

Comments Off

The Demise of the Geraniums

For the last four year we’ve been happily growing ivy geraniums on our balcony.  They cheered up the uniform look of the condominium we live in, however, not any more.  We got the notice from, what might as well be, the most militant organization in the present-day America – the Strata Council, to remove the flower boxes.  There is no recourse, there is no discussion, they fret, they threat.  I’m so disheartened, I want to move out.

Przez ostatnie cztery lata z uciechą hodowaliśmy pnące pelargonie na naszym balkonie. Rozweselały one jednolity wizerunek budynku apartamentowego, w którym mieszkamy. Ewidentnie, nigdy więcej. Otrzymaliśmy przestrogę od najbardziej militarystycznej organizacji współczesnej Ameryki – komitetu blokowego, żeby usunąć skrzynki kwiatowe.  Nie dało się zaoferować rozwiązań, nie było mowy o dyskusji, tylko agitacja i groźby. Jestem potężnie rozczarowana, że chcę się wyprowadzić.

Comments Off