Archive for the ·flowers· Category...

Snowdrop Poetry

It’s such a welcome sight. You spot the flower, but it takes a few seconds to register what its re-emergence signifies for you. Then, suddenly, you realize that it’s the sign that the winter will be gone very soon, that your heart can rejoice, and your soul may start reciting the sweet spring verses.


Pin It

Ten długo wyczekiwany moment właśnie nadszedł. Spostrzegłam kwiat, ale upłynęło kilka dobrych sekund zanim mózg zarejestrował wagę takiego zdarzenia – że pierwszy przebiśnieg, to znak usuwającej się zimy, znak że w sercu zalśni nadzieja, znak że dusza może rozpocząć recytację wersów o słodkiej wiośnie.

Flowers for the Year

Flowers are on my mind. On Sunday, I searched four different garden centres for spring flowers, and guess what, nothing, nowhere. All I heard was: “It’s too early”. How come then I’m in such a need for colourful blooms around me? Not willing to wait, I’ve compiled some of my flower images into a calendar collage. Hope you enjoy it!


Pin It

W głowie mam tylko kwiaty. Kwiaty, których nie ma jeszcze w sklepach. Ogrodnicy zgodnie twierdzą, że stanowczo na nie za wcześnie. Dlaczego więc tak tęsknię za czymś co by kwitło i może nawet trochę pachniało, skoro nie jest jeszcze na to pora? Nie zamierzam czekać, więc na prędce złożyłam kolaż w kwiatów, które fotografowałam przez cały zeszły rok. Mam nadzieję, że ten kwietny kalendarz cieszy oko!

How I Get to Know the Desert Wildflowers

Little by little, I get a bit more acquainted with the flowers that live in the desert. The summer has passed, the time when they were scarce. But now, when apparently the rainy season is upon us, they re-appear. I smile, no, I smirk. Rainy season? Have these Arizonians ever been to the Pacific Northwest? But I digress. As the rainy season starts, so the desert plants grow vivaciously and they bloom eagerly. The ground looks still thirsty for water. But only to me, the untrained, the unfamiliar soul.

Powoli, zaczynam zapoznawać się z pustynnymi kwiatami. Lato już minęło w Arizonie, czas kiedy kwiatów na pustyni nie ma. Teraz, gdy nastała pora deszczowa, pojawiają się na nowo. Wybaczcie, ale nie umiem przejść do porządku dziennego nad tą “porą deszczową”. Doprawdy, żaden deszcz jakiego tutaj doświadczyłam, nie kojarzy mi się z porą deszczową. Ci Arizończycy oczywiście muszą nie wiedzieć co to znaczy deszcz w Vancouver. No ale zboczyłam z tematu. Otóż, jako że pora deszczowa zawitała, to i pojawia się pustynna roślinność i zaczyna zakwitać z rozmachem. Ziemia nadał wygląda na stęsknioną za deszczem, ale tylko mi się tak wydaje, duszy nie wytrenowanej jeszcze w pustynnych prawidłach.

Cotton

The first time I saw a cotton field near our house in Arizona, I couldn’t quite connect what it was. It was exactly a year ago and we were house hunting, being driven around lots, and curious to learn about the region. When it finally dawned on me what it was, I thought it must have been a mistake. Mississippi, Louisiana, Georgia, these states surely were invoking cotton fields in my head, but Arizona? As it turns out, there are plenty of cotton fields around, and presently as harvest is in full swing, they are glorious in their cottony fluffiness. I couldn’t help but get a few branches for decorating. Now, if only I knew how to spin!

Pierwszy raz, gdy ujrzałam pola bawełny w pobliżu domu w Arizonie, nie było to oczywiste dla mnie, co to jest. Było to dokładnie rok temu. Przyjechaliśmy do Arizony by kupić dom i byliśmy obwożeni po okolicy, rozglądając się z ciekawością, bo chcieliśmy zdobyć wiedzę na jej temat jak najszybciej. Gdy wreszcie dotarło do mnie co to za roślina, to nie mogłam uwierzyć. Stany jak Mississippi, czy Louisiana, albo Alabama kojarzyły mi się bawełna natychmiast, ale Arizona? A jednak. W zasadzie to otoczeni jesteśmy bawełnianymi polami, a ponieważ właśnie trwają zbiory, to pola obłożone są tą cudną puszystością. Jak tu oprzeć się takiemu zjawisku? Nie wiem, w ruch więc poszły nożyce i oto jestem w posiadaniu kilku puszystych gałązek do
dekoracji. Teraz jeszcze tylko nauczyć się prząść.

Confused

Please excuse my lavender, as it doesn’t know what it’s doing. It’s blooming its heart away, impervious to the signs of the reality surrounding it. Its instincts failed and betrayed it and it gushes its lavender charms even though they get ostentatiously ignored. The poor thing doesn’t know that presently it’s the time of the mighty pumpkin. The colours that are being enforced are the yellows, reds, and the rust hues. None of that soft pink and purple carries any weight right now. But I still give it the credit, for something has to be said about the forward-moving force of the unusual, the unheard of, the unprecedented, about the harmless madness that it manifests, with a tad of arrogance added for good measure. That’s my lavender for you!

Proszę, wybaczcie mojej lawendzie, bo ona nie wie co robi. Kwitnie z całej mocy, nieświadoma rzeczywistości, która ją otacza. Wszelkie instynkty ją zawiodły i jakby nic produkuje się kwiatami, mimo że jej wysiłki są całkowicie ignorowane. Nie rozumie, biedactwo, że już nastał czas wszechobecnej i wszechmocnej dyni, i że kolory na fali są raczej w żółciach, czerwieniach i rdzach. Te róże i fiolety, którymi emanuje, są całkowicie bez znaczenia. A mimo to, podziwiam ją za jej wymowną odwagę, bo jest to siła, która popycha życie do przodu, i wszystkie jej nienormalne, niesłychane, bezprecedensowe, trochę szalone i aroganckie wysiłki nie idą tak totalnie na marne. Bo tak właśnie, wyzywając status quo, moja lawenda oznajmia swoją osobowość i indywidualność – ku mojej wielkiej dumie.

Out of It

There are inevitably good sides to any situation, even if your vantage point is presently not your best seat in the house. Getting over a cold and devoid of energy I lie in bed, curtains drawn, low spot light illuminating the space and what do I see? A bouquet of dried hydrangeas sitting on the dresser since mid September. Suddenly I remember how much trouble went into collecting the stems, into researching and then applying multiple steps to bring about their drying power. And what happened next? I forgot all about it. But here I am, practically out of my normal level of cognition, but suddenly I manage to appreciate how beautiful these dried hydrangeas turned out and the view makes me feel so much better. The moral of the story? Let yourself be totally out of it once in a while.

Dobrej strony można dopatrzyć się prawie w każdej sytuacji. Nawet, jeśli Twój aktualny punkt widzenia nie jest namierzany z korzystnego kąta. Próbując pozbyć się tego przykrego przeziębienia, zalegam w łóżku, przy zasłoniętych oknach, przy lampkach ledwo oświetlających pomieszczenie, i co widzę? Bukiet ususzonych hortensji. Nagle przypomina mi się cała seria zabiegów pokierowanych na to tylko, żeby znaleźć kogoś kto obdaruje mnie tymi kwiatami ze swojego ogródka i żeby nauczyć się co należy zrobić, żeby hortensje uschły a nie zwiędły. Zdziwiona jestem, że mimo sukcesem uwieńczonego suszenia, ja całkowicie o tych kwiatach zapomniałam i dopiero stopień pewnego chorobowego omajaczenia spowodował, że umiałam wreszcie docenić ich urok. I z miejsca zrobiło mi się raźniej. Jaki jest morał tej historii? Czasem pozwól sobie na umysłową nieobecność.

Last Summer Weekend

If you didn’t know, this IS officially the last weekend of the summer. Next week, on September 23, the equinox will push us over into fall and by what I’ve heard today about the weather prognosis for the Pacific Northwest for this fall and winter, it’s going to be a long and cold ride. So grab a bunch of flowers while you still can and have yourself a very happy, colourful, and relaxing weekend. Hugs to All!

Jeśli jeszcze nie słyszeliście, to wiedzcie, że ten weekend jest ostatnim letnim weekendem tego roku. W przyszłym tygodniu mamy już zrównanie dnia z nocą i oficjalnie wkroczymy w ten ciężki do przetrzymania sezon jesienny. Prognozy na jesień i zimę dla Północno-Zachodniego Wybrzeża przewidują długą i zimną zimę. Zatem szybko zakup bukiet jakichś ślicznych jesiennych kwiatów, póki jeszcze kwitną i spraw sobie weekend pełen radości, kolorów i wypoczynku. Usciski!

A Flower Nook

I wonder why this is, but there is this one spot in my bedroom where flowers are on display most of the time. It’s this little nook in the room, where a dresser stands, and which has the surface for all kinds of things. Subjects, I like, pretty or stylish, or those I temporarily might not know what to do with, picked up, or gathered, found, or changing places – they all end up there, parking precariously, until their purpose in life is determined.
Do you have such a place in your home? Show me your “flower nook”.
Have a great long weekend, Everyone!

Ciekawa jestem jak to się stało, że jest takie jedno miejsce w sypialni, gdzie prawie zawsze stoją kwiaty. Jet to kawałek powierzchni, na komodzie, gdzie różne przedmioty znajdują tymczasowy dom. Rzeczy, które przypadły mi do gustu, ładne albo bliskie sercu, czy też te, z którymi chwilowo nie wiem co zrobić, przyniesione, zebrane, znalezione, albo przenoszone na inne miejsce – lądują wszystkie w tym samym punkcie, aż im wytyczę jakiś cel w życiu.
Czy jest takie miejsce w Twoim domu?
U nas długi weekend, ostatni letni weekend roku, bawcie się wszyscy dobrze.

Related Posts with Thumbnails