Archive for the ·white· Category...

The First of Spring

Like all of you, I’m ready for spring. And it has unofficially showed up today. It couldn’t be a more perfect day for the snowdrops to finally open. Today has started my four-day weekend that I hope to be grandly productive. But first things, first. Gotta put away all the papers that grow in wild piles on my desk, as if on steroids. Tomorrow, I’ll be painting the inside of the main door in chalkboard black. And, well, after that, there are still two full days to benefit from. So vastly promising!
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130208_SpringsFirst

Jak Wy wszyscy, ja też jestem już gotowa na wiosnę. I oto właśnie dzisiaj wiosna nieoficjalnie zawitała w te strony. Dzisiaj mam pierwszy dzień czterodniowego weekendu, więc przebiśniegi nie mogły wybrać lepszej pory na kwitnięcie. Planów mam wiele, nadziei na produktywny weekend, jeszcze więcej. Między likwidowaniem stert papierów na biurku, co to rosną jak na sterydach, a malowaniem głównych drzwi, zostaną mi i tak jeszcze dwa pełne dni wolności. Całe szczęście!
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Comments Off

In the Mood for Colour: White

At this time of the year, I desperately scout the surroundings for some colour inspiration. I’m sure, I’v'e mentioned it before, but let me say it one more time – as much as I love living in British Columbia, the winter colour palette is limited here to the three following colours and their tints and shades: grey, green, and brown. I’ve been taking pictures with some renewed exhilaration recently, but once I view them I’m ready to give up photographing anything. Boooooriiiiing! The resourcefulness is the remedy for the need, so I started creating colour moodboards and today I present to you: WHITE. Fitting the season nicely, it’s actually more than a seasonal affection for me. It spells out comfort, simplicity, and tenderness – everything I seem to crave of recent. The biggest WHITE want for me is the ZEN feeling I’m so ready to embrace. Then on the list is a great deep linen-covered sofa – the white one would be the ultimate indulgence. The birch bark makes me think of the summer vacations in Poland and the white lace, along with all the white dishes in the world bring the comforts of home to mind. Last, but not least are the white macarons that are surely on my list to bake next. How nice!
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130129_InTheMood

Z pewną dozą desperacji, próbuję dodać koloru do swojego życia. Zapewne napomykałam wcześniej, że mimo że bardzo lubię Kolumbię Brytyjską, to jej zimowa paleta kolorów jest stanowczo zbyt ograniczona. Składa się ona zaledwie z trzech kolorów i ich odcieni – szarego, zielonego i brązowego. I mimo, że ostatnio starałam się fotografować dużo, to po przeglądnięciu zdjęć zwykle nie chce mi się fotografować w ogóle – taka nuda! Ponieważ zaradność staje się lekarstwem na wszelkiego typu potrzeby, to i ja radzę sobie odnajdując kolory we własnoręcznie stworzonych paletach kolorów i dzisiaj przedstawiam Wam Biel. Biel, choć tak wdzięcznie zgrana z sezonem, to dla mnie oznacza dużo więcej. Komfort, prostota, delikatność – wszystko to czego mi ostatnio brakuje. Największym z moich BIAŁYCH pragnień jest poczucie relaksu – ZEN na codzień, głebokie oddechy i nie wplątywanie się w niepotrzebne komplikacje. Następna na liście jest głęboka, miękka kanapa – no biała, byłaby ostatecznym zatraceniem. Biała kora brzozy przypomina mi, że już latem będę z powrotem w Polsce (czy słyszycie moje kwilenie z radości?), a koronki i te wszystkie białe porcelany to hołd oddawany wygodom, które wiernie czekają na mnie codzień w domu. Na końcu listy są te białe waniliowe makaronki, co to już tkwią wysoko na liście wypieków, a jeszcze nisko na drabinie umiejętności.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

By My Bedside

The title may sound a little serious, but actually, it’s all a light and pleasant matter. As I spend long hours today in my bed, nursing a call, I have a chance to look around and notice things. I’ve realized that I don’t have a night table, nor do I have a night stand. I also notice, that these would have come today rather handy for placing a cup of tea on one or the other. Instead, I have night drawers, converted into night shelves – old discarded drawers that served no purpose anymore, which I picked up in my usual cast-out-loving fashion and turned them into something practical. Recycling at its best, I think. Hope you like!

Tytuł posta brzmi trochę poważniej niż to było moim zamiarem, ale tak naprawdę to kwestia poruszana jest łatwa, lekka i przyjemna. Ponieważ spędzam dzisiaj długie godziny w łóżku pozbywając się tego krnąbrnego przeziębienia, nagle zauważam rzeczy, które uciekły mojej uwadze wcześniej. Na przykład to, że nie mam stolika nocnego, który nota bene, przydałby mi się dzisiaj by spocząć na nim filiżankę gorącej herbaty z cytryną i miodem. Zamiast stolika nocnego mam nocne szufladly, a właściwie stare, porzucone szuflady, przeistoczone w nocne półki. “Śmieci”, które miały już niczemu nie służyć, przywleczone przeze mnie do domu i zmienione w coś praktycznego. Według mnie, jest to najlepsza forma recyklacji, ale oczywiście czy jesteście za, czy przeciw, zależy w dużej mierze od Waszego stylu dekorowania osobistej przestrzeni. Mimo takich warunków, nadal mam nadzieję, że aprobujecie.

Comments Off

Falling for Fall

Fall entered my house finally. I let it in begrudgingly. Showed it the door to my bathroom and this is where it, and I, cozied up, spending the time together. The long soaks do me good.

Jesień w końcu też i u mnie zawitała. Wpuściłam ją do domu niechętnie. Pokazałam jej drzwi do łazienki, i tam też się umościła. A ja z nią. Długie i nie spieszne kąpiele czynią mi wiele dobra.

Margarita Goodbyes

Well, it’s almost time to bid farewell to the friendly people and this place I am so fond of and come back home. Yesterday I cooked a dinner for the neighbours, but seriously considered not cooking at all. A thought flashed in my head that it’s too hot to cook, but serving a row of freshly made frozen margaritas might be all we needed to have a good time. At the end, I made both, a quick summer dinner and these margaritas I prepare from scratch, and which instantly invoke memories of your most wonderful Mexican vacations. Want to try?

Frozen Margaritas
Ingredients:
210 ml white tequila
120 ml Triple Sec (orange liqueur)
90 ml lime juice (from about 8 key limes), washed with warm water
4 TB sugar
4 cups of crushed ice

Method:
1. Pour the alcohols and the lime juice into a blender.
2. Take the lime skins you’ve just extracted the juice from, place in a bowl, add sugar and using a muddler, muddle the contents until the syrup starts to form.
3. Discard the lime skins, add the syrup to the blender.
4. Add ice and blend until smooth.
5. Pour into 4 margarita glasses, garnish with lime slices, and enjoy.

Tak więc nadszedł czas, by pożegnać i tych wszystkich miłych ludzi, jak i to gorące miejsce w Arizonie, które tak polubiłam i czas wracać do domu. Przygotowałam wczoraj obiad, na który zaprosiłam sąsiadów, ale poważnie też rozważałam kwestie całkowitego zarzucenie gotowania, a w zamian zaserwowania świeżo zrobionej mrożonej margarity, co pewnio też gwarantowałoby bardzo miło spędzony wieczór. Na koniec ugotowałam i szybki, letni obiad, i zrobiłam mrożone margarity, które są idealne w takie gorące wieczory jak te tutaj i natychmiast przywołują wspomnienia niezapomnianych wakacji w Meksyku. Gotowi na próbę?

Mrożona Margarita
Składniki:
210 ml białej tequili
120 ml Triple Sec (likieru pomarańczowego)
90 ml soku z limetki, owoce umyte w ciepłej wodzie
4 łyżki cukru
4 szklanki rozdrobnionego lodu

Sposób przyrządzania:
1. Wlej alkohol i sok do blendera.
2. Włóż wyciśnięte skórki z limetek do miski, dodaj cukier i przy pomocy drewnianej gałki do ucierania, wyciskaj ekstrakt ze skórek, aż zacznie powstawać syrop.
3. Wyrzuć skórki, dodaj syrop do blendera.
4. Dodaj lód i miksuj do uzyskania jednolicie zmrożonego napoju.
5. Rozlej do 4 szklanek do margarity, ozdób plasterkami limetki i wypij moje zdrowie!

Comments Off

Garden Loot

How many times can I be excusing myself? I guess, not many more now. I’m still insanely busy in the garden, taking into consideration that the forecast promises “extreme heat” starting tomorrow throughout all next week, I want this garden clean by tomorrow, so I can sit inside a cool home and admire the blooms through the patio door, laughing at the heat. I know, doesn’t sound much like fun, right. Even the nights don’t bring much reprieve here, as the temperature registers 90ºF at the lowest point. Crazy!… Told you!
I’ve trimmed all the oleander bushes today, receiving in return for my hard work these gorgeous oleander flowers with which, I wish to send you off to a lovely weekend that you deserve so much. See you tomorrow!

I znowu czas na wymówki, bo dni uciekają mi tutaj jak z bicza trzasnął. Niech Wasza cierpliwość do mnie jeszcze trwa, bo pracuję ciężko w ogrodzie bez wytchnienia, a muszę skończyć czym prędzej bo zapowiadają “ekstremalne temperatury” na cały przyszły tydzień, począwszy od jutra. Pragnę już bardzo zasiąść sobie wygodnie w chłodnym domu i podziwiać ogród przez drzwi ogrodowe, nic sobie z upału nie robiąc. Nawet noc nie daje mi tu ulgi, bo najniższe notowane temperatury nocne to ciągle jeszcze 32ºC. Szaleństwo, nieprawdaż?
Tymczasem dzisiaj przycięłam oleandry przed domem, które to w zamian obdarowały mnie ogromną ilością oleandrowych kwiatów. Szybko uwiłam je w prosty bukiecik i jego właśnie ślę Wam wszystkim, życząc Wam wspaniałego, ciepłego, letniego weekendu, pełnego dobrego wypoczynku i swobody. Do jutra!

A Happy Face Daisy

We’ve had two full days of sunshine since the beginning of June and I’m slowly resolving myself to this sad fact that we just might get only two more this summer. After watching the wild rainfall outside my window all through yesterday’s evening and night, early this morning, just inbetween the new series of downpours, I ventured into the field of wildflowers that spreads in front of my house, intending to take a few shots of daisies. It’s the time for daisies now, the flower I’m named after, and one of my many favourites. I knew they would look pretty sodden with raindrops, and they did. I was most charmed by the one with a smiley face, telling me to lighten up a little and to quit taking that weather business so seriously. I promise, I will.

Od początku czerwca cieszyliśmy się słońcem przez całe dwa dni. Z rezygnacją. ale już zaczynam oswajać się z myślą, że do końca lata może uda nam się mieć jeszcze następne dwa dni słońca. Po przyglądaniu się ścianie deszczu przez cały wczorajszy wieczór i słysząc go jeszcze w nocy, dzisiaj z samego rana, pomiędzy jedną ulewą, a drugą, wypadłam na łąkę, która płoży się przed domem, z intencją zrobienia zdjęć margaretkom. Nastał czas na margaretki, z którym dzielę imię, i które kocham. Miałam nadzieję, że będą się pięknie prezentować, ociekające deszczem, i tak też było. Najbardziej jednak zauroczyła mnie ta jedna, uśmiechająca się do mnie, jakby mówiła: “rozwesel się, to tylko deszcz, nie ma powodu by aż tak przejmować się pogodą…” Rzeczywiście, nie ma powodu!

Oh, how I Love Summer!

My love of summer is deep and intense, yet I’m so easy to please. Give me those long days and the warm evenings enveloped in the lazy orange light of the sunsets, and my love will be eternal. Show me a bush of a blooming lavender and my heart will go pitter-patter. Set up a few impromptu farmers markets and my loyalty will be never-ending. Feed me the fresh, red berries and you’re in for some red kisses. Paint the fields of wildflowers with every colour in the artist’s palette and I’ll never forget. But most importantly – take me to the beach and leave me there for ever.

Miłość moja do lata jest głęboka i intensywna, a mimo to tak łatwo mnie zadowolić. Podaruj mi te długie letnie dni i wieczory nabrzmiałe pomarańczowym światłem zachodzącego słońca, a moja miłość będzie wieczna. Pokaż mi kwitnącą lawendę, to serce zabije mi mocniej. Ustaw przede mną prowizoryczny stragan z ogrodowymi plonami, a lojalność moja nie będzie miała końca. Daj mi skosztować świeżych truskawek, albo pachnących jagód, a nie obędzie się bez namiętnych, czerwonych pocałunków. Wymaluj pola polnych kwiatów wszystkimi kolorami na palecie malarza, a zostaniesz w mojej pamięci na wieki. Ale najważniejsze – zabierz mnie na plażę i tam mnie zostaw na zawsze.