Archive for the ·family & friends· Category...

The Ebb, and the Flow, and the Soft Curve

It’s been a week since our return from Spain. Somehow the local way of life gets in the way and we forget all about Gaudi and “les ambiances méditerranées”, or do we? I’m sure I’ll be reminiscing about the beauty I’ve encountered in Barcelona many times anew, but for the time being, we’re filling the days with the last few intensive visits with relatives and friends, throwing in an odd wild mushrooms-picking walk in the forest, and are anxiously awaiting F. to join us here. Our trip is coming to the inevitable end. We have just two days left here, so packing and fretting is in order. But when we sit down at the end of the day and remember the last three months, it all presents itself as the perfect flow of people, events, and experiences – perfect, just like Gaudi’s soft curves.

Już tydzień minął od naszego powrotu z Hiszpanii i natychmiast wsiąknęliśmy w lokalny styl życia, zapominając już o Gaudim i “les ambiances méditerranées”, ale czy naprawdę? Na pewno powrócę jeszcze do uroków Barcelony w tym blogu, ale póki co, to wypełniamy dni ostatnimi, pośpiesznymi wizytami z rodziną i przyjaciółmi, grzybobraniem, i oczekiwaniem aż F. do nas dołączy. Nasze trzymiesięczne wakacje dobiegają końca. Już pozostały nam tylko dwa dni do wyjazdu, więc poświęcam się już pakowaniu i nerwowemu przygotowaniu do podróży do domu. Ale jak siadamy wieczorkiem i wspominamy te trzy miesiące, to całość prezentuje się spójnie i gładko jako płynny ciąg ludzi, wydarzeń i doświadczeń – doskonały, jak delikatne linie Gaudiego.

Sharing with Friends

It didn’t take us long to convince one another that it would be fun to spend another vacation together. J. & J., the dear friends of ours, and J. being my wonderful friend since high school, picked the destination and pretty much handled all the details of the trip, so we could arrive at Rethymno on Crete for a week of unforgettable time experienced together. It turned out to be the perfect place to stay – the great hotel, the vibrant town, the most convenient starting point for quite a few trips around Crete that we ventured on in a rented car. Between the four of us and three busy cameras, we’ve got plenty of pictures to share and memories to remember. Sharing this vacation with my best friend adds, it turns out, an amazing dimension to the experience. Thanks J. for your great company!

Nie za długo musieliśmy się nawzajem przekonywać, żeby ponownie wyruszyć na wspólne wakacje. J. i J., nasi drodzy przyjaciele, i J., moja kochana przyjaciółka ze szkoły, zadecydowali o celu tej podróży, zajęli się każdym z nią związanym detalem, i dotarliśmy do Rethymno na Krecie, na tydzień wspólnie doświadczanych, wspaniałych wakacji. Rethymno okazało się idealnym miejscem, z doskonałym hotelem, wpaniałą atmosferą miasta, i do tego świetnym punktem na mapie, z którego wyruszaliśmy na liczne wycieczki. Było nas czworo, z trzema aparatami fotograficznymi, więc zdjęć uzbieralismy mnóstwo do oglądania i pokazywania, jak i wspomnień do wspominania. A do tego czas spędzony z najlepszą przyjaciółką dodaje wyjątkowego wymiaru wakacjom, skąd inąd fantastycznym już samym w sobie. Dzieki J. za cudowne towarzystwo!

Good Friends and Tomatoes

The last four years of our life in Poland were spent in a small town of Goleniów, in north-west part of the country. Being so close to it now, warranted an overnight visit and the meeting with our friends, P. and U. I don’t think there was even one visit to the old country that we wouldn’t have met with them for at least one day, no exception this year. It was lovely to visit some of the old seaside resorts together, but especially, to stop at their country reprieve in Budzień where P. proudly grows tomatoes of every variety.

Zanim wyemigrowaliśmy do Kanady, przez ostatnie cztery lata mieszkaliśmy w Goleniowie, w północno-zachodniej Polsce. W tych naszych aktualnych, nadmorskich wojażach, dotarliśmy już bardzo blisko Goleniowa, więc z radością odwiedziliśmy stare kąty i spotkaliśmy się z naszymi przyjaciółmi P. I U. Widujemy ich regularnie przy każdej naszej wizycie w Polsce. Przemiło spędziliśmy czas odwiedzając wspólnie pobliskie, nadmorskie resorty. Wstąpiliśmy też do Budzienia, gdzie oni chętnie odpoczywają od miejskiego zgiełku a P. dumnie hoduje każdą z dostępnych odmian pomidorów.

The World Is Friendly

We arrive at the conclusion that the world is a friendly place. This road trip started with the purpose to see some places we’ve never seen, but inadvertently, turned into an opportunity to hook up with a few of A’s. old friends that he rarely has a chance to see. We’ve spent a great day in Kołobrzeg with L. and M., drank more than enough of the Polish beer, and ate the best grilled fish on the Polish coast.

Dochodzimy do wniosku, ze świat jest przyjaznym miejscem. Nasza wycieczka miała zaprowadzić nas do miejsc jeszcze nie widzianych, a w efekcie zaniosła nas do przyjaciół dawno nie odwiedzanych. Spędziliśmy wyśmienity dzień w Kołobrzegu z L. i M., wypiliśmy więcej piwa niż należalo i skosztowaliśmy najlepszej ryby z gryla na całym polskim wybrzeżu.

Wild Flowers

It’s been a week now since we started this vacation; the week that has passed so incredibly fast, but is leaving me with the contentment in my heart for so many reasons. First, we’re staying close to the family, finally having the opportunity to not only be close to them physically, but also to be present in our mind to experience and appreciate the moment. Most of our previous visits were shorter, so from the start, they carried the threat they’d be coming to the end soon, thus hurried us through many of the circumstances like meeting with family and friends. This time it’s different. Our encounters are relaxed and none of the events is scheduled or planned. Additionally, the weather is just absolutely gorgeous. It’s warm, it’s summer, birds singing, flowers blooming, fresh and beautiful food growing – the epitome of the pastoral, village life with its abundance and beauty. All one has to do is to take it in and appreciate it. I, certainly, do.

Minął już tydzień odkąd wyruszyliśmy na te wakacje, tydzień, który przeleciał niewiarygodnie szybko, ale jednocześnie, zadowolił i uradował z wielu powodów. Po pierwsze, jesteśmy blisko rodziny, wreszcie mamy szansę na bliskość fizyczną, ale również, mamy czas, żeby być świadomym i żeby docenić ten wyjątkowy moment. Większość naszych poprzednich wizyt była zdecydowanie krótsza, wobec czego niosła z sobą groźbę szybkiego końca i poganiała nas do śpiesznych spotkań z rodziną i przyjaciółmi. Tym razem jest inaczej. Nasze spotkania są relaksujące, prawie zawsze nie planowane. Pogoda jest uwieńczeniem tych pozytywnych doświadczeń. Lato w pełni, gorąco, ptaki śpiewają, kwiaty kwitną, zdrowe jedzenie rośnie w ogrodzie obok – kwintesencja sielankowego, wiejskiego życia z całym swoim urokiem i bogactwem. Jedno tylko pozostaje – docenić to doświadczenie i ja, z pewnością, to robię.

Fathering

Sometimes, the best fathering is done in the moments full of anguish.  However, every time I look at this photograph, my heart leaps with joy and tenderness.  Yep, F. was being naughty (stealing coins from the fountain), so some sensible, fatherly advice was in order.

Happy Father’s Day to All!

Czasami, najlepsze ojcowanie ma miejsce w momentach pełnych udręki. Mimo tego, za każdym razem gdy widzę to zdjęcie to serce wypełnia mi się radością i tkliwością. Tak, F. był niegrzeczny (z determinacją wyławiał monety z fontanny), więc należała mu się rozsądna, ojcowska porada.

Wszystkim Tatom Najlepsze Życzenia z okazji Dnia Ojca!

Delightful Peonies

I don’t visit M. too often, but when do, I leave her house with loads of unexpected goodies. She’s so generous with everything she has – her time, her cheerful spirit, and, of course, her garden production. I’m almost embarrassed to come back home, as I always carry armfuls of beautiful things. My last visit, on Saturday, was no different. Once I saw M. pick up the garden sheers, I knew, she was off onto the serious garden sweep. She started with the roses – her gorgeous roses that are the envy of her entire neighbourhood. She was cutting stem after stem, as if she decided she didn’t want them anymore. I was alarmed. Next were the anemones. Then she moved to her backyard to get me huge amounts of fresh mint, chives, bay leaves. Everything and anything that was ripe for harvest got cut down for me. Finally, came the peonies. I adore peonies and I never say no to them, but M. was literally mowing them down, tens of them. They were the most perfect flowers under the sun, so fragrant, so full of petals – I could not believe I was getting them all, every colour there is. I swear, I have never held that many peonies in my arms. It was the moment of the total peony delight.

Nie odwiedzam M. zbyt często, ale kiedy się to zdarza, wyjeżdżam od niej z pełnym ładunkiem nieoczekiwanych skarbów. M. jest nieuleczalnie chojna ze wszystkim co posiada – swoim czasem, wesołym usposobieniem, i oczywiście, ze wszystkim co rośnie w jej przepięknym ogrodzie. Jestem wręcz zakłopotana obfitością jej darów, chociaż nadal łapczywie i skrzętnie targam naręcza do domu. Moja ostatnia wizyta u M. nie była wcale inna. Kiedy zobaczyłam, że łapie się za ogrodowe nożyce, wiedziałam, że M. szykuje się na poważną ogrodową akcję. Ta akcja zaczęła się od róż – jej ślicznych róż, na które całe sąsiedztwo patrzy z zazdrością. M. cięła łodygę po łodydze jakby chciała ich się wszystkich pozbyć. W tym momencie sytuacja zaczęła mnie nieco alarmować. Następnie kolej przyszła na niebieskie zawilce wieńcowate. Po zawilcach, M. ruszyła na tyły domu by obdarować mnie ogromnymi ilościami mięty, szczypioru, liści laurowych – w zasadzie wszystko co było gotowe do ścięcia, zostało ścięte. Na koniec, nadszedł czas na piwonie. Ja po prostu uwielbiam piwonie i nigdy sobie ich nie odmawiam, ale też nie pamiętam żebym kiedykolwiek doświadczyła takiej ilości piwonii jaką M. postanowiła mnie obdarować. To były najpiękniejsze kwiaty pod słońcem, tak pachnące, tak obfite – trudno było mi uwierzyć, że wszystkie one były dla mnie, w każdym z piwoniowych kolorów. Przysięgam, nigdy nie trzymałam tak ogromnego bukietu piwonii. To był moment całkowitej piwoniowej rozkoszy.

Old Family Photographs

Don’t you adore the old photographs you find at your Grandma’s?  Most often than not, even your dear Nana has no clue as for Who? When? and Why?  But this is exactly the charm of these old sepia scraps of paper.  These are photographs of A’s distant relatives.  He went into a lot of trouble to take the photos away from their rightful owners, bring them to Canada, scan them, interview every member of the family to find the details, but still mystery envelops these lovely pictures.  Well, the matronly family on the bottom right photograph is Janina and Józef Pierzchała.  This is their wedding photo taken in 1923, but that’s about it.  This is all we know about these fascinating people, and most likely, all we’ll ever know.  Just the way I like it.

Czy nie zachwycają Cię stare fotografie, które jeszcze możesz znaleźć u Babci lub swoich rodziców?  Najczęściej jednak, nawet Twoja ukochana Babcia pojęcia nie ma kogo te zdjęcia przedstawiają.  Ale to w istocie jest cały czar tych starych kawałków papieru w kolorze sepii.  Te oto fotografie przedstawiają dalekich krewnych A.  A. zadał sobie wiele kłopotu, żeby wypożyczyć te zdjęcia od wszystkich kuzynów, cioć i wujków, żeby przewieźć je do Kanady, wszystkie je zeskanować, i na koniec przeprowadzić wywiady z rodziną, żeby znaleźć wszystkie możliwe informacje.  Nadal jednak detale obleczone są tajemnicą.  Wiemy tylko tyle, że ta matronowata para na dolnym zdjęciu to Janina i Józef Pierzchałowie,  Jest to ich ślubne zdjęcie z 1923 roku, ale to wszystko.  To cała wiedza jaką posiadamy na temat tych fascynujących ludzi, i najprawdopodobniej, cała wiedza jaką kiedykolwiek bedziemy mieć.  I tak jest najlepiej.

Related Posts with Thumbnails