Archive for the ·colours· Category...

Soothing Weekend

On the day like today, when the rain is pouring, the wind howling, and it’s still dark-grey outside at 10 o’clock in the morning, I come to a conclusion that only a soothing cup of tea can convince me to just sit, sip, and contemplate. Some days the battlefield has been emptied, and the only one you have to conquer is yourself. Happy weekend, Everyone!

W dzień jak dzisiaj, kiedy deszcz pada jak najęty, wiatr hula i jest nadal szaro-buro o 10-tej rano, dochodzę do wniosku, że tylko kojąca filiżanka herbaty może mnie przekonać by spokojnie posiedzieć, posączyć i pokontemplować. Czasami pole bitwy pustoszeje i jedynym wrogiem pozostającym do pokonania jest własne ego, plany i ambicje. Życzę wszystkim spokojnego weekendu.

Flowers for the Year

Flowers are on my mind. On Sunday, I searched four different garden centres for spring flowers, and guess what, nothing, nowhere. All I heard was: “It’s too early”. How come then I’m in such a need for colourful blooms around me? Not willing to wait, I’ve compiled some of my flower images into a calendar collage. Hope you enjoy it!


Pin It

W głowie mam tylko kwiaty. Kwiaty, których nie ma jeszcze w sklepach. Ogrodnicy zgodnie twierdzą, że stanowczo na nie za wcześnie. Dlaczego więc tak tęsknię za czymś co by kwitło i może nawet trochę pachniało, skoro nie jest jeszcze na to pora? Nie zamierzam czekać, więc na prędce złożyłam kolaż w kwiatów, które fotografowałam przez cały zeszły rok. Mam nadzieję, że ten kwietny kalendarz cieszy oko!

How to Explain…

It must have been one possessed sandwich maker to paint the handles of all these spread knives in the many colours. I have nothing but admiration for such a level of culinary equipment commitment, so I didn’t hesitate to grab the bag of these utensils while in the neighbourhood thrift store. Actually, the trip to this store was the one and only venture outside. Hard to believe, but our return to Vancouver coincided with the rare occurance of the massive arctic air system that parked itself over the city keeping everyone in check with snowfall, snow drifts, sub-zero temperatures, and maniacally icy-slick roads. I don’t remember the last time I felt my body was turning into an icicle (O.K., I do, hello Montreal 1991!), so this is the close second. Back to the knives then. How cool is it to have all these amazing colours to play with. Now some bread baking needs to happen, followed closely by some food photography. And I better do it fast, because if I continue letting a full week slide between the posts, soon enough, I’ll lose you all, my friends. I hope it won’t come to that. Have a relaxing Sunday!

Gdybym miała zgadywać, to pomyślałabym, że musiał to być jakiś zapalony właściciel sklepiku z kanapkami, który przemalował rączki tym wszystkim kanapkowym nożom. Jestem jednakowoż pełna podziwu dla takiego poświecenia sprzętowi kuchennemu, więc kiedy natknęłam się na torbę wypełnioną tymi kolorowymi nożami w sklepie ze starociami, to nie zawahałam się nawet przez chwilę, żeby je zakupić. Przyznaję jednak, że wyprawa do tego sklepu była jedyną na jaką się zdecydowałam (poza dojazdami do pracy) przez cały długi tydzień. Nasz powrót do Vancouver z Phoenix nałożył się z bardzo rzadkim napływem arktycznego powietrza z północy, który tkwił nad nami przez całe pięć dni, trzymając nas w ryzach obfitymi opadami śniegu, zaspami, temperaturami dużo poniżej zera i diabelsko śliskimi drogami. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz było mi tak zimno… O.K. – pamiętam, Montreal w 1991 roku, ale tych kilka ostatnich dni śmiało może z montrealską pogodą rywalizować. Wracając do noży, fajnie jest mieć je w zasięgu ręki, to i może wreszcie upiekę jakiś nowy chleb, i może też go obfotografuję z nożykami w formie rekwizytów. Dobrze też byłoby, żebym uczyniła to wkrótce, bo jak będę się tak ociągać z pisaniem na blogu, to stracę ostatniego czytelnika. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, wybaczcie więc to długie milczenia. Życzę Wam tymczasem spokojnej niedzieli.

Bye, Bye Lavender

It’s time, finally, to leave Arizona for a few months and time to go back home. I’m not particularly looking forward to returning to the damp Vancouver weather, but the lavender is making up for the sadness of our departure, bidding us goodbye by maintaining it’s veracious blooms. Keep it up, gorgeous, I’ll be back soon!

Wreszcie nadszedł czas powrotu do domu i czas pożegnania Arizony na kilka miesięcy. Niezbyt cieszy mnie powrót do dżdżystego Vancouver, ale na szczęście, lawenda rekompensuje mi smutek rozstania, kwitnąc bez opamiętania, i tym miłym gestem mówiąc mi ‘do zobaczenia’. Kwitnij dalej, ślicznoto, bo wracam tu już niebawem!

The Sun Harvest

The citrus is all around. The bright yellow and orange globes punctuate the landscape wherever you look. I never knew how oranges should taste, until I ate one straight from the tree. Love having this opportunity to go to a nearby orange grove and get for breakfast freshly picked… Navel oranges, or lemons, or tangelos, or kumquats – or whichever strikes my fancy.

Cytrusy są wszędzie. Żółte i pomarańczowe owale naznaczają teren słonecznym blaskiem gdziekolwiek nie popatrzysz. Tak naprawdę, to nigdy nie wiedziałam jak smakuje pomarańcza dopóki nie spróbowałam jednej prosto z drzewa. Zadziwia i raduje mnie fakt, że mamy taką niesamowitą okazję wstać rano i udać się do pobliskiego sadu pomarańczowego by zerwać na śniadanie pomarańcze, albo cytryny, albo tangelo, albo kumkwaty – lub czego dusza zapragnie.

Let Your 2012 Be as Hopeful and Clear as this Blue Sky

I’ve been awfully absent around here. The whirlwind of after-Christmas gatherings and preparations for the New Year’s trip to rural Mexico kept me away from blogging. Frankly, after the quiet Christmas, becoming as busy as we did, was the last thing I expected. I have plenty to share with you from the Mexico trip and I will promptly do that, as I’m still browsing through hundreds of pictures and putting them in suitable collections. In the meantime, though, I want to wish you all the best in this New Year, hoping that even though it had already started, your hopes and aspirations for this year are as crystal clear as the blue sky in this picture. XOXOXO

 
Ponownie muszę przepraszać za długą nieobecność. Niespodziewany natłok poświątecznych zajęć oraz przygotowania do noworocznego wyjazdu na meksykańską wieś trzymały mnie z dala od komputera. Przyznaję, że nie spodziewałam się takiego obrotu spraw po tych wybitnie spokojnych Świętach. Mam wiele do opowiedzenia i pokazania po tej meksykańskiej podróży, co oczywiście zrobię pośpiesznie, zaraz jak przebrnę przez setki zdjęć z wycieczki. Póki co, to chcę życzyć Wam wszelkiej pomyślności w Nowym Roku, mimo że już trwa od prawie tygodnia, to życzę Wam z całego serca, żeby Wasze nadzieje i aspiracje na ten Nowy Rok były tak jasne jak to kryształowe niebo na zdjęciu. XOXOXO

Rampageous Before Christmas

Yes, rampageous, disheveled, disorganized, and chaotic – I’m all of these things of recent. Yet again, when the Season approached, instead of being gently nudged to get my mind and body into the Christmas spirit, I was ambushed by the miscellany of the Christmas needs, wants, should haves and musts. Surprisingly, I didn’t go into the Christmas overdrive, like I faithfully do each year, but rather entered the state of the pre-holiday stupor, where I remain for the time being, bombarded by, but impervious to images of Christmas; those depicting gorgeous rustic, woodsy decorations, twiggy stars, candles set in moss, fragrant ginger cookies, mouth-smacking eggnog, festive foods, and chic Christmas presents. All of them are scattered all over my jumbled mind, waiting for the moment when they finally fall into their preordained Christmas place. Until this happens, see my uruly collection and try to relax.

Taka jestem roztrzepana, zmierzwiona, niezorganizowana i chaotyczna ostatnio. Bo jak zwykle, przecież, gdy nadchodzą Święta, zamiast wkroczyć łagodnie i dostojnie w okres przedświątecznych przygotowań, zostałam zaatakowana natłokiem świątecznych zachcianek, wymagań, konieczności i obowiązków. Wyjątkowo jednak nie włączyłam tego motorka, jak to mi się co roku zdarza, lecz za to, zawładnęła mną przedświąteczna leniwa melancholia, w której tkwię dość wytrwale i choć bombardowana jestem z każdej strony, to pozostaję bierna i nie poruszona świątecznymi scenami wypełnionymi uroczymi, leśnymi dekoracjami, gwiazdami z gałązek, świeczkami wciśniętymi w puszyste kępy mchu, pachnącymi piernikami, wyśmienitymi daniami, czy szykownymi prezentami. Wszystkie one tłuką mi się po głowie w wyczekiwaniu na moment kiedy to wreszcie znajdzie się dla nich to wyczekane miejsce w gwiazdkowej scenie. Póki co jednak, zerknij na tę chaotyczną kolekcję i spróbuj się zrelaksować.

Cotton

The first time I saw a cotton field near our house in Arizona, I couldn’t quite connect what it was. It was exactly a year ago and we were house hunting, being driven around lots, and curious to learn about the region. When it finally dawned on me what it was, I thought it must have been a mistake. Mississippi, Louisiana, Georgia, these states surely were invoking cotton fields in my head, but Arizona? As it turns out, there are plenty of cotton fields around, and presently as harvest is in full swing, they are glorious in their cottony fluffiness. I couldn’t help but get a few branches for decorating. Now, if only I knew how to spin!

Pierwszy raz, gdy ujrzałam pola bawełny w pobliżu domu w Arizonie, nie było to oczywiste dla mnie, co to jest. Było to dokładnie rok temu. Przyjechaliśmy do Arizony by kupić dom i byliśmy obwożeni po okolicy, rozglądając się z ciekawością, bo chcieliśmy zdobyć wiedzę na jej temat jak najszybciej. Gdy wreszcie dotarło do mnie co to za roślina, to nie mogłam uwierzyć. Stany jak Mississippi, czy Louisiana, albo Alabama kojarzyły mi się bawełna natychmiast, ale Arizona? A jednak. W zasadzie to otoczeni jesteśmy bawełnianymi polami, a ponieważ właśnie trwają zbiory, to pola obłożone są tą cudną puszystością. Jak tu oprzeć się takiemu zjawisku? Nie wiem, w ruch więc poszły nożyce i oto jestem w posiadaniu kilku puszystych gałązek do
dekoracji. Teraz jeszcze tylko nauczyć się prząść.

Related Posts with Thumbnails