Archive for the ·green· Category...

The First of Spring

Like all of you, I’m ready for spring. And it has unofficially showed up today. It couldn’t be a more perfect day for the snowdrops to finally open. Today has started my four-day weekend that I hope to be grandly productive. But first things, first. Gotta put away all the papers that grow in wild piles on my desk, as if on steroids. Tomorrow, I’ll be painting the inside of the main door in chalkboard black. And, well, after that, there are still two full days to benefit from. So vastly promising!
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130208_SpringsFirst

Jak Wy wszyscy, ja też jestem już gotowa na wiosnę. I oto właśnie dzisiaj wiosna nieoficjalnie zawitała w te strony. Dzisiaj mam pierwszy dzień czterodniowego weekendu, więc przebiśniegi nie mogły wybrać lepszej pory na kwitnięcie. Planów mam wiele, nadziei na produktywny weekend, jeszcze więcej. Między likwidowaniem stert papierów na biurku, co to rosną jak na sterydach, a malowaniem głównych drzwi, zostaną mi i tak jeszcze dwa pełne dni wolności. Całe szczęście!
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Comments Off

If It Holds Water, It’s a Vase

Obviously things have changed ever so slightly since yesterday. For starters, it’s Friday afternoon and a happy weekend is awaiting. Also, thanks to my rain incantations yesterday, it stopped raining today and the sun peeked through. Wow, I have to remember to use these powers regularly. To top it all off, I found the nasturtium plant bravely surviving the winter, so I rushed to snip a couple of leaves, propped them into a laboratory vessel and decided it was time to introduce the feeling of spring to our home.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130201_IfItHoldsWater

Sytuacja uległa nieco zmianie od wczoraj. Po pierwsze, jest już piątkowe popołudnie i w perspektywie weekendowy relaks. w dodatku, moje wczorajsze zaklęcia powstrzymały deszcz, a nawet więcej, bo otworzyły niebo słońcu – powinnam pamiętać, że posiadam tego typu zdolności i korzystać z nich regularnie. Na uwieńczenie tej dobrej passy, okazało się, że nasturcja na balkonie przetrzymuje dzielnie zimę, więc nie zastanawiając się długo, parę listków padło ofiarą mojej tęsknoty za wiosną i tkwią w menzurce ciesząc stęsknione za świeżą, delikatną zielenią oczy.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Comments Off

Rain, Rain Go Away! Come Again Another Day

You know it has rained for much too long here when every conversation you have, starts with the statements about weather. You know the rain gets to everyone when the seven-years-olds complain about it. On the positive note, I now have meaningful conversations with one-graders.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130130_RainRain

Kiedy każda rozmowa zaczyna się od stwierdzeń o pogodzie, oczywistym wtedy staje się fakt, że deszcz pada już o wiele za długo. Kiedy to siedmiolatki zaczynają narzekać na deszcz, wiadomo już, że ta szarówka daje się wszystkim we znaki. Korzyścią w tej całej sytuacji jest tylko to, że teraz mam wspólny temat do rozmowy z pierwszakami.
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Comments Off

Falling for Fall

Fall entered my house finally. I let it in begrudgingly. Showed it the door to my bathroom and this is where it, and I, cozied up, spending the time together. The long soaks do me good.

Jesień w końcu też i u mnie zawitała. Wpuściłam ją do domu niechętnie. Pokazałam jej drzwi do łazienki, i tam też się umościła. A ja z nią. Długie i nie spieszne kąpiele czynią mi wiele dobra.

Through the Looking Glass

In the rainy darkness that surrounds, I’m seeking light to lessen the burden of heavy clouds that push their way onto me, to lighten up the mood, to play with colours. The light filtered and reflected through the glassy ambers and the greens and the aquamarines, make me think of summer and I smile ever so imperceptibly.

W tej słocie co przytłacza szukam światła by odciążyć nieco duszę od ciężkich chmur kłębiących się nad głową, by rozświetlic nastroje choć o odrobinę i by pobawić się trochę kolorami. Przefiltrowane i rozproszone światło przecieka gorliwie przez szklane bursztyny i akwamaryny i przywołuje lato w pamięci. Myśl, do której bezwiednie się uśmiecham.

Like a Painting

There are not many outdoor places in this climate that I’d chose to frequent at this time of the year. As the rain is coming down hard, the only spot that it doesn’t seem to matter is in the Pacific Northwest rainforest itself. It’s dripping with moisture, and yet it’s so sheltered that you actually don’t get wet there. It’s luscious, with soft green moss covering just about every available surface. Its sounds insulated by the woodchip-covered trails are nothing more but the squeeking of the hundred-year old cedar trees, the chirping of birds that opt to spend the winter here, the laughter of chipmunks, and the splattering of the rain droplets steadily falling on the inflamed leaves. It’s a symphony composed ad hoc, it’s a painting that gets painted just for you, on entry.

W tę deszczową porę, w tym klimacie, nie ma miejsc, do których tęsknię, z wyjątkiem lasu. To że deszcz leje bez wytchnienia nie ma znaczenia gdy się jest w okolicznych puszczach, bo jak dżungla ociekają wodą, ale jednocześnie chronią przed przemoknięciem grubą koroną drzew. Puszyste mchy co oblekają każdą wolną powierzchnię tworzą nadzwyczajną bajkową atmosferę, wyciszając dźwięki i tonując skrzypiące stuletnie cedry, napastliwe ćwierkanie ptaków, którym nie w głowie przeloty do ciepłych krajów, wyśmiewanie się wiewiórek tamiasów i pluskanie kropli spadających na czerwieniejące liście. To jest na żywo komponowana symfonia i obraz malowany na Twoich oczach, zaraz na wejściu, bez czekania, i specjalnie dla Ciebie.

When Orderly Is the Way

I’ve been ambushed by the commencement of the school year. Out of nowhere came wake up calls at 6:00am, long hours in classrooms, and overall chaos accompanying the first few days of school. The returns home after school didn’t prove much more beneficial. The disorganization prevailed, supported by the feeling of exhaustion, and the need to sit idly for a really long time. This is, more or less, the snapshot of my life all last week. Stagnation. But such a state of affairs could only last for so long before the life’s strands would start fraying on me. So I pulled myself together a bit, added much needed gym presence to the schedule, and though I finish my days with the feeling of absolute physical exhaustion, mentally, I’m quite content – thank you very much. Well, the sunshine outside doesn’t hurt either. The nice weather calls out for walks in the afternoons, and this is where upon spotting this spider web, I was nudged to change a few things, so now the orderly and the deliberate is the way.

Początek roku szkolnego przyczaił się na mnie i dopadł mnie tak ukradkiem. Nagle zaczęły się pobudki o 6-tej rano, długie godziny w klasie i ogólny chaos, jaki zwykle się zdarza gdy zaczyna się szkoła. Powroty do domu nie były wcale lepsze, bo zapanował stan całkowitej dezorganizacji, któremu towarzyszyło poczucie wyczerpania i potrzeba spoczywania w bezruchu przez długie godziny. Tak, mniej więcej wyglądał mój cały zeszły tydzień – po prostu marazm. Taki stan nie mógłby jednak trwać zbyt długo, bo nitki życia zaczęłyby się szybko strzępić. To też wzięłam się trochę w garść. Dorzuciłam do harmonogramu dnia niezbędnie konieczne wizyty na sali gimnastycznej, i choć fizycznie, z końcem dnia, padam na nos, to mentalnie wszystko wokół zaczyna nabierać rumieńców. Oczywiście, słoneczna pogoda tylko ułatwia poprawę samopoczucia, zachęcając do spacerów, bez których nie natknęłabym się na tę pajęczynę co to posłużyła mi jako metafora na życie – choć delikatne, to całkiem rozmyślne i uporządkowane.

Comments Off

Margarita Goodbyes

Well, it’s almost time to bid farewell to the friendly people and this place I am so fond of and come back home. Yesterday I cooked a dinner for the neighbours, but seriously considered not cooking at all. A thought flashed in my head that it’s too hot to cook, but serving a row of freshly made frozen margaritas might be all we needed to have a good time. At the end, I made both, a quick summer dinner and these margaritas I prepare from scratch, and which instantly invoke memories of your most wonderful Mexican vacations. Want to try?

Frozen Margaritas
Ingredients:
210 ml white tequila
120 ml Triple Sec (orange liqueur)
90 ml lime juice (from about 8 key limes), washed with warm water
4 TB sugar
4 cups of crushed ice

Method:
1. Pour the alcohols and the lime juice into a blender.
2. Take the lime skins you’ve just extracted the juice from, place in a bowl, add sugar and using a muddler, muddle the contents until the syrup starts to form.
3. Discard the lime skins, add the syrup to the blender.
4. Add ice and blend until smooth.
5. Pour into 4 margarita glasses, garnish with lime slices, and enjoy.

Tak więc nadszedł czas, by pożegnać i tych wszystkich miłych ludzi, jak i to gorące miejsce w Arizonie, które tak polubiłam i czas wracać do domu. Przygotowałam wczoraj obiad, na który zaprosiłam sąsiadów, ale poważnie też rozważałam kwestie całkowitego zarzucenie gotowania, a w zamian zaserwowania świeżo zrobionej mrożonej margarity, co pewnio też gwarantowałoby bardzo miło spędzony wieczór. Na koniec ugotowałam i szybki, letni obiad, i zrobiłam mrożone margarity, które są idealne w takie gorące wieczory jak te tutaj i natychmiast przywołują wspomnienia niezapomnianych wakacji w Meksyku. Gotowi na próbę?

Mrożona Margarita
Składniki:
210 ml białej tequili
120 ml Triple Sec (likieru pomarańczowego)
90 ml soku z limetki, owoce umyte w ciepłej wodzie
4 łyżki cukru
4 szklanki rozdrobnionego lodu

Sposób przyrządzania:
1. Wlej alkohol i sok do blendera.
2. Włóż wyciśnięte skórki z limetek do miski, dodaj cukier i przy pomocy drewnianej gałki do ucierania, wyciskaj ekstrakt ze skórek, aż zacznie powstawać syrop.
3. Wyrzuć skórki, dodaj syrop do blendera.
4. Dodaj lód i miksuj do uzyskania jednolicie zmrożonego napoju.
5. Rozlej do 4 szklanek do margarity, ozdób plasterkami limetki i wypij moje zdrowie!

Comments Off